Nowy numer 08/2020 Archiwum

W cieniu

„Kim jesteś?” – zapytali Jana. „Nie jestem” – odparł „największy z proroków”, który wołał: „Nie jestem prorokiem”.

Zdanie Jeana Vaniera: „Niebezpieczni są ludzie uznawani za proroków lub sami uważający się za proroków. Osoby obdarzone proroctwem żyją i działają nieświadome tego” wywołało sporą dyskusję. Doskonale rozumiem intuicję założyciela Arki. Zwłaszcza w czasach, gdy niektórzy kierownicy duchowi wprost piszą o sobie jako o „wybrańcach Boga”.

Wczoraj w czasie homilii usłyszałem: „Jan Chrzciciel, zapytany: «Kim jesteś?», odrzekł: «Nie jestem», a pytany o to, czy jest prorokiem, zaprzeczył”. A przecież był – jak określił go sam Mesjasz – „największym z proroków”.

Zejście z piedestału i stanięcie w pokorze. Umniejszanie się, by On mógł wzrastać. To klucz do owocnej służby. „Ama nesciri” – podpowiada Tomasz à Kempis: „Umiłuj bycie nieznanym”.
Jan stoi w niebiańskim rankingu w jednym rzędzie z Mojżeszem, którego Biblia nazywa „najbardziej pokornym człowiekiem na ziemi”. Mówił o sobie: „Jestem jedynie głosem. Za mną idzie mocniejszy”.

Pamiętam, jak mój przyjaciel Adam Szewczyk rzucił: „Każdy chce być «naj»: najlepszy, najbardziej doceniony, najmądrzejszy. A stojący na granicy Starego i Nowego Przymierza prorok był aliteracją, odwróceniem tego słowa. Nie „naj” ale… „Jan”.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

  • Eugeniusz_Pomorze_
    05.01.2020 22:20
    3) Twierdzisz, że rodzice małego Wojtyły pochodzili z "bogatych rodzin", a bardzo szybko znalazłem w internecie takie oto informacje o "wspaniałym urodzeniu" dziadków Lolka:
    Kim byli dziadkowie Karola Wojtyły?
    21 stycznia 2018

    Feliks Kaczorowski, dziadek ze strony matki, urodził się 26 czerwca 1849 roku i był RYMARZEM. Najpierw pracował jako STANGRET u hrabiego Andrzeja Zamoyskiego, a po jego śmierci w 1874 roku, Feliks przeprowadził się do Białej, gdzie ożenił się z córką SZEWCA, Marią Anną z domu Scholz. Państwu Kaczorowskim urodziło im się dziewięcioro dzieci, w tym także Emilia, matka przyszłego papieża.

    Niestety Karol Wojtyła nie znał swoich dziadków ze strony matki – zmarli przed jego urodzeniem. Maciej Wojtyła, dziadek Karola ze strony ojca, urodził się w 1852 roku w Czańcu i po kilkunastu latach mieszkania w rodzinnej miejscowości przeprowadził się do Lipnika, który obecnie jest dzielnicą Bielska-Białej. W aktach parafialnych przy jego nazwisku widnieją adnotacje: „sartor ex Czaniec” (KRAWIEC z Czańca) i „agricola” (ROLNIK). Maciej ożenił się z Anną, córką PIEKARZA, która 18 lipca 1879 roku urodziła pierworodnego Karola. Ten właśnie pierworodny syn w 1920 roku został zaś ojcem Karola Józefa, przyszłego Papieża Jana Pawła II. Dziadek Karola Wojtyły zmarł 23 września 1923 roku w Lipniku, gdzie też został pochowany we wspólnym grobowcu z żoną Marią. Karol, przyszły papież, miał wówczas 3 lata i niestety nie zachował o nim wspomnienia...
    doceń 2
  • Eugeniusz_Pomorze_
    05.01.2020 22:37
    4) Czy zostaną Ś.P. Rodzice Karola Wojtyły uznani za błogosławionych tego nie wiem, ale nie musiałem się daleko rozglądać, by zrozumieć, że wbrew temu, co piszesz, byli przyzwoitymi co najmniej ludźmi, a pod wpływem różnych doświadczeń stawali się ludźmi coraz bardziej pobożnymi. Moje jednak zdanie nie ma tu znaczenia, znaczenie ma to, czy przeprowadzony będzie proces beatyfikacyjny, a jeśli tak się stanie, to jakie będą jego owoce. To wszystko się okaże prawdopodobnie za kilka lat, teraz za wcześnie jest o tym mówić, a już na pewno twierdzić, że: "życie małżeńskie Wojtyłów... ani (...) nie było wzorowe, ani też w przypadku matki nie miało wpływu na wychowanie przyszłego papieża."
    doceń 3
  • Eugeniusz_Pomorze_
    05.01.2020 22:49
    I na koniec informacja z eKAI z 24 października 2019... "Wiemy kiedy może ruszyć proces beatyfikacyjny rodziców Jana Pawła II"
    24 p
    Jeśli Stolica Apostolska wyrazi zgodę na rozpoczęcie procesu Karola seniora i Emilii Wojtyłów, może on ruszyć w maju, w 100. rocznicę urodzin papieża Polaka. Postulatorem procesu został kard. Stanisław Dziwisz.

