Reklama

    Nowy numer 15/2020 Archiwum

Chrześcijański infantylizm

Pewien reżyser teatralny zarzucił niedawno Kościołowi polskiemu, że infantylizuje ludzi. Dało mi to do myślenia.

Przecież nie po to zostaliśmy posłani do ludzi, by ludzie dziecinnieli. A może miał na myśli brak postępu i doganiania współczesności w duszpasterskich propozycjach? Choć postęp wcale nie musi sprzyjać ludzkiemu rozwojowi, wręcz przeciwnie: może czynić z nas niedojrzałych konsumentów gadżetów. Święty Augustyn mówił: jeśli chcesz uczynić człowieka dojrzałym, stawiaj przed nim wymagania. Nie ma nic bardziej infantylizującego niż utrzymywanie ludzi w stanie permanentnej głupoty. Głupi zaś ma to do siebie, że widząc mądrego, oskarży go o głupotę. „To jakieś głupoty” – mówi współczesny pan Kiepski, natrafiając na homilię Jana Pawła II czy film o ojcu Pio, i przerzuca kanał na sport lub kabaret. „Kretyństwo” – irytuje się pani Kiepska, słysząc o zagrożeniach mentalności antykoncepcyjnej, i chwyta za smartfona, by przelać oburzenie na innych. Tymczasem św. Paweł mówi o „tajemnicy mądrości Bożej”, „mądrości ukrytej”, której nie pojmują „władcy tego świata”, eksperci i celebryci. I wyjaśnia: jest to „nauka krzyża”, która dla tych, którzy idą na zatracenie, wydaje się głupotą, dla nas zaś, którzy przepowiadanie apostoła darzymy zaufaniem, jest mądrością i mocą Bożą (por. Rz 1,18). O jaką mądrość chodzi? Jakie wtajemniczenie? Głoszenie chrześcijańskiego przesłania o zbawieniu i stawianie ludzi przed krucyfiksem zawsze wyposażały w siłę kochania wychodzącego poza ramy egoizmu i kalkulacji oraz dostarczały odwagi do wybierania dobra i odrzucania zła. Gdzie tkwi problem? W tym, że ucho ludzkie zmęczyło się słuchaniem mądrych ludzi, czy też ci drudzy pogłupieli? Może odstąpiliśmy od wyznawania mądrości krzyża i związanych z tym konsekwencji?

Nic dziwnego, że z religijno-etycznego galimatiasu kościelnych polemik co jakiś czas wyłania się propozycja powrotu do starej chrześcijańskiej drogi wtajemniczenia w wiarę i umiejętność walki duchowej, którą Kościół znał i stosował w pierwszych wiekach pod postacią katechumenatu. Mówił o tym Jan Paweł II, wraca dziś do tematu papież Franciszek, zwłaszcza w kontekście małżeństwa i rodziny. W centrum tamtej moralno-duchowej formacji tkwiły Chrystusowy krzyż i nadzieja na zmartwychwstanie. Dlatego też św. Paweł mógł wymagać od Koryntian: „W waszym myśleniu bądźcie dojrzali, abyście stali mocno, doskonali w pełnieniu każdej woli Bożej” (1 Kor 14,20). W innym miejscu mówił: „Mleka wam jeszcze trzeba, a nie stałego pokarmu (…). Stały pokarm jest właściwy dla dorosłych, którzy przez ćwiczenie mają władzę umysłu zaprawioną do rozróżniania dobra i zła” (Hbr 5,12). Pokarmem stałym dla chrześcijanina jest mądrość krzyża. I wie on, że musi karmić się nią na co dzień. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..