Nowy numer 22/2020 Archiwum

Obłęd w rytmie disco

Karmienie widzów rozrywką niskiej jakości wcale nie świadczy o szacunku do nich. Szacunek nie polega przecież na podlizywaniu się i braku wymagań.

Gwałtowny postęp choroby zaczął się jesienią, wraz z przygotowaniami do Sylwestra Marzeń. TVP codziennie raczyła widzów zapowiedziami tego, co czeka nas w ostatnią noc roku. A ponieważ wśród zaproszonych do Zakopanego gwiazd mniej więcej połowę stanowili artyści disco polo, muzyka tego nurtu rozbrzmiewała z telewizorów na okrągło. Boys, Weekend, Bayer Full, Milano, no i oczywiście Zenon Martyniuk – „niekwestionowany król” gatunku – nieustannie pojawiali się na szklanym ekranie. Im bliżej było do sylwestra, tym bardziej obłęd przybierał na sile. Czy pobijemy zeszłoroczny rekord? – brzmiało najważniejsze pytanie, które stawiała sobie telewizja publiczna pod koniec roku. W Boże Narodzenie Zenek był już wszędzie – kolędował wraz z innymi gwiazdami w Ostrej Bramie, a w drugi dzień świąt TVP 2 pokazała jego benefis z... Opery i Filharmonii Podlaskiej, na który 70 tys. złotych przekazał podlaski samorząd. Koncert zobaczyło 3,9 mln widzów, więc prezes Jacek Kurski, wraz z wokalistą śpiewający fragment jego hitu „Przez twe oczy zielone”, mógł mieć powody do zadowolenia.

Ludzie to kochają

Jak można się było domyślać, w sylwestra rekord został pobity. Imprezę z Zakopanego oglądało średnio 6,06 mln widzów, a w szczytowym momencie – podczas jednej z piosenek Zenka Martyniuka – było ich nawet 8,01 mln. Tym wynikiem TVP kilkakrotnie przebiła konkurencyjne transmisje. Dla prezesa Kurskiego taki wynik jest oczywiście potwierdzeniem słuszności obranego już wcześniej kursu na disco polo. Pytanie tylko, czy w telewizji publicznej powinno chodzić wyłącznie o bicie rekordów. Czy gdyby, dajmy na to, słupki pokazały, że największą oglądalność przynoszą filmy erotyczne wyświetlane o godzinie 19.00, TVP zaczęłaby je nadawać?

Żeby była jasność: nie twierdzę, że disco polo to zło, którego obecności w mediach należy bezwzględnie zakazać. Chodzi mi wyłącznie o proporcje. Nurt ludyczny, zabawowy zawsze przecież w polskiej muzyce istniał, podobnie zresztą jak w wielu innych krajach. Disco polo ma swoje korzenie w działalności kapel weselnych i biesiadnych. Zrodziło się pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy coraz bardziej dostępny keyboard zaczął wypierać instrumenty akustyczne. Wyposażony w liczne automaty, mógł zastąpić całą orkiestrę, a w dodatku nie wymagał od muzyka dużych umiejętności. I to ostatnie, przyznajmy, nie zmieniło się do dziś, mimo że samo brzmienie instrumentów od tamtego czasu nieco się unowocześniło. Disco polo jest po prostu muzyką mało ambitną, powielającą schematy: piosenki opierają się zwykle na kilku prostych akordach powtarzanych w kółko, głosy wokalistów (najczęściej męskie, ale jakoś tak nieprzesadnie) brzmią tak podobnie, że trudno je od siebie odróżnić, a teksty kręcą się wokół zabawy, kobiecego ciała albo nieszczęśliwej miłości. Tymczasem prezes TVP zachowuje się tak, jakbyśmy mieli do czynienia z prawdziwą sztuką. „Wszędzie mówię, że dosyć z tą hipokryzją, z tym udawaniem, że to jest jakiś gorszy gatunek. Absolutnie. Ludzie to kochają i pan zawsze ma otwarte miejsce w Telewizji Polskiej, dopóki ja jestem prezesem” – deklarował Kurski przed dwoma laty w rozmowie z Zenonem Martyniukiem, nagranej przez jeden z portali plotkarskich. Jak widać, swoją obietnicę wypełnił z naddatkiem.