    – Jan Paweł II będzie poprzez swoje teksty jakby jednym ze świadków tego procesu – mówi ks. dr Andrzej Scąber, delegat arcybiskupa krakowskiego ds. kanonizacji. Jego zdaniem, będzie to jeden z trudniejszych procesów, bo od śmierci rodziców papieża upłynęło wiele lat i trudno będzie dotrzeć do naocznych świadków życia tej rodziny. – Można zadać pytanie, dlaczego proces jest podejmowany tak późno. Niewątpliwie Janowi Pawłowi II było niezręcznie to robić i być sędzią niejako we własnej sprawie – wyjaśnia duchowny.

    – Opinia o świętości rodziców Jana Pawła II istnieje w archidiecezji, ale jeszcze mocniejsza jest poza nią m.in. w środowiskach polonijnych – dodaje, podkreślając, że rodzice stworzyli przyszłemu papieżowi dom, który go ukształtował.
    doceń 2
  • Eugeniusz_Pomorze_
    06.01.2020 07:27
    Były sobie trzy piękne krainy, a każdą z nich rządził dobry, mądry król, gdy tylko dowiedzieli się, że w małej bardzo ubogiej stajence narodził się od wieków zapowiadany Bóg mający zbawić cały ludzki ród, natychmiast wyruszyli w daleką podróż, by złożyć mu pokłon i prawdziwie królewskie dary. Gdy więc dotarli na miejsce, gdy serdecznie się przywitali z rodzicami malutkiego jeszcze Zbawiciela i ze wszystkimi Jego innymi obecnymi przyjaciółmi w stajni, złożyli Dziecku głęboki pokłon, a zaraz potem trzy wielkie dary - jeden złoto, drugi kadzidło, a trzeci mirrę. W ubogiej stajence zapanowała jeszcze większa radość! Była jednak inna kraina, gdzie mieszkał pewien wykształcony mędrzec. On nie był królem tej krainy, ale ponieważ dotarła i do niego wieść o narodzeniu przyszłego Zbawiciela, to i on postanowił się udać do ubogiej stajenki i choć nie był królem tej dalekiej krainy, w której mieszkał, to jednak od dawna siebie samego uważał za króla, a dokładniej za króla wiedzy wszelakiej. Udał się więc i on do stajenki, a gdy już dotarł do niej, to tam nie przywitał się z nikim, tylko od razu dał Maleńkiemu swój dar, a były to liczne donosy na wszystkich obecnych w grocie przyjaciół Nowonarodzonego. Ba! - Były też i nawet donosy na Józefa, świętego opiekuna małego Zbawcy, a na dodatek na najświętszą z ludzi Jego Matkę Maryję... Co było dalej nikt nie wie, bo wszyscy co ten "pokłon czwartego "króla"" zobaczyli, ze smutku po prostu... zaniemówili... :-((
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji