Nowy Numer 38/2020 Archiwum

FOMO – brzmi jak potwór

Taki z „Ulicy Sezamkowej” – włochaty, miękki, może trochę dziwny. Ale niegroźny. Niestety, to nie jest bajka. FOMO to rzeczywiście potwór, który małymi kroczkami kradnie życie nasze i naszych dzieci.

Biologia zawsze była w tyle za technologią. Szybciej zmieniamy otoczenie, niż się do niego dostosowujemy biologicznie. Gdy nasi wcześni przodkowie zawędrowali z ciepłej Afryki do zimnej Europy, ich inteligencja umożliwiła im przetrwanie, bo nauczyli się robić ciepłe ubrania. Wykorzystali potencjał mózgu. Dzisiaj ten sam potencjał – to, co jest w mózgu „zaprogramowane” – doprowadza nas do ruiny.

Żyjemy w czasach, w których więcej ludzi umiera z powodu otyłości i przejedzenia niż w wyniku wojen i ataków terrorystycznych. To sytuacja bez precedensu w historii ludzkości, bo w przeszłości najkrwawsze żniwo zbierały bakterie i wirusy, a nie hamburgery, chipsy i słodzone napoje gazowane. Wiemy o tym, że nadwaga, nieodpowiednia dieta nas zabijają. I nic sobie z tej wiedzy nie robimy. Bo mamy w mózgu bardzo głęboko zakodowane pewne mechanizmy. A wśród nich ten, który każe nam jeść, jeżeli jedzenie jest dostępne. To spadek po setkach tysięcy lat kształtowania się naszego gatunku. Ten sam odruch obserwuje się u zwierząt, tyle tylko, że one, żyjące dziko, nie mają zwykle dostępu do nieograniczonych ilości jedzenia. W brutalnym świecie natury jedzenie jest dobrem deficytowym, więc warto korzystać, gdy akurat jest dostępne.

Ten sam mechanizm działa, gdy na wyciągnięcie ręki mamy cukier albo sól. Obydwie te substancje są w pewnych ilościach potrzebne, a w przyrodzie jest ich niewiele. Mechanizm, który powoduje, że nie potrafimy obok nich przejść obojętnie, w przeszłości ratował nam zdrowie, a pewnie nieraz życie. Podobnie jak dostęp do informacji. Chcemy je mieć, bo dzięki nim lepiej funkcjonujemy w otaczającym nas świecie. Ba! Czasami nie chodziło o lepsze funkcjonowanie, lecz o funkcjonowanie w ogóle. Szeroko rozumiana informacja jest istotna, dlatego natura wyposażyła nas w wiele organów, które są wyspecjalizowane w odbieraniu bodźców. Dźwięk, obraz, zapach, dotyk… By zwracać na nie uwagę, w naszym mózgu wytworzył się mechanizm nagrody. Mózg w niektórych sytuacjach uwalnia substancje odpowiedzialne za samopoczucie, np. dopaminę albo oksytocynę. Te, w zależności od tego, w której części mózgu są uwalniane, mogą wywoływać różne reakcje. Dopamina jest wydzielana także w mózgu alkoholika, który pije, czy palacza, który pali. Czujemy rodzaj przyjemności, satysfakcji z bycia dobrze poinformowanym. Mechanizmy społeczne dokładają swoje. Osoba lepiej poinformowana jest postrzegana jako mądrzejsza, inteligentniejsza. Jest chętniej słuchana i wysłuchiwana. Częściej wskazuje się ją jako lidera. Ten mechanizm świetnie działał od zawsze. Aż do dnia, w którym świat stał się informacyjną dżunglą. Nasz mózg nie przystosował się do tego nowego świata. Nie nauczył się filtrować. Próbuje nadążyć. I niestety przegrywa.

FOMO to skrót od angielskiego fear of missing out, czyli lęk przed odłączeniem. Tak bardzo boimy się, że coś nas ominie, jakaś informacja do nas nie dotrze, że pomiędzy nami a urządzeniem, które dostarcza nam informacji, tworzy się połączenie praktycznie nierozerwalne. Mechanizm, w którym jesteśmy za coś nagradzani (za zjedzenie, choć nie jesteśmy głodni, czy informacje, choć nie są nam one do niczego potrzebne), ma „drugą twarz”, która w perfidny sposób karze. Poczucie pustki, pominięcia, straconej okazji. Czasami objawia się to złością, rozdrażnieniem, nawet agresją. I tutaj działają mechanizmy społeczne. Osoba niedoinformowana jest często lekceważona i ignorowana. Z tym że najczęściej nie chodzi o wiedzę, ale o informacje, np. o tym, że pewien aktor rozwiódł się po raz trzeci, a producent telefonów wypuszcza na rynek model z dodatkowymi funkcjami (które i tak są zbędne). O tym, że jakaś kobieta zrobiła sobie dwuznaczne zdjęcie z prezydentem, a polityk partii rządzącej krytykuje reformę sądów, choć jeszcze kilka miesięcy temu się za nią opowiadał.