Gusty i guściki

Oczywiście Jacek Kurski próbuje przekonywać, że w TVP jest równowaga: bo przecież oprócz koncertów Zenka i innych discopolowców są też Koncerty Noworoczne z Wiednia, jest ambitny Teatr Telewizji, więc każdy może sobie wybrać taką sztukę, w jakiej gustuje. Jednak prawda jest taka, że żadne z wydarzeń związanych z tzw. kulturą wysoką nie może liczyć w TVP na choćby cień tej promocji, którą zyskują występy gwiazd disco polo. A przecież ta muzyka jest już obecna na wielu innych kanałach telewizyjnych. Grająca niemal wyłącznie ten gatunek stacja Polo TV wręcz nokautuje konkurencję wśród kanałów muzycznych w Polsce, a zbliżona do niej profilem stacja Disco Polo Music, należąca do telewizji Polsat, zajmuje w tej rywalizacji trzecie miejsce. Czy naprawdę zatem konieczna jest obecność tej muzyki w telewizji publicznej, która z założenia jest misyjna? Dlaczego zamiast kształtować gusty, TVP woli nieustannie ulegać guścikom?

Obecnie mamy do czynienia z kolejną kumulacją obecności disco polo na antenie telewizji publicznej, bo w walentynki trafił na ekrany kin film „Zenek”. Filmową biografię gwiazdy z Podlasia zrealizowała Telewizja Polska, która chwali się, że oto mamy do czynienia z pierwszym obrazem kinowym samodzielnie przez nią wyprodukowanym i dystrybuowanym. I dlatego na naszych oczach rozkręca się kolejny obłęd promocyjny. Śledziłem to przez cały ostatni tydzień: „Wiadomości” o 19.30 poświęcały codziennie (!) kilkuminutowe materiały filmowi „Zenek”. I do momentu, w którym piszę te słowa, ta groteska nie ustała.

Co więcej, disco polo zyskuje tu wymiar polityczny jako muzyka zwykłych ludzi, którymi wcześniej „pseudoelity” (jedno z ulubionych słów reporterów „Wiadomości”) pogardzały. I choć samo zdiagnozowanie tej pogardy wydaje się trafne, to jednak karmienie widzów rozrywką niskiej jakości tylko dlatego, że „ludzie to kochają” (czy aby na pewno wszyscy?), wcale nie świadczy o szacunku dla publiczności. Bo przecież szacunek nie polega na podlizywaniu się i braku wymagań. Taka populistyczna polityka zwykle ma krótkie nogi.

Sprawa smaku

Nie chodzi tu bynajmniej o to, że obrazy takie jak „Zenek” nie mają prawa do istnienia. Ba, sam temat wydaje się nawet dość wdzięczny. Można na jego przykładzie pokazać przemiany, jakie zaszły w polskim społeczeństwie w ostatnich dziesięcioleciach (inna sprawa, czy ta szansa została w filmie wykorzystana). Chodzi jednak znów o proporcje. Któremu arcydziełu z jakiejkolwiek dziedziny sztuki poświęca się w „Wiadomościach” tyle miejsca co „Zenkowi”? W kolejce czeka też kilka innych, nieco ważniejszych tematów zasługujących na obraz kinowy. Jeśli już trzymać się tematu muzyki, to może warto by zacząć np. od biografii Szymanowskiego, Kilara czy Góreckiego? No tak, ale czy oni porwaliby takie tłumy?

Może i porwaliby, gdybyśmy do odbioru ich muzyki zostali lepiej przygotowani. Problem w tym, że edukacja muzyczna w wielu polskich szkołach od dziesięcioleci pozostaje na poziomie bliskim zeru. A co proponuje się w zamian? W liceum w podlaskim Michałowie ma powstać klasa o profilu „estradowym”, która ma kształcić... przyszłe gwiazdy disco polo. Lokalne władze podjęły już współpracę z firmą Green Star, która wydaje m.in. płyty zespołów Akcent, Bayer Full czy Boys. Jednym z nauczycieli ma być Marcin Miller z Boys, znany m.in. z wykonywania hitu „Jesteś szalona”. Minister edukacji Dariusz Piontkowski wprawdzie uspokaja, że nadal będziemy mieli do czynienia ze szkołą ogólnokształcącą, w której odbywać się będą po prostu dodatkowe zajęcia. I nie widzi w samej inicjatywie nic złego. Tyle że dzieje się to wszystko w połączeniu z nieustanną nobilitacją mało ambitnej muzyki, która płynie ze szklanego ekranu. Człowiek będący u progu edukacji naprawdę może odnieść wrażenie, że disco polo to wartościowa sztuka. A nie jest bez znaczenia dla życia człowieka to, jak postrzega piękno. Po herbertowsku moglibyśmy powiedzieć, że jest to po prostu „sprawa smaku”. A to właśnie w smaku, jak pisze poeta, są „włókna duszy i chrząstki sumienia”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego

 

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji