Nowy numer 07/2020 Archiwum

To była najtragiczniejsza lawina w polskich Tatrach. Zginęli głównie nastolatkowie

We wtorek minęło 17 lat od śmierci siedmiorga licealistów z Tychów i ich opiekuna, którzy zginęli w lawinie pod Rysami w Tatrach. Społeczność tyskiego liceum im. Leona Kruczkowskiego uczciła ich pamięć podczas wieczornej mszy św. w miejscowym kościele pw. Świętej Rodziny.

"Nic nie wskazywało, że będzie to dzień, który aż tak tragicznie zapisze się w historii Tatr i naszej szkoły. Nie wiedzieli tego uczestnicy wyprawy, którzy ze schroniska nad Morskim Okiem wyruszali 28 stycznia 2003 roku na Rysy. Nie wiedzieli ratownicy, pełniący tego dnia dyżur w centrali Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Zakopanem. Chociaż potem wiele razy zastanawiali się, czy można to było przewidzieć" - napisali przedstawiciele szkoły na jej stronie internetowej.

Przed południem w szkole odbyła się krótka uroczystość pod tablicą upamiętniającą tragedię w Tatrach sprzed 17 lat. Przedstawiciele szkolnej społeczności wspominają, że na początku lutego 2003 r. pomiędzy palące się przed szkołą znicze ktoś włożył kartkę z napisem: "Na cześć Młodych Pięknych". "Takimi ich właśnie wszystkich zapamiętamy" - napisano we wspomnieniu.

Lawina, która zeszła 28 stycznia 2003 r., porwała pod Rysami wycieczkę z Uczniowskiego Klubu Sportowego "Pion", działającego przy I LO w Tychach. Trzynaścioro osób, w tym dwoje dorosłych opiekunów, mimo obowiązującego wówczas umiarkowanego - II stopnia zagrożenia lawinowego, podjęło ryzyko wejścia na najwyższy w Polsce szczyt mierzący 2503 m n.p.m.

Lawina została najprawdopodobniej wyzwolona przez samych turystów pod wierzchołkiem Rysów. Zwały śniegu porwały dziewięciu uczestników wycieczki. Masy spadającego śniegu były tak ogromne, że czoło lawiny załamało lód na Czarnym Stawie i pogrzebało w nim większość ofiar.

W dniu tragedii ratownicy TOPR zdołali odkopać spod lawiny zaledwie troje turystów: martwego 21-latka oraz dwoje rannych licealistów - dziewczynę i chłopaka, który, nie odzyskawszy przytomności, zmarł w szpitalu. Nie udało się wówczas odnaleźć sześciu pozostałych pod śniegiem osób: 37-letniego opiekuna grupy oraz pięciorga licealistów w wieku 17-18 lat.

Dopiero 13 maja, kiedy odtajały wody w Czarnym Stawie, odnaleziono tam zwłoki 17-latka, a 5 czerwca z wody wyłowiono ciało następnego licealisty. 7 czerwca płetwonurkowie odnaleźli w stawie zwłoki dziewczyny i chłopaka. Dzień później wyłowiono z wody zwłoki opiekuna grupy.

W kwietniu 2006 r. Sąd Okręgowy w Katowicach skazał drugiego opiekuna wycieczki tyskich licealistów, nauczyciela geografii Mirosława Sz., na dwa lata więzienia w zawieszeniu na cztery lata. Podczas procesu Sz. przyznał się do popełnienia podczas organizacji wyprawy błędów, których konsekwencją była śmierć ośmiorga jej uczestników. W uzasadnieniu wyroku skład sędziowski podkreślił, że Mirosław Sz. jako kierownik wycieczki dopuścił się wielu zaniedbań i w ten sposób nieumyślnie sprowadził niebezpieczeństwo zagrożenia zdrowia i życia jej uczestników.

Po wyroku w procesie karnym, ojciec dwóch ofiar tragedii wytoczył Mirosławowi Sz. sprawę cywilną. Sąd przyznał mu 140 tys. zł zadośćuczynienia, wraz z 28 tysiącami odsetek. Dwie internautki z Tychów zainicjowały wówczas zbiórkę pieniędzy na ten cel, która przyniosła 168 tys. zł. Dzięki temu emerytowany nauczyciel zapłacił zasądzoną kwotę.

« 1 »
  • Bezimienny
    28.01.2020 19:39
    Bezimienny
    Człowiek, który zajął się młodymi ludźmi, ale "w czasie organizacji wyprawy popełnił błędy" został skazany. Pedagodzy, których uczniowie zaćpali się na śmierć nigdy nie stawali przed sądem. Sąd w imieniu Rzeczypospolitej dał wszystkim pedagogom jasny przekaz: nie zajmuj się młodymi. Nie opłaca się. W razie czego znajdzie się paragraf, żeby cię z skazać.

    A TOPR-owcy? Oni zawsze, w każdych warunkach, odradzają wycieczki. "Wy założycie ślad, a za wami pójdą inni, mniej doświadczeni". Kwintesencja.
    doceń 3
  • AFU
    30.01.2020 00:49
    AFU
    No cóż, jeśli TOPRowcy coś odradzają, zawsze należy potraktować to poważnie, a w każdym razie zorganizowanej wyprawy w trudnych warunkach elementarna odpowiedzialność nakazuje ścisłą z nimi współpracę. Trzeba też uszanować ich szersze spojrzenie i odpowiedzialność za innych, którzy gorzej przygotowani istotnie mogą wkroczyć na przetarty przez grupę szlak. Odpowiedzialność za siebie i innych to najważniejszy sprzęt jaki trzeba ze sobą wziąć w Góry, bez niego po prostu należy się od Nich trzymać z daleka i podziwiać je z Krupówek. Amen. Jako turystę z jakim takim stażem w górach niepokoi mnie coś jeszcze, to jakieś sportowo-wyczynowe traktowanie górskich szlaków przez ludzi niekoniecznie pragnących poznawać ich topografię i przyrodę, podziwiać piękne widoki, wobec ich potęgi i majestatu zastanawiać się nad sprawami od nas wyższymi i większymi, nie tylko wymiarami. Nad Odpowiedzialnością także. Ci ludzie po górach po prostu biegają, "robią" kondycję na jakieś inne zawody, o Górach mogą wiedzieć naprawdę niewiele i to bywa naprawdę groźne. Bo Góry to formacja nie tylko ciała, co w równym stopniu i ducha. Nie wiem jaki był profil tej wycieczki, czy na pierwszym miejscu był tam "sport" czy Góry. Czegoś jednak zabrakło, a Góry żadnego lekceważenia siebie niestety nie wybaczają i wszyscy musimy sobie to bezapelacyjnie zapamiętać.
    doceń 0
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama