GN 38/2020 Archiwum

Nieprawa obywatelskie

Myśl wyrachowana: Komu się daje posłuch, temu się też okazuje posłuszeństwo.

Rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar dzielnie walczy o odebranie Polakom najważniejszych praw obywatelskich. Bo możność wychowywania dzieci według własnych przekonań to chyba dość ważne prawo rodziców, prawda? Tymczasem pan rzecznik chce, żeby nasze dzieci były przymusowo edukowane w tej właśnie dziedzinie, która dla kształtu życiowych przekonań jest najistotniejsza. Domaga się mianowicie obowiązku uczestniczenia uczniów w zajęciach szkolnych z „edukacji antydyskryminacyjnej”.

Gdyby chodziło o rzeczywiste przeciwdziałanie dyskryminacji, to oczywiście nie byłoby problemu. Należy przecież nauczyć małolatów, że mają szanować innych ludzi bez względu na kolor ich skóry, wiek, stan cywilny, fizyczny i psychiczny. Dzieci mają wiedzieć, że nie wolno nikogo krzywdzić i szykanować za to, kim jest. Tego się jednak uczy w szkole. Tymczasem „przeciwnicy dyskryminacji” przepychają coś zupełnie innego. Prawnicy z Instytutu Ordo Iuris zwracają uwagę, że na takich zajęciach, tam, gdzie je przeprowadzano, treści wykraczały daleko poza kształtowanie postaw szacunku i promocję równości wobec prawa. Przywołują publikację Towarzystwa Edukacji Antydyskryminacyjnej, która jako warunek uzyskania certyfikatu trenera edukacji antydyskryminacyjnej podaje ukończenie „warsztatu lub treningu genderowego”. Przypominają, że w publikacjach z zakresu tej „edukacji” pisze się, iż „na świecie jest więcej opcji płci niż tylko kobieta i mężczyzna”. Jest tam świadome dążenie do rozchwiania seksualności. Dzieci po takim praniu mózgów tracą pewność, kim są i jaka jest ich życiowa rola, po czym są „uspokajane”, że przecież to jest ich decyzja i mogą sobie wybrać którąś spośród wielu płci.

Jak to działa, widać na Zachodzie. Nagle objawiło się tam mnóstwo osób z wątpliwościami co do swojej tożsamości płciowej. Skąd taki wysyp? Ano stąd, że szkoły są tam już opanowane przez genderystów. Dzieci są ufne i przyjmują to, co im się mówi, zwłaszcza gdy dzieje się to w autorytecie państwowej edukacji. Po paru latach będą już gotowymi janczarami, wolnymi od moralnych obiekcji i przysposobionymi do walki o świat, który się nawet Orwellowi nie śnił.

Niedawno w czytaniach z dnia uderzyły mnie słowa Jezusa: „Baczcie na to, czego słuchacie”.

Baczcie – więc bardzo uważajcie. Bo z tego, co się słyszy, rodzi się wiara. Albo przeciwnie – zwątpienie i niewiara, gdy się słyszy rzeczy złe i kłamliwe.

Jest w tym jakaś prawidłowość, że społeczeństwa, które głuchną na słowo Boże, stają się bezwolną masą, podatną na najbardziej oszukańcze słowa tego świata. Podatną do tego stopnia, że nawet własnym dzieciom pozwalają wtłaczać do głów śmiercionośne treści.

Jak się temu oprzeć? Doraźnie stanowczym sprzeciwem. A długofalowo – słuchaniem Boga bardziej niż ludzi.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także