Nowy numer 43/2020 Archiwum

Pani Susza i „Cudowna podróż”

Czy nie wypadałoby uderzyć się najpierw we własne – szwedzkie piersi, zanim załomocze się w cudze – polskie?

Kiedy Olga Tokarczuk odbierała Nagrodę Nobla, występujący w imieniu Akademii Szwedzkiej Per Wästberg stwierdził, że pisarka odkrywa dzieje Polski jako kraju „posiadającego własną historię kolonializmu i antysemityzmu”. „Nie ucieka od niewygodnej prawdy, nawet pod groźbą śmierci”. Te słowa uzasadnienia literackiej nagrody wzbudziły pewien rezonans, echo dawniejszego sporu o słowa pisarki tak właśnie, przez pryzmat polskiego antysemityzmu i kolonializmu, oceniającej naszą tradycję. Powtórzenie tych słów przez wzmożonego moralnie szwedzkiego jurora nasunęło mi na myśl inną „niewygodną prawdę”: żaden naród nie odpowiada za bardziej niszczycielską politykę kolonialnego wyzysku niż Szwedzi wobec Rzeczypospolitej w czasach potopu (1655–1660) i drugiej wojny północnej (1700–1721). Destrukcja i cierpienia zadane wtedy na polskiej ziemi przez bitnych przodków Grety Thunberg nie miały sobie równych – aż do czasu nadejścia rodaków Goethego w 1939 r. Wykształcony na Uniwersytecie w Uppsali Per Wästberg powinien wiedzieć, że najcenniejsza część księgozbioru tej starej uczelni składa się z książek zrabowanych przez Szwedów w Polsce. I nie oddanych do dziś mimo zobowiązania wynikającego z pokoju oliwskiego z 1660 r. Znakomity członek noblowskiej Akademii mógłby się zastanowić nad tym, czy nie wypadałoby uderzyć się najpierw we własne – szwedzkie piersi, zanim załomocze się w cudze – polskie, mówiąc o zbrodniach kolonializmu (o antysemityzmie szwedzkim nie mówmy, najlepiej zapytajmy o tę kwestię Żydów).

Ale szwedzki juror się nie zastanowi, bo ma inną misję. Jej istotę streszczają słowa wypowiedziane dalej w jego laudacji na temat opus magnum Olgi Tokarczuk, czyli „Ksiąg Jakubowych”: „To nadzieja na Europę bez granic, na wiedzę. W opowieści o XVIII-wiecznej Polsce umieszcza paralelę wobec nazizmu i stalinizmu, a nawet współczesnych populistów, którzy historię widzą jak w »chłopięcych książkach«, czyli jako opowieść o bohaterach i zdrajcach”. Wyzwolić nas ze świata „chłopięcych książek”, dzięki którym uczymy się odróżniać bohaterów od zdrajców, cenić odwagę, współczuć słabszym, poznawać dobro i nazywać zło po imieniu. To jest misja, w której nie ma granic między narodami, ani samych narodów już nie ma. Pozostaje jedna zasadnicza, hierarchiczna różnica: między terapeutami (Wästberg, Tokarczuk), którzy mają prawo mówić „niewygodne prawdy”, a pacjentami, czyli nami, którzy mają pokornie te „prawdy” przyjmować i poddawać się leczeniu. Mamy się poddać lobotomii usuwającej „złą pamięć”, która sprzeciwia się jednak np. robieniu z historii Polski „paraleli wobec nazizmu i stalinizmu”. Akademicy szwedzcy i ich laureaci/laureatki stoją już nad nami w białych fartuchach, skalpel błyszczy w ich dłoniach.

Kiedy słuchałem słów szwedzkiego akademika, przyszła mi na myśl „książka chłopięca”, która najsilniej na mnie wpłynęła. Aż się zdziwiłem, że nie została teraz przypomniana. Za jej napisanie Selma Lagerlöf została wszak 110 lat temu pierwszą laureatką literackiej Nagrody Nobla. To „Cudowna podróż”. Samo streszczenie brzmi dziś przerażająco: opowieść o leniwym i nieposłusznym chłopcu, który nie chciał iść do kościoła na Mszę ani czytać Biblii, jak polecił mu ojciec, i został zamieniony za karę w karzełka. Przygarnięty przez stado dzikich gęsi, leci z nimi wokół całej niemal Szwecji, poznając stopniowo piękno swej ojczyzny i ucząc się kochać ludzi oraz zwierzęta. Są tam rzeczywiście groźni zdrajcy i bohaterowie. Jest grzech i jest kara. Jak we wzruszającej mnie do dziś centralnej w tej powieści „Historii o psie Karo i łosiu Szaraczku”. I jest tu pełno współczucia dla ludzi, miłosierdzia. Tego właśnie nie ma być w literaturze promowanej dziś przez Akademię Szwedzką. Dzisiejszy „czuły narrator” jest w istocie bezlitosny dla ludzi, dla swoich opornych pacjentów, którymi gardzi jak niedorozwiniętymi głupkami (Sarmaci z powieści naszej noblistki) albo których nienawidzi – jako „populistów”, „mężczyzn”, czytelników „chłopięcych książek”, wrogów „natury”.

O „Cudownej podróży” wspomniał ze wzruszeniem i wdzięcznością w swej noblowskiej mowie Czesław Miłosz, jeden z zauroczonych nią chłopców. Oldze Tokarczuk dopiero przy okazji bankietu u króla przypomniano, że trzeba wymienić też Selmę Lagerlöf – ale tylko jako kobietę, na pohybel mężczyznom. Chyba jej powieści nie czytała. Może powinna. Nie tylko tę, ale także drugie arcydzieło Szwedki: „Legendy Chrystusowe”. Przeczytajcie Państwo choć jedną z nich: „Studnię Trzech Mędrców”. To poruszająca wizja Suszy, która idzie przez spalony słońcem świat, przez Judeę, i chce jednego: dopilnować, by nie było już dla nikogo żywej wody. Pragnęła jeszcze wysuszyć studnię Trzech Mędrców, tych, których miłości nauczyło spotkanie ze Zbawicielem-Dzieciątkiem. „Widziała ona, że stara studnia dogorywa, i chciała mieć przyjemność patrzenia na to, jak kropla po kropli zamiera”. To chyba najzwięźlejsze określenie celu nowej, nagradzanej obecnie literatury: literatury Pani Suszy. Ale studnia nie wyschła.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama