GN 07/2020 Archiwum

Mówiłam do niego: Ojcze

Siostra Bogdana Łasocha opiekowała się bł. ks. Michałem Sopoćką aż do śmierci…

Dom Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny w Białymstoku. S. Bogdana, jako młoda, jeszcze studiująca zakonnica zetknęła się ze świętym. A nawet przynosiła mu obiady, dbała o jego zdrowie, prosiła o modlitwę. Tylko że wtedy nie miała pojęcia, z kim pracuje. Nawet wspólne zdjęcia się nie zachowały.

– To taka dla mnie lekcja na całe życie: prawdziwa świętość jest cicha, niemal niezauważalna. A gloria nieba wykuwa się przez trudy życia i cierpienie – kiwa głową dziś już ponad 70-letnia s. Bogdana. W ręku trzyma obrazek z bł. Michałem Sopoćką. – Gdy uczestniczyłam w beatyfikacji, wszyscy patrzyli na namalowany portret – błogosławionego w chwale. A ja miałam przed oczami również Ojca zmagania, cierpienie, cichość i ascezę. Bo mówiłam do niego: Ojcze...

Cichy kapelan

Historia Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny i ks. Michała Sopoćki zaczyna się jeszcze w latach 50. ubiegłego wieku. Ks. Michał po wojnie przeprowadził się z Wilna właśnie do Białegostoku, był wykładowcą w seminarium duchownym. Mieszkał przy ul. Złotej, a siostry miały dom przy Poleskiej 42. Były tam spory plac i maleńka, maluteńka wręcz kaplica.

– Jedna z naszych sióstr poprosiła księdza, by przychodził do nas Msze św. odprawiać. Ksiądz Michał przyszedł, zobaczył maleńką kapliczkę. Wiedział też, że są potrzeby i w posługiwaniu sakramentami, bo wokół dużo się budowało, wiele osób mieszkało, a najbliższy kościół był daleko. I zgodził się.

Za namową ks. Sopoćki, jak wspominają siostry – cichego, ale bardzo konkretnego, wręcz surowego momentami – udało się maleńką kaplicę rozbudować.

– A w tamtych czasach było to bardzo skomplikowane i wymagało sprytu, bo władze komunistyczne przecież nie pozwalały na budowę kościołów czy kaplic. Siostry więc zgłosiły nie rozbudowę kaplicy, ale… werandy. Do 1957 roku kaplica była wykończona.

– Tam była wtedy piękna praca, mnóstwo dzieci do katechizowania, ludzie garnęli się do modlitwy. Ks. Sopoćko przez kilkanaście lat cierpliwie chodził do naszej kaplicy ze swojego mieszkania i odprawiał Msze św., spowiadał. Gdy skończył 80 lat, widziałyśmy, że jest mu już coraz trudniej. Był słabszy, z coraz większym trudem się poruszał…

Dostępne jest 16% treści. Chcesz więcej? Wykup dostępu do całego artykułu. Cena 1,23. Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji