Nowy numer 43/2020 Archiwum

Wieczny romans

Kostiumy się zmieniają, lata mijają… tylko Polacy wciąż są tacy sami.

Spieramy się o Polskę nieustannie, ale dzisiejszym sporom jakoś brak oddechu i perspektywy. Nie ma wielkich powieści, jak „Lalka” czy „Przedwiośnie”, które stawiały całościowe diagnozy i opisywały wyzwania. Nie ma filmów na miarę „Człowieka z marmuru”. Być może – jeśli wierzyć prognozom Jacka Dukaja – zarówno wielkich powieści, jak i kina tożsamościowego już nie będzie, bo weszliśmy w epokę seriali, jest już „po piśmie” i narodowych epopejach.

Ale polskość ma to do siebie, że nie da się jej ująć jedynie w socjologiczne czy statystyczne ramki, jej fenomen nie mieści się też w publicystycznym opisie. Co zatem robić z naszym światem nieprzedstawionym? Sięgać po rodzimych klasyków. Tak radzi historyk idei Dariusz Gawin w znakomitym zbiorze esejów „Polska, wieczny romans”. Rada chyba nie jest zła, bo rozważania o związkach literatury i polityki XX wieku – wznowione po kilkunastu latach – zyskały na aktualności. „Kostium historyczny zmienił się, to prawda, ale aktorzy i role już nie tak bardzo” – zauważa autor. I dowodzi, że wciąż spieramy się o to samo: suwerenność, kapitalizm, modernizację.

Nie ma życia poza lewicą?

Jest to jednak spór specyficzny. Politycznie, ideowo, obyczajowo Polska wygląda dziś jak pęknięta na pół. Ale w literaturze, w kulturze (uwzględniając też kino i teatr) dominuje lewicowa perspektywa. To zjawisko globalne, w Polsce ma jednak osobną genezę. Czy sto lat temu, czy w II RP, nie mówiąc już o PRL – serce polskiej kultury zdecydowanie mocniej biło po lewej stronie. Zdaniem Gawina nawet inny koniec ostatniej wojny niewiele by tu zmienił, bo inteligencja emigracyjna, a potem rodząca się krajowa opozycja też myślały „postępowo”. Adam Michnik jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku uważał prymasa Wyszyńskiego za „reakcjonistę i wstecznika”.

To uściślenie ważne, by zrozumieć, że pewien standard myślenia polskiego inteligenta nie wziął się ani z PRL, ani z liberalnego Zachodu. Jego krytyczny stosunek do narodowej wspólnoty narodził się jeszcze w czasach Stanisława Brzozowskiego, a ówczesne ataki na Sienkiewicza, po niewielkim retuszu, można by dziś śmiało przedrukować jako atak na polski ciemnogród.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama