Nowy numer 49/2020 Archiwum

Przesilenie wiary

„Świeckość” jako opozycja do chrześcijaństwa nie jest neutralnością – jest fałszywą religią.

Przed świętami mieliśmy pierwszą odsłonę nowej parlamentarnej tradycji, polegającej na obrażaniu się z powodu Bożego Narodzenia. A w istocie dlatego, że to narodzenie jest Boże, a nie jakiekolwiek inne. „Podmiotami obrażającymi się” byli niektórzy posłowie z KO i Lewicy. Wśród nich Klaudia Jachira, która wpadła w gniew, gdy otrzymała zaproszenie na tradycyjne spotkanie opłatkowe w Sejmie. „Nie obchodzę świąt katolickich. Jeżeli coś obchodzę, to przesilenie zimowe i cieszę się, że od 22.12 jest dłuższy dzień. Za wszystkie uroczystości w Sejmie, które nie mają charakteru świeckiego – podziękuję” – napisała na Twitterze.

I to jest bardzo znamienne. Kiedy człowiek przestaje czcić Stwórcę, zaczyna czcić stworzenie. Jeśli na przykład odrzuca święta Bożego Narodzenia, zaczyna świętować takie rzeczy jak „przesilenie zimowe”. Z tego samego powodu niektórzy próbują Wielkanoc nazywać „świętami wiosennymi”. Dzieje się to w zgodzie z zasadą, że w sercu człowieka wszystko, co nie jest Bogiem, może zająć Jego miejsce.

Tragikomiczne jest to, że osoby oddające hołd siłom natury, innym ludziom czy zwierzętom, są przekonane, że właśnie na tym polega świeckość. Nic podobnego – świętowanie rozmaitych „przesileń” to też religia, tylko prymitywna, wymodelowana na podobieństwo dawnych kultów pogańskich. Kult Słońca, święte byki, święte krowy, koty, psy, szakale, święte gaje, święte dęby, święte góry – to wszystko już było, i to bardzo dawno temu. Różnica jest taka, że ludzie, którzy kiedyś czcili te wszystkie rzeczy, w ten sposób po omacku szukali Boga. Oddając cześć siłom natury, w istocie wyrażali pragnienie Boga, które każdy człowiek nosi w sercu. Natomiast dzisiejsi miłośnicy „niezwyciężonego Słońca” czy amatorzy rozmaitych postrzyżyn i inni neopoganie robią potężny krok wstecz. Ideolodzy „świeckości” wyrzekają się Tego, pod którego skrzydłami wyrośli i który opromieniał ich życie. W zamian – bo zawsze musi być coś w zamian – wybierają złotego cielca. Kult własnego pomysłu, łatwy, prosty i przyjemny, który zastępuje Nieogarnionego. Bożka nie trzeba wypatrywać, ma się go pod ręką, zmieści się w kieszeni. Robię z nim, co chcę, w istocie jestem jego panem.

Takiego bożka można zrobić nawet ze świętych rzeczy. To dlatego, jak czytamy w Biblii, wierny Bogu król Ezechiasz „potłukł węża miedzianego, którego sporządził Mojżesz, ponieważ aż do tego czasu Izraelici składali mu ofiary kadzielne – nazywając go Nechusztan” (2 Krl 18,4). Niezwykłe: nawet ten znak, który zapowiadał Mesjasza, przy którym Bóg objawiał swoją moc, stał się dla ludzi bóstwem. To tak, jakby ktoś pomylił żłób z Dzieciątkiem. Zresztą właśnie to obserwujemy, bo czcicieli żłobu jest chyba na świecie najwięcej.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także