FOMO to potwór – autentyczny, fizyczny wręcz lęk przed niedoborem bodźców, przed informacyjną prohibicją. Niekoniecznie cyfrową (choć dzisiaj głównie), bo termin FOMO po raz pierwszy pojawił się w literaturze naukowej w latach 90. XX w., czyli przed erą powszechnego internetu. Częściej dotyka dzieci, bo ich mózgi kształtują się w przebodźcowanym otoczeniu, ale dorośli także zmagają się z tym problemem. A dotyka on od kilkunastu do ponad 25 proc. badanych. Choć te liczby mogą być niedoszacowane, bo w innych badaniach ponad jedna trzecia pytanych twierdzi, że ich życie bez ciągłego bycia on-line byłoby puste i bezwartościowe. Wśród osób z doświadczeniem FOMO prawie jedna czwarta twierdzi, że bez ciągłego dostępu do mediów i serwisów (w skrócie – cyfrowych bodźców) odczuwa nudności, zawroty głowy i bóle brzucha.

Walka z FOMO przypomina walkę z nałogiem, choć jest trudniejsza. Bo dżungla, będąca problemem, jest wszędzie, w którąkolwiek stronę odwrócimy głowę. Blokady, limity czasowe i dużo aktywności pozacyfrowej to chyba jedyna droga ratunku. Profilaktyka? Edukacja i wychowanie. To paradoks, że stworzyliśmy świat, w którym trzeba się nauczyć kontrolować i kierunkować odruchy, które są głęboko ludzkie i naturalne.

 

Jak rozpoznać FOMO u dziecka?

Rodzić obserwujący swoje dziecko jest w stanie dość szybko zorientować się w kłopotach, w które ono wpadło. Nie chodzi o szpiegowanie, podsłuchiwanie czy śledzenie. Raczej o rozmowę i bycie blisko. Co powinno nas zaalarmować? • Ciągły kontakt z telefonem czy tabletem. Wpadanie w panikę w sytuacji braku sieci czy braku możliwości naładowania baterii. • Bezustanne sprawdzanie e-maili i powiadomień. Urządzenie elektroniczne mówi użytkownikowi o przychodzących wiadomościach nie tylko przez informacje wyświetlane na ekranie, ale także przez dźwięki i wibracje. Gdy po pojawieniu się takiego sygnału użytkownik od razu sprawdza telefon, jest to sygnał niepokojący dla otoczenia. • Pojawiające się i pogłębiające się problemy z koncentracją, z zaśnięciem i rozdrażnienie w sytuacjach, w których użytkownik nie ma możliwości skorzystania z urządzenia. • Nieumiejętność zagospodarowania sobie czasu w inny sposób. • Poczucie beznadziei i pustki, gdy telefon milczy i/lub gdy nie można z niego skorzystać.

Co zrobić, gdy podejrzewamy FOMO?

Urządzenia elektroniczne są bardzo ważną częścią życia każdego młodego człowieka. Wyjściem nie jest ich skonfiskowanie, tylko uczenie, jak korzystać z nich w sposób odpowiedzialny. W jaki sposób to zrobić? • Pierwszy krok to nabranie pewności, że problem istnieje. Częste korzystanie z urządzeń elektronicznych nie jest równoznaczne z FOMO. To, że dziecko cały czas nosi telefon w kieszeni, nie oznacza, że ma problem z cyfrowym uzależnieniem. Warto obserwować dziecko i porozmawiać z nim. • Uświadom twoje dziecko, jakie są konsekwencje nadużywania urządzeń cyfrowych. Z badań wynika, że duża część młodych użytkowników ma świadomość istniejącego problemu, tylko nie wie, jak z nim walczyć. • Postaraj się zyskać w swoim dziecku sojusznika. Wbrew niemu niewiele osiągniesz. Przekonaj, że rozmowy, które z nim prowadzisz, są spowodowane miłością, że sytuacja, w której ono się znajduje, może mieć poważne konsekwencje dla jego przyszłego życia. • Ustalcie zasady i granice. Podstawowa to ta, że w nocy telefon znajduje się w innym pokoju niż ten, w którym dziecko śpi. Określ też moment, w którym dziecko rozstaje się z urządzeniami cyfrowymi. Dobrze by było, żeby ostatnia godzina przed snem była czasem bez telefonu. Wyznacz limit czasu, jaki dziecko może korzystać z mediów czy aplikacji. Jest wiele programów kontroli rodzicielskiej, dzięki którym ten czas możesz monitorować. • Daj dziecku wybór. Świat internetu jest atrakcyjny, a telefon czy tablet to bardzo wygodne okno do tego kolorowego, roześmianego (choć wiemy, że nieprawdziwego) świata. Przymykając dziecku drzwi do cyfrowej rzeczywistości, zaproponuj coś innego. Coś, co będzie atrakcyjne w świecie realnym, co sprawi mu przyjemność. Limity nie zadziałają, gdy alternatywą będzie samotne siedzenie w pokoju albo dodatkowe obowiązki domowe.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także