Nowy numer 27/2020 Archiwum

Niezabliźnione rany

30 lat po obaleniu Nicolae Ceaușescu w Rumunii rośnie sentyment do tej postaci, a zarazem frustracja niewyjaśnionymi okolicznościami rewolucji z grudnia 1989 roku.

Spośród wszystkich krajów Europy Środkowo-Wschodniej w Rumunii przemiany roku 1989 miały najbardziej krwawy, a zarazem fasadowy charakter. 25 grudnia 2019 r. minęło 30 lat od osądzenia i rozstrzelania Nicolae i Eleny Ceaușescu. We wciąż niewyjaśnionych okolicznościach w walkach w Bukareszcie zginęło wtedy ponad 1100 cywilów. Okrągła rocznica tego wydarzenia przebiegła w Rumunii w pesymistycznych nastrojach. Panuje frustracja z powodu braku pociągnięcia do odpowiedzialności winnych masakry z grudnia 1989 r. i całej komunistycznej elity, która po wyeliminowaniu Ceaușescu komfortowo urządziła się w nowym systemie. Dopiero trzy dekady po rewolucji prezydent Klaus Iohannis zapowiada „osądzenie winnych i wymierzenie sprawiedliwości”. Co więcej, w powszechnym przeświadczeniu obywateli nowa rzeczywistość nie okazała się lepsza. Dziś ponad trzy czwarte Rumunów pesymistycznie ocenia rozwój sytuacji w kraju. A w przeprowadzonym niedawno sondażu na najlepszego powojennego prezydenta wygrał nie kto inny jak właśnie Ceaușescu.

Zaczęło się od pastora

U schyłku systemu komunistycznego Rumunia była najbiedniejszym i najbardziej zrujnowanym ekonomicznie krajem bloku wschodniego. Tak jak w innych państwach regionu system gospodarki centralnie sterowanej osiągnął kres swojej wydolności. Niedolę Rumunów pogłębiała drakońska strategia spłacania przez Ceaușescu zagranicznego zadłużenia kraju. Niemal cała rolnicza i przemysłowa produkcja szła na eksport. Obywatele przymierali głodem, w latach 80. przestała działać komunikacja publiczna, w miastach wyłączono prąd, a w mieszkaniach centralne ogrzewanie. Nawet inni przywódcy bloku socjalistycznego byli zaniepokojeni skalą kryzysu. Gorbaczow nazwał rumuńską gospodarkę „szkapą poganianą przez okrutnego jeźdźca”. W tym samym czasie w kraju trwał nachalny kult jednostki, a oderwane od rzeczywistości małżeństwo Ceaușescu opływało w luksusy i inaugurowało megalomańskie projekty infrastrukturalne, jak Dom Ludowy w Bukareszcie – jeden z największych budynków świata.

Fala politycznych zmian przelewała się przez Europę Środkową przez cały rok 1989. Przesilenie w Rumunii wydawało się więc kwestią czasu, ale nikt nie spodziewał się okoliczności wybuchu rewolucji i jej błyskawicznego tempa. 15 grudnia 1989 r. zaczęły się zamieszki w mieście Timișoara. Władze próbowały siłą przenieść stamtąd ewangelickiego pastora László Tőkésa, otwarcie krytykującego politykę Ceaușescu. Mimo krwawej pacyfikacji protesty zaczęły rozlewać się na kolejne miasta. Rumuński przywódca na 21 grudnia zwołał w Bukareszcie wiec swoich zwolenników. Tłum zwrócił się jednak przeciwko niemu. Dzień później Ceaușescu z żoną opuścił szturmowany przez demonstrantów Pałac Ludowy. 23 grudnia małżeństwo zostało aresztowane. Dwa dni później Nicolae i Elena po krótkim procesie zostali rozstrzelani w mieście Târgoviște.

W tym samym czasie w Bukareszcie rozgrywał się najbardziej zagadkowy epizod rewolucji. Armia wypowiedziała posłuszeństwo Ceaușescu, a w miejsce obalonego dyktatora ukonstytuował się Front Ocalenia Narodowego pod wodzą Iona Iliescu – wysokiej rangi komunistycznego działacza, niegdyś bliskiego współpracownika prezydenta. Mimo to aż do 28 grudnia w stolicy trwała regularna wojna. W strzelaninach zginęły 1142 osoby. Do dziś nie wiadomo, kto za tym stał. Iliescu przekonywał, że to żołnierze wierni Ceaușescu, lecz zdaniem jego przeciwników to Front wywołał panikę, by łatwiej spacyfikować nastroje.

Miękkie lądowanie komunistów

30 lat po obaleniu Ceaușescu Rumunia nadal znajduje się na etapie obiecywania rozliczenia winnych zbrodni. W przeciwieństwie do innych krajów tej części Europy zmiany po 1989 r. ograniczyły się niemal wyłącznie do sfery gospodarczej. U władzy pozostali komuniści, tylko pod zmienionym szyldem. Najpierw jako Front Ocalenia Narodowego, a od 1993 r. jako Partia Socjaldemokratyczna (PSD). Dwukrotnie wygrali wybory parlamentarne na początku lat 90., a ich lider Ion Iliescu do 1996 r. pozostał na stanowisku prezydenta. Demonstrujący opozycjoniści, którzy kwestionowali uczciwość wyborów i kierunek zmian, byli brutalnie rozganiani. W latach 1990 i 1991 Iliescu wzywał do pomocy górników, którzy podczas tzw. mineriad bezkarnie bili protestujących. W czerwcu 1991 r. na kilka dni przejęli faktyczną kontrolę nad stolicą i rozprawili się z opozycją. Zginęło wtedy 8 osób.

Większość funkcjonariuszy Securitate – tajnej policji Ceaușescu – płynnie przeszła do aparatu bezpieczeństwa nowej Rumunii. Próby podjęcia śledztw w sprawie zbrodni reżimu Ceaușescu i wydarzeń z 1989 r. kończyły się niepowodzeniem. Dopiero w 2006 r. prezydent Traian Băsescu symbolicznie odciął się od przeszłości. Zlecił sporządzenie raportu podsumowującego zbrodnie i skrytykował system komunistyczny. 3 lata później przeprowadzono w Rumunii lustrację. Miała ograniczony skutek, gdyż najważniejsze postaci z poprzedniego ustroju przeszły już na emeryturę. W Rumunii do dziś nie powstała państwowa instytucja, która wzorem polskiego Instytutu Pamięci Narodowej prowadziłaby działalność wydawniczą i wystawienniczą na temat komunistycznych zbrodni.

Za późno na sprawiedliwość

Pod koniec roku 2019, dzięki zmianom na scenie politycznej, pojawiła się nadzieja na przełom. W październiku rząd PSD przegrał głosowanie o wotum zaufania i ukonstytuował się nowy gabinet pod wodzą Ludovica Orbana z centroprawicowej Partii Narodowo-Liberalnej, tej samej, którą reprezentuje prezydent Iohannis. 29 listopada 2019 r. zaczął się zapowiadany od lat proces Iona Iliescu. Wraz z byłym wicepremierem Gelu Voicanem Voiculescu oraz eksdowódcą sił powietrznych Iosifem Rusem jest oskarżony o zbrodnie przeciwko ludzkości. Prokurator zamierza udowodnić, że świadomie wytworzyli oni chaos w grudniu 1989 r., aby umocnić swoją władzę. Dla rodzin ofiar może to być symboliczne zadośćuczynienie, jednak dla większości Rumunów to działanie spóźnione. Iliescu ma 89 lat, nie pełni już aktywnej roli w polityce. Zapowiada się długi proces, były prezydent może nie doczekać jego zakończenia i na pewno nie trafi do więzienia.

Władze chcą w tym roku rozpocząć jeszcze jeden proces. Chodzi o osądzenie winnych zarządzania systemem sierocińców za rządów Ceaușescu. Rumuński despota miał obsesję stworzenia do końca wieku 30-milionowego narodu. Kobiety były systemowo zmuszane do posiadania jak największej liczby dzieci. W tym samym czasie dramatycznie obniżał się jednak poziom życia. W rezultacie wiele dzieci było porzucanych i oddawanych do sierocińców. Tam poddawano je selekcji. Te, które uznano za nieuleczalnie chore i niepełnosprawne, zostawiano bez opieki. Umierały z głodu i zaniedbania. Według różnych danych zmarło od 15 do 20 tys. dzieci. Zdjęcia z rumuńskich sierocińców, gdzie po obaleniu Ceaușescu dotarli zagraniczni dziennikarze, przeraziły cały świat. Jednak przez lata w Rumunii nikomu nie zależało na osądzeniu winnych. Także i ten proces w powszechnym odczuciu uchodzi za spóźniony. Większość oskarżonych jest w podeszłym wieku, trudno będzie też znaleźć chętnych do składania zeznań. Brytyjski „Guardian” przygotował w 2019 r. duży reportaż o rumuńskich sierocińcach i dotarł do ofiar. Nie chcą one jednak wracać do gehenny, którą przeżyły, i niechętnie odnoszą się do pomysłu procesu.

Tęsknota za twardą ręką

Jak to możliwe, że w obliczu takich zbrodni systematycznie rośnie w narodzie sentyment do Ceaușescu, który w sondażach uznawany jest za najlepszego prezydenta Rumunii? Jest to przede wszystkim skutek nierówności gospodarczych. Dziś Rumunia jest krajem skrajności. Poziom życia w Bukareszcie nie odbiega znacznie od Zachodu, jednakże prowincja pozostaje najbiedniejszym obszarem w całej Unii Europejskiej. Według statystyk Banku Światowego 70 proc. ludzi żyje tam poniżej poziomu ubóstwa. Jedynym rozwiązaniem dla milionów obywateli był wyjazd za granicę. Niemal jedna piąta ludności, głównie młodzi i wykształceni, zdecydowała się na emigrację. Dla rozczarowanych współczesną Rumunią epoka Ceaușescu wiązała się przynajmniej ze stabilizacją, gwarancją zatrudnienia czy rozwojem mieszkalnictwa.

Rumuni mają też bardzo małe (poniżej 10 proc.) zaufanie do współczesnych instytucji rządowych i całej klasy politycznej. Tradycyjnie w takich sytuacjach pojawia się sentyment do „silnego człowieka”. Z biegiem lat coraz więcej Rumunów wymazuje z pamięci zbrodnie Ceaușescu i woli wracać do przełomu lat 60. i 70., gdy „Geniusz Karpat” prowadził niezależną, jak na standardy bloku wschodniego, politykę (np. potępił interwencję ZSRR w Czechosłowacji), czego efektem były dobre relacje m.in. z USA i Francją, czy przyjaźń z szachem Iranu. Postać Ceaușescu nadal jest więc żywa w pamięci Rumunów, a pełne okoliczności jego odsunięcia od władzy wciąż czekają na wyjaśnienie.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama