Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Bądźmy odpowiedzialni

– Rozróżnienie między odpowiedzialnością za zdrowie a odpowiedzialnością za leczenie choroby nie jest zero-jedynkowe. Obie sfery istnieją we współzależności. Jednak zrozumienie całego mechanizmu to swoiste prawo jazdy w profilaktyce i opiece zdrowotnej nad każdym z nas – mówi prezes Narodowego Funduszu Zdrowia dr n. ekonomicznych Adam Niedzielski.

Marta Krzyżanowska: Narodowy Fundusz Zdrowia zwykle kojarzy się z pieniędzmi, których jest za mało, z chorobami, kolejkami. Wydawać by się mogło, że jest odpowiedzialny za wszystkie nieszczęścia. Tymczasem od czasu objęcia przez Pana prezesury dużo się mówi o profilaktyce, o prewencji, o odpowiedzialności każdego z nas za zdrowie. Jak to więc jest z tą odpowiedzialnością?

Adam Niedzielski: To jest temat ważny i budzący kontrowersje. Odpowiedzialność za zdrowie ma niejedno imię. Część pacjentów i obserwatorów rynku ochrony zdrowia formułuje sąd, że odpowiedzialność za zdrowie obywateli to w zasadzie sfera należąca wyłącznie do obowiązków państwa, wyłączając jakąkolwiek odpowiedzialność indywidualną. To jest fałszywa logika, zgodnie z którą dbałość o zdrowie ludzi, którzy nie dbają o siebie i wpadają w życiowe problemy związane z chorobą, jest w wyłącznej gestii państwa.

Czyli jeśli maszyna się zepsuje, to przekazuję ją do naprawy w ręce państwa, a jeśli państwo nie daje rady, to narzekam, że sama muszę się zająć tym, czym według mnie powinno zająć się państwo.

Właśnie z taką logiką mamy często do czynienia. Wielu Polaków postrzega odpowiedzialność za zdrowie jako dyżurne hasło przerzucania odpowiedzialności z państwa na obywateli, którzy z kolei tkwią w przekonaniu, że publiczny system opieki powinien im zdrowie zapewnić. Dodam, że wytłumaczenie, czym jest, a czym nie jest ta odpowiedzialność, nie jest wcale proste. Dla mnie kluczem jest rozróżnienie między odpowiedzialnością za zdrowie a odpowiedzialnością za chorobę, a precyzyjniej za leczenie choroby. To rozróżnienie nie jest zero-jedynkowe. Obie sfery istnieją we współzależności. Jednak zrozumienie całego mechanizmu to swoiste prawo jazdy w profilaktyce i opiece zdrowotnej nad każdym z nas.

Czym jest zatem odpowiedzialność za zdrowie?

Chodzi o współodpowiedzialność pacjenta. Państwo może edukować i zapewnić dostęp do profilaktyki, jednak decydentem w sprawie odpowiedzialności za zdrowie jest każdy z nas. Przecież styl życia jest nadrzędnym czynnikiem determinującym zdrowie w blisko 60 proc. Pozostałe 40 proc. stanowią łącznie środowisko życia, czynniki genetyczne oraz organizacja opieki zdrowotnej. W 60 proc. zatem mamy wpływ na stan swojego zdrowia. I nie powinniśmy winą za nasze lenistwo czy brak zainteresowania sportem dzielić się z państwem. Codzienna dieta, sen, regularna aktywność fizyczna – to nasze świadome wybory, a nie zewnętrznie narzucone reguły. Najlepszym partnerem do prowadzenia pacjenta w zdrowiu jest lekarz rodzinny. To najwłaściwszy doradca w codziennych wyborach, których dokonuje pacjent.

Czyli lekarz rodzinny jest jak dobry promotor – wysłucha, podpowie rozwiązanie, skoryguje i doradzi, ale pracy za nas nie napisze.

Tak, pracę piszemy sami naszymi decyzjami, służącymi lub niesłużącymi zdrowiu. To głównie nasza odpowiedzialność. W przypadku natomiast odpowiedzialności za chorobę akcenty są przeniesione. Dominującą odpowiedzialność przejmuje tu sektor opieki medycznej. Jakkolwiek i w tym przypadku warto podkreślić współodpowiedzialność pacjenta, ponieważ wyprowadzenie pacjenta z choroby, jego powrót do zdrowia, wymaga odpowiedzialnego zaangażowania obu stron. Wymienię tu dwa ważne pojęcia anglojęzyczne – adherence oraz compliance. Pierwsze z nich – adherence – to zachowanie pacjenta zgodne z zaleceniami medycznymi w odniesieniu do przyjmowania leków, przestrzegania diety i innych wskazań terapeutycznych, modyfikacji stylu życia. Drugie pojęcie to compliance, czyli zachowanie pacjenta dotyczące zaleconego przez lekarza przestrzegania dawki i czasu przyjęcia leku. Łącznie – aktywna współpraca pacjenta z lekarzem determinuje wyjście ze stanu chorobowego. Podkreślę raz jeszcze, nie ma mowy o przerzucaniu się odpowiedzialnością za zdrowie między państwem a pacjentem. Zdrowie to poważna kwestia i dlatego wymaga stałego rachunku sumienia, zarówno pacjenta, jak i państwa. Wymaga zrozumienia i odróżnienia roli medycyny rodzinnej, z jej obszarem medycyny prewencyjnej, od medycyny interwencyjnej, odpowiedzialnej za leczenie pacjenta.

Pozostaje jeszcze kwestia badań profilaktycznych, czyli populacyjnej profilaktyki chorób.

