Nowy numer 03/2020 Archiwum

Czytajcie Belloca

Stoimy obecnie przed najbardziej doniosłą kwestią, jaką kiedykolwiek przedstawiono ludzkiemu umysłowi. Stoimy u rozdroża dróg.

Hilaire Belloc (1870–1953), angielski pisarz francuskiego pochodzenia. Katolik. Żonaty z Amerykanką, ojciec pięciorga dzieci. Parlamentarzysta, przyjaciel Chestertona, do którego nawrócenia się przyczynił. Autor 153 książek, odznaczony przez Piusa XI za zasługi dla katolicyzmu. „Wielkie herezje” (AA 2016, tłum. J.J. Franczak) wydał w 1938 r. Wszystkie cytaty pochodzą z zamieszczonego tam szkicu pt. „Faza nowożytna”. To, co widzi i rozumie 82 lata temu, zaskakuje aktualnością, zapiera dech. Pisze: „Zbliżamy się do największej ze wszystkich chwil. Wróg, jakiemu wiara musi obecnie dać odpowiedź, a którego można nazwać nowożytnym atakiem, to zmasowany szturm na fundamenty wiary – na samo istnienie wiary. Nie ma mowy o neutralności. Planem sił przeciwnych wierze jest zniszczenie. Bitwa toczy się o przetrwanie albo destrukcję Kościoła katolickiego. Spór toczy się między Kościołem a antykościołem, pomiędzy Kościołem Bożym a kościołem antybożym, pomiędzy Kościołem Chrystusa a antychrystem. Nowożytny atak nie będzie nas tolerować, ale dążyć do naszego zniszczenia. My także nie możemy go tolerować [Belloc nigdy nie ma na myśli środków jakkolwiek nieewangelicznych – J.Sz.], gdyż mamy do czynienia z w pełni wyposażonym i zaciekłym wrogiem Prawdy, dzięki której żyją ludzie. Pojedynek toczy się na śmierć i życie.

Jeśli pogaństwo to zakwestionowanie Wcielenia, ludzkiej nieśmiertelności, jedności i osobowego charakteru Boga, odpowiedzialności człowieka przed Bogiem i całego tego ogółu myśli, uczuć, doktryn i kultury, które streszcza się w słowie »katolicki«, wówczas nowożytny atak jest powrotem do pogaństwa. Ten antychrześcijański atak jest jednocześnie materialistyczny i zabobonny – obojętny na przeczenie samemu sobie. Jest materialistyczny w swoim odczytaniu historii, a przede wszystkim w swoich propozycjach reform społecznych. Jest zabobonny jako produkt uboczny tego stanu umysłu – wszystkie nowożytne praktyki quasi-religijne są zgodne w kwestionowaniu Objawienia. Te szaleństwa rodzą się nie z głodu religii, ale z tego samego źródła, które uczyniło świat materialistycznym – z niezdolności zrozumienia podstawowej prawdy, że wiara jest źródłem wiedzy. A będąc ateistycznym, jest on z konieczności obojętny na prawdę. Gdyż Bóg jest Prawdą. Wraz z nim nadchodzą pogarda i nienawiść do piękna i cnoty. Komunizm jest tylko jednym z jego objawów, i to prawdopodobnie przelotnym. Wyparcie się Boga pozyskało obecnie tłumy i działa wszędzie jako siła społeczna. Musimy tego wroga osądzać po owocach, chociaż wciąż jeszcze niedojrzałych, ale już widocznych. Jakie to owoce?

Po pierwsze: odrodzenie się niewolnictwa – wobec państwa i wobec prywatnych korporacji i osób. Po drugie: dominacja okrucieństwa w nieochrzczonym świecie. Na polu moralnym będzie tysiąc złych owoców, ale owocem prawdopodobnie najtrwalszym jest ustanowienie wszędzie okrucieństwa, któremu towarzyszy pogarda dla sprawiedliwości. I po trzecie: napaść na rozum. Do tej pory prosty człowiek i jego zdrowy rozsądek (którzy stanowią twierdze rozumu) pozostawali nieporuszeni. Dziś już nie. Proces przekonywania za pomocą argumentu i dowodu został zastąpiony przez powtarzane stwierdzenie.

Z dwojga jedno musi nastąpić. Albo Kościół katolicki (obecnie jedyne miejsce, w którym tradycje cywilizacji są rozumiane i bronione) zostanie doprowadzony przez swoich współczesnych wrogów do politycznej niemocy, braku większego znaczenia pod względem liczebnym oraz do milczenia (zredukowany do małej, niemal zapomnianej grupy wśród szerokich rzesz jego przeciwników i traktowany z pogardą należną przegranemu). Albo Kościół katolicki, tak jak w przeszłości, przeciwstawi się mocniej swoim wrogom, niż jego wrogowie byli w stanie przeciwstawić się jemu; Kościół odzyska i rozszerzy swoją władzę i ponownie powstanie jako przywódca cywilizacji, którą stworzył, i w ten sposób odzyska i odrodzi świat. Jeden z tych dwóch losów musi nastąpić: katolickie albo antychrześcijańskie zwycięstwo. Bardzo młodzi ludzie z pewnością dożyją czasów, kiedy dojdzie do jakiegoś rozstrzygnięcia w tej wielkiej bitwie.

Istnieją znaki nadziei. Kościół wydaje się przejawiać organiczne, naturalne życie, dość niezwykłe: wyjątkowy sposób bycia oraz właściwe sobie moce odnawiania. Co potężniejsze, wnikliwsze, wrażliwsze umysły naszych czasów wyraźnie skłaniają się ku stronie katolickiej. Stanowią one niewielką mniejszość, ale jest to mniejszość bardzo wpływowa w stosunkach międzyludzkich. Przyszłości dla ludzi nie rozstrzyga głosowanie, rozstrzyga ją rozwój idei. Tak oto stoimy obecnie przed najbardziej doniosłą kwestią, jaką kiedykolwiek przedstawiono ludzkiemu umysłowi. Stoimy u rozdroża dróg”.

Tyle Belloc. Jeszcze jeden obraz z jego eseju, oparty na Mk 5,12-16: siły duchowe, intelektualne i moralne katolicyzmu są ciągle tej wielkości, iż możliwe jest pełne jego odrodzenie. A wtedy, mocą Chrystusa, „legion” opuści naszą cywilizację. I usiądzie ona spokojnie, ubrana i przy zdrowych zmysłach.

Panie, poślij je w świnie, tak jak chcą. I nie odchodź z naszych granic. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • Henryk
    09.01.2020 17:24
    "Te szaleństwa rodzą się nie z głodu religii, ale z tego samego źródła, które uczyniło świat materialistycznym – z niezdolności zrozumienia podstawowej prawdy, że wiara jest źródłem wiedzy. " Tak nie jest. Wiara nie jest źródłem wiedzy. Źródłem wiedzy jest poznanie prawdy i dopiero poznanie prawdy pozwala w coś wierzyć. Aby przekazywać wiarę i głosić Naukę Chrystusa, trzeba posługiwać się językiem prawdy, czyli każde słowo musi mieć precyzyjne odniesienie do prawdy. Przykładowo słowo "religia", czy ktoś potrafi precyzyjnie określić co oznacza to słowo w odniesieniu do prawdy? Poza tym wszystkie inne słowa o fundamentalnym znaczeniu, takie jak "prawda", "miłość","dobro", zło", "sprawiedliwość", "przebaczenie", "pojednanie" i inne, obecnie są zakłamane, czyli nie jest przedstawiane i rozumiane ich prawidłowe odniesienie do prawdy. Nie da się przekazywać wiary i ewangelizować językiem zakłamanym. Zakłamanie słów, jest jednym z najgorszych kłamstw. Ludzka świadomość jest zbudowana ze słów i jeżeli te słowa są zakłamane, to ludzka świadomość jest głupia i nie jest w stanie człowieka poprowadzić do Boga. Samym jęczeniem i narzekaniem niczego nie można osiągnąć. Pierwszym palącym wymogiem skierowania ludzi na drogę do Boga, jest wprowadzenie języka prawdy!
    doceń 23
  • morfeo
    09.01.2020 20:18
    Księże Profesorze, tylko jak zinterpretować w świetle współczesności tę myśl: "Co potężniejsze, wnikliwsze, wrażliwsze umysły naszych czasów wyraźnie skłaniają się ku stronie katolickiej. Stanowią one niewielką mniejszość, ale jest to mniejszość bardzo wpływowa w stosunkach międzyludzkich. Przyszłości dla ludzi nie rozstrzyga głosowanie, rozstrzyga ją rozwój idei"? Zdaje się, że współczesność tym właśnie różni się od czasów Belloca, że wiele potężnych umysłów stoi do katolicyzmu plecami – może nie są to umysły najwnikliwsze i najwrażliwsze, ale mają w swoich rękach potężne i bezkompromisowe narzędzia - media, internet, portale społecznościowe, cenzurę, korporacyjność - władzę nad przekazem i nad słowem. Nie odbierając nic "stronie katolickiej", mało u nas tak silnych i wpływowych osobowości, a i czasy inne (próżno w czasach Belloca szukać osoby mającej władzę cenzury nad czterema czy pięcioma miliardami osób, jak właściciele Facebooka czy Google'a). I druga sprawa, będąca wypadkową tej pierwszej - mam na myśli przytoczoną w cytacie "przyszłość ludzi, którą rozstrzyga rozwój idei". Czy czasem nie jest tak, że "młode idee" są dziś z założenia antykatolickie? Z żalem patrzę na cały szereg rzeczywistości kompletnie niezwiązanych z kościołem, w której i tak prędzej czy później pojawi się coś antykatolickiego - Ceremonie rozdania Oscarów czy Nagrody Nobla, Eurowizja, UEFA... Kiedyś sport kojarzył mi się z latającą po ekranie piłką, teraz z karaniem piłkarzy za krzyżyk na szyi.
    Koniec końców, dostrzegając zapierającą dech aktualność myśli Belloca odczuwam równocześnie niepokój, bo jeśli w w kluczowych miejscach rozjeżdża nam się myśl Belloca z tym, co za oknem, to i końcowe wnioski i lekarstwa – które tak łatwo byłoby skopiować z gotowego opracowania i radośnie zażyć ku uzdrowieniu sytuacji – będą na "nie tę chorobę".
    Nie wiem, na ile śledzi Ksiądz Profesor dział z komentarzami, ale gdyby znalazł Ksiądz jakąś pociechę lub błąd w moim rozumowaniu, to odetchnąłbym z ulgą.
    doceń 4
  • spe
    09.01.2020 23:57
    Komuniści, naziści - uwierzyli w ateistyczne idee i bez mrugnięcia okiem byli w stanie mordować tysiące i miliony ludzi. Dziś miliony dzieci rocznie mordowane są podczas aborcji z taką samą , a może nawet i większą odrętwiającą obojętnością. Podstawowe znaczenie dla człowieka i dla ludzkości ma więc to, w co człowiek wierzy, za jakim duchem podąża, komu pozwala kształtować swoją duszę, wolę i serce. Czy są to te same Ręce które go powołały do istnienia, czy też ręce złodzieja, zabójcy i kłamcy?
    doceń 10
  • Kuba_M
    10.01.2020 15:47
    Po tym felietonie i przytoczonych cytatach z Beloca mam kilka wątpliwości co do tego tekstu. Przede wszystkim mam wrażenie, że założenia (przynajmniej te przedstawione w niniejszym tekście) przypominają mi typowy schemat naiwnego sentymentalnego myślenia w typie „kiedyś to były czasy”.
    Np. że teraz odradza się niewolnictwo wobec prywatnych korporacji i osób. Jakby autor uważał, że wcześniej np. w XIX wieku (czy jeszcze dawniej) były czasy złotej wolności przeciętnego człowieka. Nie było. Olbrzymia zależność ekonomiczna i nierzadko prawna (np. struktury feudalne) powodowały, że znakomita większość ludzi była także de facto niewolnikami czy to fabrykantów, czy feudałów, czy też władcy.
    Potem jest „dominacja okrucieństwa w nieochrzczonym świecie”. Ja rozumiem, że Beloc pisał to z perspektywy 1938. Ale twierdzenie, że jest to założenie aktualne na dziś (wg perspektywy europejskiej) wydaje się absurdalne. Wojny naszej części świata praktycznie nie dotyczą. Przemoc polityczna prawie nie istnieje (zwłaszcza jeśli porównać ją z tą z lat 30-tych XX w.). Przestępczość, jeśli ją porównać z XIX czy XX w. także nie jest bardziej niż wtedy dotkliwa.
    A twierdzenie, że kiedyś (jak rozumiem przed latami 30-tymi XX w.) decydował zdrowy rozsądek prostego człowieka, przekonywany za pomocą argumentu, to brzmi po prostu śmiesznie.
    Inna sprawa to argument, że zwycięstwo Kościoła ma polegać na rozszerzeniu swojej władzy i przewodzenie cywilizacji. Ja odczytuję to jako jakąś tęsknotę za uniwersalizmem a’la środkowe średniowiecze i uznawaniem, że rolą Kościoła jest sprawowanie władzy świeckiej (albo przynajmniej – wyznaczanie władców świeckich). Nie wygląda mi to na dobry pomysł. Dodatkowo to pomysł także mało ewangeliczny – np. Jezus wyraźnie wskazuje, że nie przychodzi rządzić ludzkimi Państwami, nie wiem więc dlaczego Kościół miałby teraz uzurpować sobie taką władzę. Inna sprawa to jakość sprawowania takiej ziemskiej władzy przez instytucje Kościoła. Doświadczenie Państwa Kościelnego w Italii nie jest zbyt budujące.
    doceń 26
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama