Nowy numer 47/2020 Archiwum

Czytajcie Belloca

Stoimy obecnie przed najbardziej doniosłą kwestią, jaką kiedykolwiek przedstawiono ludzkiemu umysłowi. Stoimy u rozdroża dróg.

Hilaire Belloc (1870–1953), angielski pisarz francuskiego pochodzenia. Katolik. Żonaty z Amerykanką, ojciec pięciorga dzieci. Parlamentarzysta, przyjaciel Chestertona, do którego nawrócenia się przyczynił. Autor 153 książek, odznaczony przez Piusa XI za zasługi dla katolicyzmu. „Wielkie herezje” (AA 2016, tłum. J.J. Franczak) wydał w 1938 r. Wszystkie cytaty pochodzą z zamieszczonego tam szkicu pt. „Faza nowożytna”. To, co widzi i rozumie 82 lata temu, zaskakuje aktualnością, zapiera dech. Pisze: „Zbliżamy się do największej ze wszystkich chwil. Wróg, jakiemu wiara musi obecnie dać odpowiedź, a którego można nazwać nowożytnym atakiem, to zmasowany szturm na fundamenty wiary – na samo istnienie wiary. Nie ma mowy o neutralności. Planem sił przeciwnych wierze jest zniszczenie. Bitwa toczy się o przetrwanie albo destrukcję Kościoła katolickiego. Spór toczy się między Kościołem a antykościołem, pomiędzy Kościołem Bożym a kościołem antybożym, pomiędzy Kościołem Chrystusa a antychrystem. Nowożytny atak nie będzie nas tolerować, ale dążyć do naszego zniszczenia. My także nie możemy go tolerować [Belloc nigdy nie ma na myśli środków jakkolwiek nieewangelicznych – J.Sz.], gdyż mamy do czynienia z w pełni wyposażonym i zaciekłym wrogiem Prawdy, dzięki której żyją ludzie. Pojedynek toczy się na śmierć i życie.

Jeśli pogaństwo to zakwestionowanie Wcielenia, ludzkiej nieśmiertelności, jedności i osobowego charakteru Boga, odpowiedzialności człowieka przed Bogiem i całego tego ogółu myśli, uczuć, doktryn i kultury, które streszcza się w słowie »katolicki«, wówczas nowożytny atak jest powrotem do pogaństwa. Ten antychrześcijański atak jest jednocześnie materialistyczny i zabobonny – obojętny na przeczenie samemu sobie. Jest materialistyczny w swoim odczytaniu historii, a przede wszystkim w swoich propozycjach reform społecznych. Jest zabobonny jako produkt uboczny tego stanu umysłu – wszystkie nowożytne praktyki quasi-religijne są zgodne w kwestionowaniu Objawienia. Te szaleństwa rodzą się nie z głodu religii, ale z tego samego źródła, które uczyniło świat materialistycznym – z niezdolności zrozumienia podstawowej prawdy, że wiara jest źródłem wiedzy. A będąc ateistycznym, jest on z konieczności obojętny na prawdę. Gdyż Bóg jest Prawdą. Wraz z nim nadchodzą pogarda i nienawiść do piękna i cnoty. Komunizm jest tylko jednym z jego objawów, i to prawdopodobnie przelotnym. Wyparcie się Boga pozyskało obecnie tłumy i działa wszędzie jako siła społeczna. Musimy tego wroga osądzać po owocach, chociaż wciąż jeszcze niedojrzałych, ale już widocznych. Jakie to owoce?

Po pierwsze: odrodzenie się niewolnictwa – wobec państwa i wobec prywatnych korporacji i osób. Po drugie: dominacja okrucieństwa w nieochrzczonym świecie. Na polu moralnym będzie tysiąc złych owoców, ale owocem prawdopodobnie najtrwalszym jest ustanowienie wszędzie okrucieństwa, któremu towarzyszy pogarda dla sprawiedliwości. I po trzecie: napaść na rozum. Do tej pory prosty człowiek i jego zdrowy rozsądek (którzy stanowią twierdze rozumu) pozostawali nieporuszeni. Dziś już nie. Proces przekonywania za pomocą argumentu i dowodu został zastąpiony przez powtarzane stwierdzenie.

Z dwojga jedno musi nastąpić. Albo Kościół katolicki (obecnie jedyne miejsce, w którym tradycje cywilizacji są rozumiane i bronione) zostanie doprowadzony przez swoich współczesnych wrogów do politycznej niemocy, braku większego znaczenia pod względem liczebnym oraz do milczenia (zredukowany do małej, niemal zapomnianej grupy wśród szerokich rzesz jego przeciwników i traktowany z pogardą należną przegranemu). Albo Kościół katolicki, tak jak w przeszłości, przeciwstawi się mocniej swoim wrogom, niż jego wrogowie byli w stanie przeciwstawić się jemu; Kościół odzyska i rozszerzy swoją władzę i ponownie powstanie jako przywódca cywilizacji, którą stworzył, i w ten sposób odzyska i odrodzi świat. Jeden z tych dwóch losów musi nastąpić: katolickie albo antychrześcijańskie zwycięstwo. Bardzo młodzi ludzie z pewnością dożyją czasów, kiedy dojdzie do jakiegoś rozstrzygnięcia w tej wielkiej bitwie.

Istnieją znaki nadziei. Kościół wydaje się przejawiać organiczne, naturalne życie, dość niezwykłe: wyjątkowy sposób bycia oraz właściwe sobie moce odnawiania. Co potężniejsze, wnikliwsze, wrażliwsze umysły naszych czasów wyraźnie skłaniają się ku stronie katolickiej. Stanowią one niewielką mniejszość, ale jest to mniejszość bardzo wpływowa w stosunkach międzyludzkich. Przyszłości dla ludzi nie rozstrzyga głosowanie, rozstrzyga ją rozwój idei. Tak oto stoimy obecnie przed najbardziej doniosłą kwestią, jaką kiedykolwiek przedstawiono ludzkiemu umysłowi. Stoimy u rozdroża dróg”.

Tyle Belloc. Jeszcze jeden obraz z jego eseju, oparty na Mk 5,12-16: siły duchowe, intelektualne i moralne katolicyzmu są ciągle tej wielkości, iż możliwe jest pełne jego odrodzenie. A wtedy, mocą Chrystusa, „legion” opuści naszą cywilizację. I usiądzie ona spokojnie, ubrana i przy zdrowych zmysłach.

Panie, poślij je w świnie, tak jak chcą. I nie odchodź z naszych granic. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama