Nowy numer 07/2020 Archiwum

Mechanizm osaczania

Film Romana Polańskiego o sprawie Dreyfusa wiele mówi także o realiach współczesnego świata: przemocy medialnej, omnipotencji państwa, szukaniu kozłów ofiarnych, aby zaspokoić emocje tłumu.

Film „Oficer i szpieg” nie jest tylko kinem historycznym, opowiadającym dzieje sprzed stu lat, ale również przypowieścią o sprawach współczesnych. O miejscu wolnych mediów, roli niezawisłych sądów, koniecznej kontroli poczynań służb specjalnych… Zajmuje się więc postulatami aktualnymi nie tylko w tamtej Francji i nie tylko w kontekście afery Dreyfusa.

Dylemat płk. Picquarta

Alfred Dreyfus pochodził z rodziny bogatych żydowskich fabrykantów z Alzacji. Po wojnie 1870 r., kiedy Francja traci ten region, Dreyfusowie przenoszą się do Paryża. Syn kończy wojskową uczelnię i rozpoczyna służbę we francuskiej armii. Szybko awansuje i jest pierwszym oficerem żydowskiego pochodzenia, który pracuje w Sztabie Generalnym. 15 października 1894 r. zostaje aresztowany pod zarzutem zdrady. W tajnym, trwającym zaledwie cztery dni procesie uznają go za winnego i skazują na dożywotni obóz karny na Wyspie Diabelskiej w Gujanie Francuskiej. Głównym dowodem winy była odręczna notatka przechwycona przez francuski kontrwywiad z otoczenia niemieckiej ambasady w Paryżu. Wskazywała na szpiegowską działalność oficera mającego dostęp do informacji o uzbrojeniu armii francuskiej. Dreyfus cały czas twierdził, że jest niewinny. Sąd orzekł o jego winie na podstawie opinii grafologów. Porównując charakter pisma z przechwyconej notatki i rękopis oskarżonego, śledczy doszli do wniosku, że Dreyfus jest jej autorem.

Film zaczyna się scenami jego publicznej degradacji. Obserwuje ją płk Georges Picquart (świetna rola Jeana Dujardina), postać kluczowa dla filmu. W czasie procesu Dreyfusa był sprawozdawcą przekonanym o jego winie. Nie jest także wolny od antysemickich uprzedzeń. Wyrok skazujący w jego ocenie jest nie tylko sprawiedliwy, ale w jakimś sensie należy się niezbyt przez niego lubianemu przedstawicielowi żydowskiej społeczności. Dzięki tej sprawie pułkownik awansuje – zostaje szefem jednej z sekcji kontrwywiadu wojskowego. Porządkując stare sprawy, wpada na ślad informacji, które podważają jego wiarę w rzetelność procesu Dreyfusa. Zaczyna drobiazgowe śledztwo, w wyniku którego nabiera pewności, że skazano niewinnego człowieka. Na podstawie zebranych materiałów dochodzi do wniosku, że niemieckim szpiegiem jest inny oficer – Charles Walsin Esterhazy. Wojsko nie chce jednak, aby kontynuował śledztwo. Zwierzchnicy nakazują mu milczenie, a później przenoszą go do Tunisu.

Po powrocie do Francji Picquart musi zdecydować, czy chce być strażnikiem kłamstwa i korporacyjnych interesów armii, czy ma pójść za głosem sumienia. Ponieważ nie może przedstawić opinii publicznej rezultatów swego śledztwa, informuje o nim polityków, zaprzyjaźnione media oraz jednego z najbardziej znanych pisarzy tamtej epoki Emila Zolę. Pisarz na podstawie materiałów ze śledztwa płk. Picquarta pisze list do władz Francji, który publikuje w prasie pod tytułem „Oskarżam”. Taki jest także oryginalny tytuł filmu. Oskarża w nim armię i rząd o łamanie prawa i doprowadzenie do skazania niewinnego oficera. Efektem jest proces wytoczony Zoli przez armię, który pisarz przegrywa i ucieka z kraju do Wielkiej Brytanii. Do więzienia trafia także płk Picquart. Finał sprawy jest w końcu pozytywny dla Dreyfusa i Picquarta. W 1906 r. więzień z Wyspy Diabelskiej zostaje zrehabilitowany i wraca do wojska, a pułkownik zostaje ministrem wojny. Jednak armia o pełnej niewinności Dreyfusa orzeknie dopiero w 1995 r.

Podziały na wiele lat

Reakcja na list Zoli podzieliła Francuzów na dwa wrogie sobie obozy – tych, którzy domagali się rehabilitacji Dreyfusa i pociągnięcia do odpowiedzialności winnych prowokacji, oraz uważających, że obrona honoru armii jest ważniejsza aniżeli dochodzenie, jak było naprawdę. Sprawa miała też głębszy kontekst. Perspektywa rehabilitacji oznaczałaby konieczność powtórzenia procesu, a więc kompromitację nie tylko dotychczasowych oskarżycieli, ale i całego obozu politycznego, dla którego sprawa była koronnym dowodem na to, że Żydzi nie są lojalną częścią społeczeństwa. Film o tym nie mówi, ale społecznym tłem sprawy Dreyfusa była tzw. afera panamska, która wybuchła w 1893 r., a więc kilkanaście miesięcy przed jego aresztowaniem. Grupa oszustów, z których część była pochodzenia żydowskiego, przez nieuczciwe spekulacje, medialne i polityczne machinacje doprowadziła do ruiny tysiące drobnych ciułaczy. Dla pokrzywdzonych w tej aferze Dreyfus był ucieleśnieniem stereotypu Żyda nieuczciwego i gotowego do każdej podłości dla zdobycia pieniędzy. Bez tego kontekstu trudno zrozumieć nagromadzenie antysemickich emocji, stanowiących podglebie sprawy Dreyfusa. Istotną rolę w tej debacie odegrała część duchowieństwa oraz mediów katolickich, tropiąc żydowskie spiski i nawołując do obrony honoru armii wbrew faktom i wątpliwościom. Katolicy zapłacili za to na kolejnym dziejowym zakręcie, kiedy liberalne i powiązane z masonerią republikańskie elity wprowadziły w 1905 r. wrogi rozdział Kościoła od państwa, na nowo definiujący jego miejsce w życiu Francji.

Opowieść uniwersalna

Jest to nie tylko opowieść o jednej z najgłośniejszych afer szpiegowskich, która zmieniła bieg historii. Polański zdaje się sugerować, że wszystko w sprawie Dreyfusa było zaplanowaną prowokacją. Jednak historycy w swych ocenach są bardziej ostrożni. Z pewnością panował we Francji klimat społeczny, aby publicznie zdemaskować zdrajcę, ale były także dowody zdrady i pewne poszlaki wskazujące na Dreyfusa. Czy gdyby nie był on Żydem, proces przeprowadzono by staranniej, a jego powtórna rehabilitacja nie trwałaby tak wiele lat? Prawdopodobnie tak.

Można się w tym obrazie doszukać wątków autobiograficznych, samoobrony Polańskiego, który – utożsamiając się z Dreyfusem – odpowiada w ten sposób na zarzuty kolejnych kobiet o gwałt i molestowanie. Ta bardzo ciemna strona życia reżysera niewątpliwie odcisnęła się na kilku jego ostatnich filmach. Nie zmienia to faktu, że „Oficer i szpieg” jest dziełem imponującym, uniwersalną opowieścią o mechanizmach osaczania jednostki przez państwo oraz emocjach społecznych, które łatwo dla doraźnych celów rozbudzić, lecz trudniej je później opanować. W tym klimacie dokonuje się stygmatyzacji przeciwnika politycznego, ukazywanego jako wroga ludu. Wystarczy włączyć telewizor i zobaczyć, jak ten scenariusz jest realizowany dziś u nas i na świecie.

Rzymskie asocjacje

Najlepsze sceny filmu rozgrywają się moim zdaniem na sali sądowej, gdzie oskarżonymi są Zola oraz Picquart. Wyniki śledztwa są dyskredytowane fałszywymi materiałami oraz przeciekami z armii do zaprzyjaźnionych mediów. Oglądając te sceny, miałem wrażenie, jakbym śledził jeden z wariantów opowieści o dochodzeniu w sprawie zamachu na Jana Pawła II. Włoski sąd miał wprawdzie ułatwione zadanie, bo Ali Ağca został złapany na gorącym uczynku, ale nie uczynił nic, aby wyjaśnić, kto za nim stał. Pierwszy proces trwał także cztery dni i zakończył się skazaniem Ağcy oraz stwierdzeniem, że działał sam. Chociaż już na tym etapie śledztwa było wiele dowodów wskazujących na to, że w dotarciu na plac św. Piotra pomagało mu wiele osób. Sekwencje filmu Polańskiego, obrazujące mechanizm niszczenia procesu przez przekazywanie mediom ściśle tajnych dokumentów procesowych, przypominały sceny z drugiego procesu rzymskiego. W maju 1985 r. na ławie oskarżonych zasiadał już nie tylko Ali Ağca, ale także jego tureccy wspólnicy oraz Siergiej Antonow, agent bułgarskiego wywiadu, działający we Włoszech pod przykrywką jako pracownik linii lotniczych. Dla rozbicia aktu oskarżenia komunistyczne wywiady organizowały medialne przecieki spreparowanych informacji, dyskredytujących dowody zebrane w śledztwie. Dochodzenie utrudniało też dwuznaczne zachowanie włoskich służb specjalnych, podsuwających mylne tropy w tej sprawie, wreszcie zachowanie się Francji, odmawiającej ekstradycji Orala Çelika, najbliższego wspólnika Ağcy, który 13 maja 1981 r. był razem z nim na placu św. Piotra. Te wydarzenia mogłyby być kanwą scenariusza filmu nie mniej fascynującego aniżeli dzieło Polańskiego. Trudno mi jednak uwierzyć, aby taki film szybko powstał. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji