Nowy numer 48/2020 Archiwum

Cel na bal

Czy raczej… bal na cel. Charytatywne zabawy taneczne są coraz modniejsze.

Ich tradycja sięga przedwojnia. Piękne damy i eleganccy panowie bawili się, a jednocześnie wspomagali dzieła charytatywne i potrzebujących. Dziś ta tradycja wraca. Balów dobroczynnych przybywa. Jedni mówią: bezsens i blichtr, bo więcej wyda się na stroje niż na wsparcie biednych. Inni zwracają uwagę, że chociaż cel charytatywny jest bardzo ważny, to istotne są również inne cele. Chodzą Państwo na dobroczynne tańce?

Polonez musi być

Zwykle zaczynają się, a jakże, polonezem. Polska tradycja. No i przy okazji dyskretnie można przyjrzeć się innym gościom, niejako ich poznać. Potem jest już łatwiej i z tańcem, i z integracją. Goście, idąc na bal charytatywny, mają oczywiście świadomość, że w czasie wieczoru odbędzie się licytacja lub loteria na szczytny cel. Ważna jest też jednak dobra zabawa.

– Chodzę od lat na bale charytatywne – opowiada pani Aldona z niewielkiej miejscowości na południu Polski. – Jest świetna zabawa i pamiętamy o biedniejszych. Myślę, że można znaleźć umiar i równowagę między tańcem a filantropią.

„Dla mnie to kompletna bzdura, takie bale. Blichtr, autopromocja i lans” – pisze natomiast pan Krzysztof na portalu społecznościowym. „Najpierw paniusie kupują sobie drogie kiecki, a burmistrz smoking za tysiące złotych, a potem idą się pokazać, wpłacając na szczytny cel jedną piątą tego, co wydali na siebie. Nie chodzę, nie popieram. Wolę pieniądze dać po prostu potrzebującym i nie dorabiać do tego ideologii”.

Ze zdaniem pana Krzysztofa zgadza się wielu. Gdy zadaliśmy pytanie na Twitterze: „Bawić się na balach charytatywnych czy nie?”, prawie 80 proc. odpowiedziało kategorycznie przecząco.

– Zachęcam jednak do brania udziału w takich wydarzeniach – śmieje się Olga Janaszek-Serafin z konińskiej Fundacji im. Doktora Piotra Janaszka „Podaj Dalej”. – Przywołam przykład naszej organizacji: każdy nasz Bal Marzeń to dla fundacji nowe grono darczyńców, do których być może byśmy nigdy nie dotarli. Nasi przyjaciele przyprowadzają swoich znajomych, którzy poznają działalność fundacji w nieco innych okolicznościach niż list z prośbą o wsparcie. Wydajemy elegancki album, w którym przybliżamy działalność fundacji i cel, na który zbieramy pieniądze. Na stronach albumu jest miejsce dla wszystkich partnerów balu – przedstawiają tu swoją ofertę i mówią o powodach, dla których warto pomagać. To takie nasze „podaj dalej” i zachęta: „rób z nami dobre rzeczy”.

Kluczowy jest cel

– Jeśli się robi bal, który jest elementem większej akcji pomocowej, jeśli bal przygotowuje organizacja charytatywna, która na co dzień wspiera potrzebujących lub pozyskuje dla nich środki, takie bale mają wielki sens. I bynajmniej nie chodzi tu najczęściej wyłącznie o zbiórkę funduszy– mówi fundriser Szczepan Kasiński.

Dlaczego fundacje i inne instytucje organizują zabawy charytatywne? Powodów jest wiele, najczęściej jednak chodzi o zebranie ludzi dobrej woli. – Chcieliśmy po prostu spróbować innej formy angażowania ludzi do działania. Trzeba było wymyślić coś w lekkiej i przyjemnej formie, bo ludzie lubią się bawić – mówi Olga Janaszek-Serafin. – Pierwszymi gośćmi pierwszego balu były nasze konińskie bizneswoman, które zgodziły się wziąć udział w pokazie mody. Wypadło to fantastycznie, a pokazy stały się tradycją naszych balów! Co roku jest też loteria fantowa i licytacja cennych przedmiotów, której towarzyszą wielkie emocje. Dzięki zebranym pieniądzom udało nam się zrealizować wiele przedsięwzięć, które służą osobom niepełnosprawnym.

W organizacji dobroczynnych zabaw chodzi również o to, by nawiązać dobre relacje. – Organizujemy wielkie bale, które są wszak częścią jeszcze szerszego przedsięwzięcia. Młodzi ludzie często kształtują swoje postawy, obserwując osoby publiczne. Uruchomiliśmy więc Konkurs Gwiazd Dobroczynności, który wskazuje społeczne zaangażowanie gwiazd – opowiada Paweł Łukasiak, prezes Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce. – Nagradzamy tych, którzy są zaangażowani i pomagają potrzebującym, a na koniec robimy bal charytatywny. Organizacje pomocowe zgłaszają nam gwiazdę, która je na co dzień wspiera. Gwiazdy podczas balu otrzymują nagrody i zwykle przekazują je fundacjom. Wierzymy, że widzą to ludzie młodzi i pójdą śladem swojego idola.

Musi wyjść na plusy

Myliłby się ten, kto sądzi, że zawsze na balach charytatywnych zarabia się kokosy. – Żeby całość się spięła finansowo, potrzebni są sponsorzy. Dzięki nim koszty nie zjadają dochodu – ocenia Szczepan Kasiński. – Idealnie jest, gdy sponsorzy pokrywają koszty organizacji, a zyski z biletów i loterii idą na dobry cel.

Tu oczywiście pojawia się delikatny problem: jak docenić sponsorów, a jednocześnie nie zrobić z balu reklamowego show. To wymaga subtelności i sprawnej organizacji.

– Zwykle ustawiane są reklamy, banery sponsorów albo wyczytuje się ich w trakcie zabawy. Ważne jednak, by było to działanie taktowne i by goście nie byli zamęczani promocją mecenasów – uważa Szczepan Kasiński. – Myślę, że większość organizatorów robi to z klasą: po prostu z serca dziękuje za wsparcie.

Plusy finansowe to raz. Dwa, trzy, cztery i więcej to jednak kolejne plusy – już niewymierne. – Ważną cechą balów charytatywnych jest tworzenie rytuału – twierdzi Paweł Łukasiak. – Dzięki wspólnemu, powtarzalnemu działaniu łatwiej potem zaangażwać się w coś jeszcze, łatwiej przekonać lokalną społeczność do projektów podnoszących komfort życia, łatwiej budować wyższe aspiracje. Bal to po prostu również dobry mechanizm fundrisingowy.

„To po co mieszać pojęcia i wątki?” – zaperza się internauta w wątku poświęconym balom. „To nie jest moim zdaniem moralne: bawić się, jeść frykasy, by potem dać drobne na zupę biednym dzieciom”.

Ojciec Jacek Szymczak z Dominikańskiego Ośrodka Kaznodziejskiego: – Wszystko, co robicie, róbcie na chwałę Bożą. Również zabawa powinna taka być. Bal charytatywny to przecież nie tylko zbieranie pieniędzy, ale przekazywanie, budowanie świadomości, że inni potrzebują wsparcia. To niejako wezwanie do solidarności: ja mam pieniądze, to będę się dzielić. Nie bałbym się oceny moralnej, że skoro się bawię, to może nie dość dobrze pomagam ludziom w trudnej sytuacji. Jednocześnie smutne by było, gdyby zawęzić pomoc potrzebującym tylko do balu. Dobrze, by nasza pomoc nie była eventowa, lecz stała. Niekoniecznie sowita, lecz regularna. A od czegoś trzeba zacząć: można więc od balu, polonezowym krokiem, ku pomocy regularnej.

Pojawia się i… znika

Zrobienie dobrego balu jest jednak trudną sztuką. Wymaga wielu zaangażowanych osób i umiejętności planowania. To również sztuka wybrania dobrych fantów na loterie, zaproszenia dobrego wodzireja i zespołu, a także rozpisania scenariusza całej nocy, tak by bawiący się mieli przestrzeń na zabawę i rozmowy. Z powyższych powodów balów, których tradycja sięga ponad 10 lat, jest stosunkowo niewiele. Trudności zrażają wielu organizatorów. – Bale charytatywne to bardziej budowanie prestiżu niż zarabianie pieniędzy. Jeśli organizatorzy rozumieją tę zależność, wtedy chętniej pokonują wszelkie przeszkody w ich organizacji – twierdzi Paweł Łukasiak. Bywa też, że lokalne społeczności wybierają zabawy niskokosztowe, czasem wręcz nieco… siermiężne. I skupiają się wyłącznie na zbiórce pieniędzy: proste menu albo wręcz własny „koszyczek”, a każda złotówka idzie na szczytny cel. – I takie zabawy lubię – śmieje się Anna Pawłowska. – Gdy rok temu robiliśmy u nas zabawę taneczną z loterią fantową, świetną kieckę kupiłam sobie w sklepie z używaną odzieżą za… 23 złote. A zaoszczędzone pieniądze wrzuciłam do skarbonki.

Tradycja sprzed lat

Bale charytatywne były znane już przed wojną. – Ich popularność rzeczywiście trochę wynika z chęci czerpania z tradycji, z tęsknoty za dawnymi czasami – przyznaje Paweł Łukasiak.

Katarzyna Wójcik z Radia Warszawa od kilku lat organizuje Warszawski Bal Dobroczynny. – Dziewięć lat temu zastanawialiśmy się, jak wyjść do naszych słuchaczy ze studia, by mieć z nimi kontakt nie tylko w eterze. by się z nimi spotkać – mówi pani Katarzyna. – Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę, wielu słuchaczy dopisało i dopisuje. A ponieważ na co dzień oni wspierają nas, lokalną diecezjalną stację, to podczas balu zbieramy pieniądze na pomoc innym. Chcemy przekazać dalej otrzymane dobro. Wsparliśmy już m.in. misję w Sierra Leone, osoby bezdomne, parafię na Syberii. W tym roku wesprzemy studentkę z Grodna na Białorusi która choruje na SMA i potrzebuje wózka elektrycznego.

Pani Katarzyna zapewnia, że uczestnicy bawią się zawsze z ułańską fantazją, ale w tym roku w sposób szczególny: bal będzie nawiązywać do roku 1920, do Bitwy Warszawskiej, dlatego walc kotylionowy poprowadzi grupa rekonstrukcyjna, odbędzie się też pokaz strojów z epoki.

– Chcemy po prostu być do tańca i do różańca – śmieje się pani Katarzyna.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama