Nowy numer 47/2020 Archiwum

Zaraźliwość ideologii

Myśl wyrachowana: Znieprawienie zaczyna się od produkcji ładnego opakowania na brzydkie rzeczy.

Wpadła mi w rękę wydana dawno temu „Encyklopedia XX wieku”. Pod datą 9 lutego 1993 r. trafiłem na notatkę zatytułowaną „Legalizacja eutanazji w Holandii”. Było tam napisane, że izba niższa parlamentu holenderskiego przyjęła ustawę legalizującą „skracanie cierpień nieuleczalnie chorych przez zadanie im śmierci”. I że to światowy precedens. „Dokonanie eutanazji zostało obwarowane licznymi warunkami, bez których spełnienia lekarz narażałby się na karę do 12 lat więzienia” – czytam. Tych warunków było konkretnie 28. Niektóre wymieniono: całkowicie dobrowolne żądanie pacjenta, wyrażone w pełni świadomie i powtórzone „stałe pragnienie śmierci”, pacjent musi być poinformowany o „alternatywie eutanazji” (ciekawe, o co chodzi – chyba o dalsze życie?), i chory, i lekarz muszą być przekonani, że cierpienia są „nieustanne, nie do zniesienia i beznadziejne”, opiekujący się pacjentem lekarz musi skonsultować się z innymi lekarzami, ma być zachowana dokumentacja… tratatata. Dziw, że opinii od proboszcza nie chcieli.

Ciekawa lektura, szczególnie gdy się ją porówna z późniejszymi doniesieniami o kolejnych etapach eutanazistowskiego dojrzewania. Każdego roku przybywało tych, którym „udzielono pomocy”, a liczby od razu szły w tysiące. „Liczne warunki” natychmiast poszły w kąt, a holenderskie prawodawstwo zaczęło się wzbogacać o nowe kategorie ludzi „uprawnionych” do zniknięcia spośród żywych: chorzy niezdolni wyrazić swojej woli z powodu zaburzenia stanu psychicznego, chore noworodki, alkoholicy, osoby w depresji…

Słychać było o nadużyciach, ale nie było słychać, żeby jakikolwiek lekarz został tam za to skazany.

Sytuacja ta pokazuje banalną w sumie prawdę, że zło zaakceptowane nie zadowoli się osiągniętym sukcesem, lecz będzie dążyć do zagarniania wciąż dalszych i dalszych obszarów. Sami widzimy, co się stało: „światowy precedens” stał się wzorcem i zaraza rozlała się na kolejne kraje. Scenariusz zawsze ten sam. Najpierw „dyskusja”, czyli łzawe kawałki o ludziach, którzy koniecznie muszą skorzystać z pomocy w samobójstwie. Potem zmiana prawa i nagle to, co zawsze było przestępstwem, cudownie przekształca się w cnotę.

W Polsce była już próba dokonania takiego cudu - konkretnie w 2013 roku, ale nie wypaliło. Balony próbne wypuszczała rządząca wtedy partia, a Jerzy Owsiak w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” wspomniał o osobach z demencją i użalił się nad rodzinami, które takie choroby „degradują”.

„Ja bym się nie bał rozpocząć dyskusji na ten temat. Osobiście dopuszczam taki sposób pomocy, bo ja to tak rozumiem – eutanazja dla mnie to pomoc starszym w cierpieniach” – powiedział wtedy lider WOŚP.

Znamienne: „Ja to tak rozumiem”. Wszelkie nieszczęścia ludzkości brały się z tego, że ktoś wpływowy swoje pomysły uznawał za lepsze od prawa naturalnego, czyli od niezmiennych zasad, których się nie dyskutuje. Prawo do życia jest jedną z nich. I teoretycznie wszyscy to prawo szanują. Coraz bardziej teoretycznie.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także