Nowy numer 03/2020 Archiwum

Targi dogmatyków

W sporach o sprawy ważne nie ma bardziej lub mniej uprawnionych.

W średniowieczu o dogmaty spierały się nawet przekupki na targu – lubią powtarzać historycy. Dyskusje średniowiecznych przekupek ani powagi sprawom nie odbierały, ani szkody Kościołowi nie wyrządziły. Przeciwnie, sprawiły, że to, o czym debatowały najtęższe teologiczne umysły za murami najdoskonalszych ośrodków życia duchowego i intelektualnego i o co spierali się ojcowie synodalni i soborowi, stawało się sprawą powszechną…czyli katolicką, chciałoby się powiedzieć. Nawet jeśli to, o co spierano się między straganami było już mocno przemielone w stosunku do tego, co naprawdę mówili teologowie, biskupi i papieże. Ale to były zajmujące ludzi newsy, to prowokowało do prowadzenia, owszem, domorosłej, publicystyki. Chodziło przecież o sprawy najważniejsze.

Dziś rolę średniowiecznych targów przejęły media społecznościowe – usłyszałem niedawno niegłupią myśl. Coś w tym jest, pomyślałem w pierwszym odruchu. Każdy jest specjalistą od wszystkiego, wszyscy komentują wszystko i tylko cieszyć się wypada, gdy Internet do czerwoności rozpalają sprawy naprawdę ważne. Nawet jeśli nietrudno tu o nadmiar emocji i procentującą ignorancję. Bo czy średniowieczne jarmarki były pod tym względem lepsze?

Oczywiście, główną słabością tego porównania jest zasięg obu „platform” debaty: średniowieczni handlarze i kupujący mogli sobie podyskutować w ograniczonym jednak gronie, emocje i echa debat docierały co najwyżej do targowiska w drugim mieście. W przypadku mediów społecznościowych mówimy już o zjawisku o znacznie większej sile rażenia. I o wiele łatwiej jest zastąpić spokojną refleksję, rozmowę przy stole, wreszcie modlitwę, zmasowaną wymianą opinii. A bywa, że ciosów.

Mimo wszystko – pomimo tych oczywistych zagrożeń – w sporach o sprawy ważne nie ma bardziej i mniej uprawnionych do zabierania głosu. Dotyczy do także rzeczywistości wiary i życia Kościoła. Jest tylko jeden warunek: trzeba żyć w samym jego sercu. – W średniowieczu mówiono o trzech głównych poziomach relacji: in, cum, pro. Trzeba być najpierw w czyimś świecie, później być z kimś, być dla kogoś - żyć dla kogoś i dla kogoś cierpieć i pracować. To „bycie dla” pewnym momencie przechodzi w „bycie za”: np. oddać życie za kogoś. Ale prawdziwa miłość, relacja, wymaga też czasem bycia „contra”, przeciw – mówił mi niedawno o. Tomasz Gałuszka OP.

Henri de Lubac w znakomitych „Medytacjach o Kościele” pisał m.in.: „Człowiek Kościoła, jako członek Ciała, niezależnie od pełnionej w nim funkcji, pozostaje wrażliwy na wszystko, co rani inne członki. Boli go wszystko to, co paraliżuje, obciąża i niszczy całe Ciało (…). Spontanicznie dostrzega dobro, cieszy się nim, stara się je pokazywać, ale jednocześnie widzi też błędy i niedostatki, ignorowane przez jednych i gorszące drugich. Nie sądzi bynajmniej, żeby jego lojalność czy tyko doświadczenie zobowiązywały go do akceptowania wszelkiego nadużycia”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders" i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. W „Gościu" od 2006 r. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem", wywiadu rzeki z ks. Markiem Dziewieckim „Psycholog w konfesjonale" oraz współautor zbioru reportaży z Bliskiego Wschodu „W drogę ze św. Pawłem". Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Syrii, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi, Wielkiej Brytanii i innych. Publikował m.in. w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus"), „Cywilizacji", Onet.pl. Jest również założycielem i właścicielem Wydawnictwa Niecałe (wydaje szeroko rozumianą literaturę faktu). Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, życiem Kościoła i teologią, a także fotografią, filmem, turystyką i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Bałkanów, a także związane z życiem Kościoła na świecie i nową ewangelizacją.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

  • CSOG
    15.01.2020 19:04
    Przy rozpalonym do czerwoności straganie global mediów, stają dyskutanci, specjaliści od wszystkiego. Wszyscy wiedzą wszystko i wszystko komentują. Jakże ważny jest w tym wszystkim wyważony głos dziennikarski dostrzegający, że może być tak, albo inaczej.
    To stara góralska prawda, naprawdę godna częstszego przypomnienia. A zatem:
    Może być tak, albo inaczej ...
  • CSOG
    16.01.2020 19:00
    Społecznościowa siła rażenia.
    Jestem winien Papieżowi jako głowie kościoła posłuszeństwo.
    Czy jednak jestem zobowiązany myśleć jak papież, czuć jak papież, rozumieć jak papież? Mam swoje własne serce i sumienie, swoje życiowe doświadczenia i przeżycia, które mnie kształtowały; jestem kim jestem.
    W okresie dwóch tysięcy lat zmieniło się bardzo wiele. Prądy filozoficzne, nauka technika, ustroje społeczne; można by długo wymieniać. Nie zmieniła się prawda.
    Dwa tysiące lat temu Jezus szedł nauczać tłumy. Dziś tłumy mogą z domowych zacisz i pieleszy nauczać Kościół. To również uległo zmianie. Kościół wsłuchujący się w głos ludu zamiast wsłuchiwać się w głos Boga. To się chyba nazywa demokracja. Może to i postępowa droga, może nowomodna, ale … niebywale niebezpieczna. Obecny następca św. Piotra goni ducha czasów. Jakby tracił z oczu, że Duch Święty z czasem nie ma problemu. Kiedy nauczał Jezus, mogło się wydawać (nawet dziś może), że wyprzedzał swoją myślą czasy. Nie tylko te Jemu współczesne, nawet te współczesne nam. Kiedy mówił „Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie.” Czy dziś Kościół przypadkiem nie traci z oczu wieczności? Czy oddając się doczesnym sprawom ważnym, nie zapomina o najważniejszych sprawach ponadczasowych? Gdyby, co nie daj Boże, tak się stało … Ogarnia mnie smutek, że mogłoby tak się kiedyś zdarzyć. Afery z życia osobistego kapłanów, problemy osób w związkach niesakramentalnych, problemy ludzkie z płciowością i osobowością, ekologia, biedy ludzkie i dramaty. To zawsze było. I będzie. Bóg dotrzymując swojej obietnicy danej człowiekowi. Jest z człowiekiem zawsze, przy wszystkich ludzkich niedomaganiach, kłopotach, problemach i biedach. Pytanie brzmi czy człowiek zechce być z Bogiem, czy zechce żyć z Bogiem? Czy Kościół w całej swojej grzesznej biedzie zechce wiernie trwać przy Bogu? Bóg kocha, Bóg wybacza, Bóg jest wierny swojemu ludowi. W zamian oczekuje tylko wierności i posłuszeństwa. A z tym coraz bardziej nam pod górkę.
    Czy tylko ja mam wrażenie, że pokochaliśmy wygodę tak bardzo, że próbujemy nieco dopasować Boga do współczesnych realiów społecznych?
    doceń 0
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji