Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Jestem z tej ziemi

Biskup Aleksander Jazłowiecki opowiada o swej drodze życiowej i posłudze.

Andrzej Grajewski: Sakrę biskupią otrzymał Ksiądz Biskup w listopadzie ubiegłego roku, w wieku 40 lat. W jakim środowisku Ksiądz Biskup się formował?

Bp Aleksander Jazłowiecki: Pochodzę z osady Gibałówka (Hybaliwka) pod Szarogrodem na Podolu. Tamtejszą parafię pw. św. Floriana prowadzą ojcowie franciszkanie i to w ich kręgu dojrzewałem. Wychowałem się w środowisku prawosławnym, niepraktykującym. Moja matka jest katoliczką, ojczym – formalnie prawosławnym, w rzeczywistości jednak był wrogo nastawiony do religii. Także pod względem narodowościowym jest to środowisko mieszane. Ojczym jest Ukraińcem, matka miała polskie korzenie. W domu rozmawiało się po ukraińsku. Języka polskiego nauczyłem się dopiero w seminarium duchownym w Gródku Podolskim. Z opowieści matki wiem, że pradziadkowie trochę rozmawiali po polsku.

Dzieciństwo Księdza Biskupa przypadło na czasy komunistyczne. Jak wtedy wyrażało się wiarę?

W szkole nastawienie do religii było wrogie. W naszej klasie tylko ja przyznawałem się, że chodzę do kościoła, i przychodziło mi to z trudnością. Później okazało się, że także czterech moich kolegów pochodziło z rodzin katolickich, ale niepraktykujących. Do tego dochodził stereotyp, że katolik to Polak, a o Polakach mówiono negatywnie. Nikt nie mówił o nas: jesteś katolikiem. Mówiło się: nie jesteś Ukraińcem, lecz Polakiem.

To było określenie pejoratywne?

Tak, powiedziałbym nawet, że pogardliwe. Do tego dochodziła wroga postawa ojczyma, który zabraniał nam chodzić do kościoła. Wychowanie religijne zawdzięczam matce, która z nami się modliła i prowadziła nas w tajemnicy przed ojczymem do kościoła. Gdy chodziliśmy z bratem i siostrą w niedzielę do kościoła, musieliśmy to przed nim ukrywać. Dzięki Bogu w naszym kościele parafialnym odprawianych było w każdą niedzielę kilka Mszy św., więc łatwiej było ukryć nasze wyjście do świątyni.

A kiedy narodziło się powołanie kapłańskie?

Po ukończeniu szkoły zawodowej zacząłem pracę w firmie budowlanej i wówczas spontanicznie przyszła myśl, aby iść do seminarium. Matka na wiadomość o tym się rozpłakała, ojczym milczał. Zabrałem swoje rzeczy i pojechałem do seminarium w Gródku Podolskim. To był 1996 r. Skończyłem je po 7 latach, gdyż musiałem jeszcze zaliczyć rok propedeutyczny.

Jakie były warunki w seminarium?

Trudne, bo seminarium funkcjonowało dopiero od roku 1991. Na pierwszym roku mieszkaliśmy nawet po sześciu w jednym pokoju. Łazienka i toaleta były na zewnątrz. Ale w tych niełatwych warunkach tworzyliśmy prawdziwą wspólnotę, pełną entuzjazmu i wzajemnej życzliwości.

Teraz warunki się poprawiły, ale powołań jest mniej.

To prawda. W seminarium gródeckim, gdzie się uczyłem i formowałem, mają teraz tylko kilku kleryków na roku propedeutycznym. Kiedy ja zaczynałem, było nas prawie 20 na pierwszym roku, choć do święceń doszło tylko 5. Mam wrażenie, że dzisiaj powołania są mniej liczne, za to dojrzalsze.

Jak wierni przyjęli nominację Księdza Biskupa?

Doświadczyłem radości i entuzjazmu ze strony wiernych. Towarzyszyła temu moja troska i refleksja, jakim mam być biskupem, aby ich nie rozczarować. A jeśli chodzi o stosunkowo młody wiek, można to łatwo wyjaśnić. Ja i kilku innych młodych niedawno wyświęconych biskupów łacińskich czy greckokatolickich jesteśmy pierwszym pokoleniem kapłanów wychowanych w wolnej Ukrainie. Jeśli Stolica Apostolska szuka kandydatów na biskupów z miejscowego duchowieństwa, w sposób naturalny musi sięgnąć do tych pierwszych roczników, a więc po stosunkowo młodych kapłanów.

Dlaczego w swym herbie umieścił Ksiądz Biskup barwy narodowe Ukrainy?

Jestem Ukraińcem świadomym swego polskiego pochodzenia i dumnym z niego. Umieszczając barwy narodowe w herbie, chciałem powiedzieć, że jestem z tej ziemi.

W herbie Księdza Biskupa jest także cytat ze św. Tomasza Morusa: „Primus servus Dei” (Najpierw sługa Boży) i topór. Co on symbolizuje?

Topór symbolizuje męczeństwo św. Tomasza Morusa, ale nie wszyscy to rozumieją i kojarzą.

Skąd odwołanie biskupa z Ukrainy do angielskiego męczennika?

Dowiedziałem się o nim w Rzymie, gdzie studiowałem prawo kanoniczne na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim. Pojechałem do Anglii na kurs języka angielskiego. Zobaczyłem, jak wielkim kultem jest w tamtejszym Kościele otaczany św. Tomasz Morus.

Zacząłem czytać jego dzieła, poznawać go, modlić się do niego. Nawiedziłem także jego grób w Castel of London, co było dla mnie niezwykłym przeżyciem. Anglikanie nie chcą, aby katolicy czcili tam swego męczennika. Musiałem otrzymać specjalne zezwolenie, żeby odwiedzić celę, gdzie uwięziono św. Tomasza. Gwardzista, który służy tam wiele lat, kiedy dowiedział się, że jestem kapłanem katolickim, zaprowadził mnie po kryjomu do grobowca Morusa. Zostawił mnie tam samego na pół godziny. Odebrałem to jako znak, że św. Tomasz chciał, abym nawiedził to miejsce. Długo modliłem się przy jego grobie i mam pewność, że jego wstawiennictwo oraz opieka towarzyszą mi w życiu.

Co te słowa św. Morusa znaczą w warunkach współczesnej Ukrainy?

Nie jest rzeczą prostą w naszych czasach dawać świadectwo wiary. Zwłaszcza w stolicy kraju łatwo być wciągniętym w jakieś układy, sojusze, rzeczy, które od Pana Boga odciągają. A słowa św. Tomasza Morusa przypominają, jaka powinna być właściwa hierarchia rzeczy i wartości.

Jak kapłani, zwłaszcza starsi, zareagowali, kiedy „młodzik” został ich biskupem?

Miałem wiele wątpliwości, czy przyjąć nominację. Radości z tego nie odczuwałem, zdając sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka będzie na mnie ciążyć. Generalnie jednak księża dobrze to odebrali. Czuję ich życzliwość, także starszych kapłanów. Zresztą na Ukrainie większość kapłanów jest w podobnym do mojego wieku.

Jak w Kijowie wyglądają relacje z grekokatolikami?

Katolików obrządku wschodniego poznałem dopiero na I czy II roku seminarium, kiedy pojechaliśmy na wycieczkę do Lwowa. Bazylianin, który nas wtedy przyjmował, był zdziwiony, że na Ukrainie jest tak wielu kleryków w obrządku łacińskim. Wcześniej przebywałem w środowisku albo rzymskokatolickim, albo prawosławnym. Grekokatolików poznałem lepiej dopiero podczas studiów w Rzymie. Miałem z nimi dobre relacje, które pozostały po powrocie na Ukrainę. Życzliwy i otwarty na nas jest metropolita kijowsko-halicki abp Światosław Szewczuk. Staramy się wspólnie rozwiązywać problemy duszpasterskie.

Jak wyglądają kontakty z prawosławnymi z powstałego niedawno Kościoła Prawosławnego Ukrainy?

Większość księży i biskupów tego Kościoła w przeszłości należała do tzw. Patriarchatu Kijowskiego, który nie był uznawany przez inne Kościoły prawosławne. Wtedy chętnie na poziomie diecezjalnym czy parafialnym spotykali się z katolikami. Stolica Apostolska nie prowadziła z nimi dialogu, rozmawiała jedynie z Patriarchatem Moskiewskim, ale na poziomie diecezjalnym nasze kontakty były nierzadkie. Teraz, kiedy prawosławni dostali tomos, życzliwość wobec katolików pozostała. Miejscem spotkania i rozmów jest także Rada ds. Kościołów, zrzeszająca przedstawicieli największych Kościołów i wyznań na Ukrainie.

Monumentalny kościół św. Mikołaja w Kijowie nadal jest używany jako sala koncertowa, chociaż odprawiane są w nim także nabożeństwa.

Od lat 90. ubiegłego wieku prowadzimy w tej sprawie rozmowy, niestety bezskutecznie. U nas władze szybko się zmieniają i gdy jedna ekipa rządowa już dojrzeje do decyzji, przychodzi kolejna. Następcy zaś potrzebują czasu, aby sprawie się przyjrzeć, i decyzja się przeciąga.

Co jest największym wyzwaniem dla Księdza Biskupa?

Chciałbym poświęcić się pracy z młodzieżą i dziećmi, ale muszę przede wszystkim dobrze odnaleźć się w swych obowiązkach i sumiennie wykonywać polecenia biskupa ordynariusza. Przyszłość pokaże, co będzie szczególnym powołaniem mej posługi biskupiej. •

Aleksander Jazłowiecki

biskup pomocniczy kijowsko-­‑żytomierski. Pochodzi z Szarogrodu na Podolu. Ukończył Wyższe Seminarium Duchowne w Gródku Podolskim. Święcenia kapłańskie otrzymał w 2004 r. W latach 2006–2013 studiował na Papieskim Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie, gdzie uzyskał doktorat z prawa kanonicznego. Jest jednym z najmłodszych biskupów rzymskokatolickich na świecie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się