Nowy numer 47/2020 Archiwum

Grill w piątek? No to klops…

Czy Kościół rezygnujący w piątki z jedzenia mięsa jedynie psuje ludziom zabawę? Jak ma pościć milion polskich wegetarian? I dlaczego trzysta lat temu bobry nad Wisłą były rybami?

Niektórzy szydzą, że katolicy nad Wisłą po każdych świętach (Boże Narodzenie, Wielkanoc) mają jeden zasadniczy problem: czy w piątek można jeść mięso? Czy oktawa znosi wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, czy nie?

To nie są jałowe, teoretyczne spory. Kilka tytułów? Proszę bardzo: „3 maja wierni mogą spożywać mięso”; „Jutro grillowy piątek!”; „W związku z charakterem wypoczynkowym długiego weekendu biskupi udzielili dyspensy w piątek po Bożym Ciele”; „W piątek w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa można jeść mięso”. Skoro takie teksty pojawiają się cyklicznie na portalach internetowych i cieszą się ogromną klikalnością, to znaczy, że temat budzi zainteresowanie i emocje. Myślę, że to dobry znak. Skoro jeszcze o tym żywo dyskutujemy, to znaczy, że dla wielu z nas to ważna materia.

Piątek nie jest dniem przypadkowym, a Kościół nie bawi się w psa ogrodnika (sam nie zje, a drugiemu nie da) i nie zajmuje się utrudnianiem życia wiecznie bawiącemu się pokoleniu. Przypomina jedynie o dniu, który jest pamiątką śmierci Jezusa. Jasne, batalia szynki z jarmużem nie jest zasadniczą osią walki duchowej, a pierwsze pytanie, które Jan Kowalski usłyszy po śmierci od „specjalisty od łowienia ryb”, nie będzie brzmiało: „Co? Jadłeś w piątek boczek?”, ale tradycja wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych nie wzięła się znikąd.

Piotr płakał co piątek

– Wyobrażam sobie, że pierwsi chrześcijanie w piątki nic nie mogli wziąć do ust – opowiada Maciej Szczęsny, jezuita z Zakopanego. − To tego dnia widzieli zmasakrowane ciało Pana Jezusa. To nie jest żaden dogmat, znamy jednak tradycję, że św. Piotr co piątek płakał na wspomnienie wyparcia się Jezusa… Jeśli spotykam kogoś, kto smuci się z niezachowania postu piątkowego pomimo świadomości jego istoty, nie uważam tego za tragedię. Reaguję jednak, jeśli traktuje on z lekka tę rzeczywistość. Porównuję ją do żałoby po kimś najbliższym. W piątkowej pokucie chodzi przecież o pamięć o Przyjacielu, który nie tylko stracił dla nas głowę, ale oddał swe życie. Dorośli taką żałobę noszą przez cały rok. Dzieci nie. Dojrzali chrześcijanie, dla których Pan Jezus jest Kimś ważnym, w piątki odmawiają sobie mięsa. To wynika z potrzeby, by pamiętać. Przeżyć nie tylko stratę, ale i wdzięczność, że Ktoś za mnie umarł. Nie jest to kwestia prawa, lecz serca. Post nie jest jakąś pobożną dietą. To jest sprawa dojrzałości wiary – dzieci tego nie rozumieją i należy pozwolić im do tego dojrzeć. Bez tej relacji z Jezusem same uczynki są martwe. Świat tego nie zrozumie, bo to język miłości. Praktykowanie postu piątkowego wyrasta z pragnienia, by moja wiara się pogłębiała. To zaproszenie do rozwoju mojej bliskości z Jezusem. Zaniedbanie postu prowadzi do spłycenia tej relacji. Z drugiej strony mnisi irlandzcy w VI wieku nakładali podczas spowiedzi pokuty za poszczenie w niedzielę. Ponieważ jest ona pamiątką zmartwychwstania i winna nas prowadzić do radości i dziękczynienia, a post przeszkadzałby w doświadczaniu tej rzeczywistości. Tradycja owa podkreśla konieczność dopuszczenia do serca zarówno radosnych, jak i smutnych przeżyć, by doświadczyć relacji z Panem Bogiem całą szerokością swego serca.

Bóbr też ryba

To nie jest kwestia prawa, lecz serca – zgadzam się z o. Maciejem w stu procentach. Nie chodzi o nawyki żywieniowe, ale o serce.

„Dobra to jest zupa z bobra” – rymują dzieciaki. W najstarszej polskiej książce kucharskiej (ma niemal 340 lat!) znajdziemy przepis na „postne bobrowe ogony”. Dlaczego z lubością pałaszowano je w piątki? Bo pokrywa je niby-łuska, dlatego też bez zmrużenia oka zakwalifikowano je jako danie rybne. A ponieważ w XVII wieku było prawie 150 dni postnych w roku… Można?

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także