Nowy numer 48/2020 Archiwum

Leczymy genami

Genetyka daje nam dzisiaj narzędzia, o których jeszcze kilka lat temu można było przeczytać tylko w powieściach fantastycznonaukowych. Dzisiaj możemy z nich korzystać – zarówno w sposób, który nie budzi wątpliwości etycznych, jak i w taki, który wzbudza przerażenie.

Pisząc o najnowszych osiągnięciach medycyny, siłą rzeczy często przedstawiamy wyniki eksperymentów na pojedynczych komórkach, ewentualnie na myszach. Bywa też tak, że opisujemy budzące ogromne wątpliwości etyczne eksperymenty, takie jak powstawanie komórek hybryd ludzko-zwierzęcych albo modyfikowanie genów u ludzkich zarodków. Tak było w zeszłym roku, kiedy Lulu i Nany, chińskim bliźniaczkom, usunięto z DNA gen CCR5, odpowiedzialny za wrażliwość na wirusa HIV. Zrobiono to wtedy, gdy dziewczynki były jeszcze embrionami. Twórcą tych „udoskonalonych zarodków”, które są dziś żywymi (miejmy nadzieję) dziećmi, był biofizyk He Jiankui. Ten zapadł się jednak pod ziemię, jest uwięziony lub schowany gdzieś przez chińskie władze, oficjalnie oburzone jego działaniami.

Potężne narzędzie

Genetyka daje nam dzisiaj rozmaite narzędzia. Jednym z nich jest skuteczna i prosta metoda edycji genów CRISP-R/Cas9, o której pisano w „Gościu” już wiele razy. Czym innym jest jednak – z punktu widzenia etyki, bo z punktu widzenia technik inżynierii genetycznej absolutnie nie – ingerowanie w zapis DNA zarodka ludzkiego, a czym innym w komórki macierzyste obecne w naszych ciałach przez całe życie. Komórki macierzyste pozostają – niezależnie od naszego wieku – w stanie niejako embrionalnym, zdolnym do rozwoju we wszelkie, lub w konkretne, typy tkanek. To z nich powstają non stop nasze złuszczające się statystycznie co dwa miesiące nabłonki jelitowe czy czerwone ciałka (erytrocyty) naszej krwi. Erytrocyty żyją około miesiąca i nawet nie mają dojrzałego jądra komórkowego. I choć ich rolą jest transport tlenu do komórki i transport dwutlenku węgla z komórki, bywa, że nie spełniają one swojego obowiązku. Jednym z takich schorzeń jest anemia sierpowata, która wynika z mutacji w jednym z genów. Ta zmiana powoduje, że powstaje hemoglobina z mniejszą zdolnością wiązania tlenu. Co gorsza, wadliwa hemoglobina skleja się, w wyniku czego powstają zdeformowane – sierpowate – krwinki. Skutkuje to ciągłym niedotlenieniem organizmu i strasznym bólem. Poza częstymi transfuzjami krwi i podawaniem leków przeciwbólowych do tej pory właściwie nic nie można było dla tych chorych zrobić.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się