W świecie idealnym promocja zdrowia, jak i profilaktyka chorób powinny być traktowane łącznie, czyli być w gestii dominującej roli świadomego i zaangażowanego pacjenta. Rolą państwa jest przekazanie precyzyjnej informacji dotyczącej tak naprawdę rachunku prawdopodobieństwa. Jeśli mamy pewne powszechne zagrożenia populacyjne, to przekraczając określoną barierę wiekową, trzeba im przeciwdziałać, identyfikując konkretne ryzyko. Odpowiedzialność państwa to udostępnienie wiedzy i zadbanie o powszechną dostępność do świadczeń, a odpowiedzialność pacjenta to korzystanie z nich. Osobną kwestią jest bardziej zaawansowana profilaktyka, dotycząca wąskich grup, wymagająca specjalistycznej diagnostyki, za co odpowiada system opieki zdrowotnej.

Panicznie boimy się nowotworów, inwalidztwa, utraty sprawności i samodzielności, a jednocześnie z taką nonszalancją traktujemy styl życia czy badania profilaktyczne. Dlaczego?

Jesteśmy generalnie bardzo krótkowzroczni. Badania pokazują, że najczęściej musimy skonfrontować się z zagrożeniem, żeby zacząć dbać o swoje zdrowie.

Badania pokazują także, że nawet lekarze rodzinni, którzy w bliskiej rodzinie zetknęli się ze śmiercią w wyniku chorób skriningozależnych, dopiero wtedy zaczynają poważniej zwracać uwagę na badania profilaktyczne i przypominać o nich pacjentom.

Każdy z nas zna w najbliższym otoczeniu podobne sytuacje. To dowodzi, że dopiero realne zagrożenie życia czy zdrowia uświadamia nam, że to, co wydawało się odległe, może dotyczyć również nas. Stąd też wypływa wniosek dla wszystkich instytucji zapraszających na badania profilaktyczne. Otóż dane statystyczne i wskaźniki zagrożeń populacyjnych nie przemawiają do naszej wyobraźni tak skutecznie jak konkretna ludzka historia. Wtedy uruchamiamy autorefleksję i zaczynamy podejmować zdrowsze wybory w obszarze stylu życia i profilaktyki. Doskonałym przykładem jest kampania „Planuję długie życie”, prowadzona wspólnie z Ministerstwem Zdrowia, która pokazuje historie ludzi takich jak każdy z nas. Budzi świadomość dzięki emocjonalnemu przekazowi.

Matematyk i ekonometryk z wykształcenia pochwala przekazy emocjonalne, tak dalekie od rozumowego szkiełka i oka?

To potwierdza, że jako ekonometryk mam cechy ludzkie. A tak na poważnie – w komunikacji społecznej dotyczącej zdrowia trzeba mówić do człowieka prostym, zrozumiałym językiem, odnosząc się do jego doświadczeń, uwzględniając zarówno aspekt racjonalny, jak i emocjonalny. To najczęściej działa skutecznie.

A jak ekonometryk radzi mierzyć niewidzialne? Bo przecież zdrowia nie widzimy, widzimy dopiero jego brak.

Zdrowia nie widzimy, dlatego często go nie doceniamy. Ale możemy mierzyć jego parametry, i powiem więcej, za jednym z klasyków zarządzania, że dopóki czegoś nie zmierzymy, nie będziemy potrafili tym zarządzić. Stały monitoring parametrów pozwala nam właśnie zarejestrować stan naszego zdrowia, tak aby następnie odpowiedzialnie i świadomie nim zarządzać.

Zawsze Pan mierzył swoje parametry zdrowia?

Nie było tak idealnie. Musiał pojawić się impuls zagrożenia chorobą. W moim przypadku podwyższony poziom cholesterolu i stan przedcukrzycowy, do tego choroby lub zgony kolegów ze szkoły, historie ludzi bardzo aktywnych zawodowo i „pracujących” codziennymi zaniedbaniami zdrowotnymi na zawał czy udar. To obudziło czujność. Wypłynął z tego czytelny wniosek, że jeśli nie zmienię nawyków, to powtórzę ich drogę. Drogę, której końcem są przedwczesne zgony. To brzmi brutalnie, ale taka jest prawda. Mamy swój udział w przedwczesnych zgonach. W moim przypadku zmieniłem dietę, odrzuciłem cukier, zacząłem regularnie biegać i mierzyć parametry zdrowotne, odzyskując powoli możliwą kontrolę nad zdrowiem. I to powinien robić każdy z nas. Bez dorabiania do tego filozofii. Cykliczny pomiar masy ciała i wskaźnika BMI, obwodu brzucha, ciśnienia i poziomu cukru. Zestaw prosty, wręcz higieniczny, jak szczotkowanie zębów. Namacalny obraz naszego zdrowia. Dlatego właśnie Narodowy Fundusz Zdrowia w kwietniu zacznie wyposażać sale obsługi pacjenta oddziałów wojewódzkich w kioski pomiarowe, oddając do dyspozycji pacjentów możliwość darmowych pomiarów przez 5 dni w tygodniu. Pełen self service, możliwość monitoringu parametrów. Ponadto kontynuujemy rozpoczętą w minionym roku akcję „Środa z profilaktyką”, podczas której możemy otrzymać darmową wiedzę ekspertów w zakresie profilaktyki chorób i promocji zdrowia. Dietetycy i specjaliści od aktywności fizycznej, dodatkowe darmowe pomiary i badania – to są możliwości oddane w ręce pacjentów. Warto z tej oferty korzystać. Niech monitorowanie zdrowia wejdzie nam w krew jako odpowiedzialność w praktyce za to, co jest najważniejsze.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama