Nowy numer 3/2021 Archiwum

Sojusz utracony

Iran mógłby być największym sojusznikiem USA na Bliskim Wschodzie. Dlaczego jest dokładnie odwrotnie?

Wrogość „kanoniczna”

Gdyby więc opierać się na tym, co gra w duszach większości Irańczyków dzisiaj, Amerykanie mogliby mieć w Iranie największego sojusznika w regionie. Przeszkodą „kanoniczną” jest oczywiście to, czym Iran stał się pod władzą ajatollahów, nie tyle w kraju i dla swojego społeczeństwa, ile na całym Bliskim Wschodzie. Po rewolucji islamskiej ajatollahowie nie tylko chcieli eksportować swoją ideologię, ale też stać się faktycznym hegemonem, szyickim mocarstwem regionalnym, w czym konkurentem okazała się przede wszystkim sunnicka Arabia Saudyjska. Problemem nie do pokonania jest również polityka wspierania finansowego i logistycznego takich organizacji jak libański Hezbollah, który stał się niejako „zastępczą” armią Iranu do zwalczania Izraela, oraz innych organizacji terrorystycznych. Warto chyba w tym miejscu podkreślić, że elitarna jednostka, którą dowodził zabity przez Amerykanów gen. Sulejmani, nosi nazwę al-Kuds, co oznacza… Jerozolimę. I chociaż premier Izraela Benjamin Netanjahu, strasząc Iranem, próbuje też umacniać swoją pozycję, zagrożenie ze strony Teheranu nie jest przecież wydumane. I żaden izraelski rząd nie może ignorować faktu, że w Syrii przy granicy z Izraelem wzrasta obecność irańskich sił. Jeśli do tego dojdzie opanowanie Iraku przez Iran – Izrael ma jeszcze więcej powodów do niepokoju. Nawet jeśli swoim uzbrojeniem przewyższa znacznie potencjał Iranu, osłabionego dodatkowo przez sankcje gospodarcze. Dodatkowo stopniowe opanowanie Iraku przez Iran uderza w interesy USA i jego arabskich sojuszników, zwłaszcza Arabii Saudyjskiej. A główną osią sporu jest dzisiaj dążenie Iranu – jak twierdzą Amerykanie – do produkcji broni atomowej. Na to oczywiście nie może pozwolić ani Zachód, ani Izrael.

Iran bierze Irak

Jednocześnie to Amerykanie przyczynili się do tego, że Iran poszerzył swoje znaczenie w regionie w ostatnich latach. – Ironią losu jest fakt, że Iran do Iraku wpuścili Amerykanie w 2003 roku. Obalenie znienawidzonego przez irańskich ajatollahów Saddama Husajna dało zielone światło Iranowi, by wejść do tego kraju i przejąć nad nim kontrolę – mówi mi jeden z zachodnich dyplomatów pracujących w Iraku. – Można powiedzieć, że społeczeństwa irackiego nie ma albo zostało całkowicie rozbite, co jest efektem interwencji amerykańskiej i rosnącej siły szyitów wspieranych przez Iran. Irakijczycy są zmęczeni, zniechęceni obcą interwencją, zarówno irańską, jak i amerykańską, a jednocześnie mocno skorumpowani, wyciągający chętnie rękę do tych interwentów po pieniądze, przywileje i pomoc w uzyskaniu władzy – dodaje. W tym kontekście lepiej zrozumiała jest popularność, jaką w wielu regionach Iraku cieszą się proirańskie milicje szyickie. Nie tyko dlatego, że już ok. 60 proc. mieszkańców Iraku stanowią szyici. Szyicki Iran, zasłużony w walce z sunnickim Państwem Islamskim, jest jeszcze bardziej zdeterminowany, by nie tylko nie opuszczać już Iraku, ale by przejąć całkowicie nad nim kontrolę. Na to nie chcą zgodzić się Amerykanie, ale możliwe, że na ich sprzeciw jest już za późno. – Dla szyitów duchowym i historycznym centrum ich świata jest Irak – przyznaje „mój” dyplomata. – To irackie miasta Karbala i Nadżaf [tu znajduje się meczet z grobem zmarłego w 661 r. kalifa Alego, kuzyna i zięcia Mahometa, do którego pielgrzymują miliony szyitów – J.Dz.] są centrum szyizmu, a nie drugorzędne irańskie sanktuaria. W pewnym sensie Iran zawsze był w Iraku, a Irak jest „Częstochową Iranu” – dodaje.

Wojny nie będzie?

Każdy, kto z zapartym tchem śledził ostatnie wydarzenia – najpierw zabicie przez Amerykanów gen. Sulejmaniego, później irański „odwet” i atak na amerykańskie bazy w Iraku, w międzyczasie tragiczny wypadek z zestrzeleniem przez Irańczyków pasażerskiego samolotu ukraińskich linii, zadawał sobie zapewne pytania, czy obie strony doszły już do ściany i pozostała tylko otwarta konfrontacja. Dość zaskakujące w tym kontekście były deklaracje Waszyngtonu i Teheranu. Najpierw Donald Trump dał do zrozumienia, że USA nie będą angażowały się w eskalację konfliktu, i zapewniał, że Iran „może stać się wielkim krajem”. Przypomniał, że niedawno pod jego przywództwem USA pokonały Państwo Islamskie, które było wrogiem również Iranu, więc byłoby to wspólnym interesem obu krajów. To wyraźne – i dość niebywałe w takiej atmosferze – puszczenie oka czy raczej sygnał, że Ameryka nie dąży do wojny z Iranem. A prezydent Iranu Hasan Rowhani również zadeklarował, że atakami na bazy amerykańskie Teheran zakończył działania odwetowe po zabójstwie Sulejmaniego. Ze strony USA może to być albo część strategii zakładającej stopniowe wycofywanie się z Bliskiego Wschodu, albo gra obliczona na przygotowanie obalenia władzy ajatollahów. Nastroje społeczne, mimo antyamerykańskich emocji, jakie wywołała śmierć generała, sprzyjają wznieceniu antyreżimowej rewolucji. Proamerykański Iran – już nie tylko społecznie, ale i politycznie – to zapewne duża pokusa dla mającego ambie zapisać się w historii Donalda Trumpa.•

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także