Nowy numer 04/2020 Archiwum

Wszystkie dzieci Miriam

W Izraelu najsilniejszą organizację pro-life założył Żyd ocalony z Holocaustu. Dostała błogosławieństwo głównych rabinów. Przeciwnicy atakują ją za nadmierną… „katolickość”. W ojczyźnie Jezusa z Nazaretu prawo aborcyjne należy do najbardziej liberalnych na świecie.

Nazwa tej organizacji brzmi EFRAT. Trudno byłoby chyba znaleźć lepsze słowo w tradycji żydowskiej dla Komitetu ds. Ratowania Żydowskich Dzieci. Od 1977 r. organizacja pomogła urodzić się kilkudziesięciu tysiącom dzieci zagrożonych wcześniej aborcją.

Samo życie

Dla studiujących mapę współczesnego Państwa Izrael Efrat to tylko nazwa (występująca również jako Efrata) jednego z osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu. Termin znany jest również z Biblii – w Księdze Micheasza wybrzmiewa proroctwo dotyczące Mesjasza: „A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności” (5,1).

Uważny czytelnik Pierwszej Księgi Kronik kojarzy zapewne kobietę o imieniu Efrata – żonę Kaleba, który ożenił się z nią w niewoli egipskiej. Jest jeszcze znaczenie, które spina klamrą wszystkie pozostałe: w jednym z midraszy jest mowa o tym, że Efrat oznacza… Miriam, siostrę Mojżesza i Aarona. To ona czuwała przy koszyku z sitowia, w którym znajdował się jej młodszy brat, znaleziony później przez córkę faraona. Oficjalna strona internetowa organizacji EFRAT powołuje się właśnie na to midraszowe odniesienie do Miriam: „Odważna kobieta, która osiągnęła najwyższy duchowy poziom proroctwa, Miriam otrzymała dodatkowe imię Efrat, które ma ten sam korzeń, co pru v’revu – aby zaludnić świat – w uznaniu jej bohaterskich działań w ratowaniu żydowskich dzieci przed unicestwieniem. Dzięki jej odwadze Żydzi nadal się rozmnażali, a naród żydowski przeżył”.

Tysiące Żydów rocznie

Organizacja zrodziła się w głowie i sercu Herschela Feigenbauma w latach 50. XX wieku. Był jednym z ocalałych z Holocaustu i bardzo chciał upamiętnić ponad 1,5 mln żydowskich dzieci, które nie dostały takiej szansy. Wiedział, że nie może być bardziej symbolicznego i zarazem konkretnego upamiętnienia zabitych dzieci niż ratowanie tych, których życie jest zagrożone. Ironią losu jest to, że we współczesnym Państwie Izrael, które samo musiało walczyć o przetrwanie, otoczone samymi wrogami, prawo aborcyjne stało się jednym z najbardziej liberalnych na świecie. W 1977 r., gdy EFRAT była już w pełni wykształconą organizacją, której stery dzierżył dr Eli Schussheim, chirurg, Kneset przegłosował ustawę, która dała kobietom niemal nieograniczone prawo do aborcji. Warunkiem było tylko zgłoszenie się przed komisję, która miała wydać „zezwolenie” po ustaleniu, czy spełnione są „warunki”, by aborcja była legalna. Teoretycznie nie było to prawo do aborcji na życzenie, ale w praktyce tak właśnie było to traktowane. Szef organizacji EFRAT przekonywał w prasie jeszcze w 2014 r., że realna liczba aborcji sięga nawet 40 tys. rocznie. Ale nawet oficjalne dane są przerażające. Według rządowej instytucji Central Bureau of Statistics w 2009 r. wykonano blisko 20 tys. aborcji. Od 2011 r. jest tendencja spadkowa. Trzymając się statystyk rządowych Państwa Izrael, można powiedzieć, że np. w 2016 r. liczba ta spadła o 34 proc. w stosunku do roku 1990. Co nie zmienia faktu, że problem jest nadal ogromny i budzi w Izraelu wielkie emocje.

Pro-life konkret

W 2013 r. głośno było najpierw o poparciu, jakiego organizacji EFRAT udzielili główni rabini Izraela – sefardyjski i aszkenazyjski – a następnie o wściekłej reakcji na to ze strony przywódcy religijnych syjonistów, rabina Binjamina Laua. Ten ostatni skrytykował dwóch pierwszych rabinów i wszystkich obrońców życia za „nieodpowiedzialny” język, jakiego używają. Lau zaatakował też EFRAT – jego zdaniem ta organizacja interpretuje zasady rabiniczne jak… „prawo katolickie”. Ostra krytyka rabina nie wzięła się znikąd: EFRAT miała otrzymać nagrodę Jeruzalem Prize za swoją działalność. Mówiono o uratowaniu 35 tys. żydowskich dzieci przed aborcją (Schussheim mówił w 2014 r. o 56 tys. szczęśliwych matek zdrowych dzieci). Przeciwników ruchów pro-life w Izraelu najbardziej boli właśnie ta skuteczność ich działalności: nie ogranicza się do wywieszania plakatów i organizacji pikiet czy wykładów. Oni idą znacznie dalej: kobietom, które chcą zabić nienarodzone dziecko np. z powodu trudnej sytuacji materialnej, obrońcy życia proponują comiesięczną zapomogę i zapewniają rzeczy potrzebne do pielęgnacji noworodka. Pomoc taka może być kontynuowana nawet przez dwa lata po urodzeniu dziecka. Około 3 tys. wolontariuszy EFRAT dostarcza matkom łóżeczka, wózki, kołyski oraz inne potrzebne dziecięce sprzęty. Matki dostają też wsparcie finansowe.

Judaizm podzielony

Biorąc pod uwagę fakt, że od lat 70. XX wieku przeprowadzono w Izraelu ponad milion legalnych aborcji, uratowanie blisko 60 tys. dzieci przez jedną organizację można uznać za niemałe osiągnięcie. Zwłaszcza w sytuacji, gdy przyzwolenie społeczne na aborcję jest bardzo duże. I nie wynika to z zasad judaizmu, tylko przeciwnie, z faktu, że większość współczesnych Żydów w Izraelu ma bardzo liberalne podejście do religii. Na tym tle dochodzi do największych spięć o aborcję. Rabini sefardyjski Szlomo Mosze Amar i aszkenazyjski Jona Metzger wezwali parę lat temu rabinów w całym kraju, aby w swoich kazaniach zdecydowanie opowiadali się za obroną dzieci nienarodzonych. Prasa nie miała dla nich litości. We wspólnym liście główni przywódcy judaizmu napisali, że wszystkim wiernym należy wpoić przekonanie o surowym zakazie aborcji. Jeszcze wcześniej główny rabinat Izraela przypomniał, że aborcja jest grzechem ciężkim, a zabicie nienarodzonego dziecka opóźnia przyjście Mesjasza, i powołał specjalny komitet, którego zadaniem jest lobbowanie na rzecz zmniejszenia liczby aborcji dokonywanych w kraju. W specjalnym oświadczeniu rabini podkreślali, że większość dokonywanych aborcji jest sprzeczna z kodeksem postępowania żydowskiej halachy (która dopuszcza aborcję w przypadku zagrożenia życia matki). Cytowali też fragment Księgi Rodzaju: „Jeśli kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego, bo człowiek został stworzony na wyobrażenie Boga”. Dla tych rabinów ten tekst jest potwierdzeniem tego, że dziecko nienarodzone ma godność osoby stworzonej na obraz i podobieństwo Boga.

Oczywiście istnieje wiele innych szkół i rabinów, którzy zupełnie inaczej podchodzą do tej kwestii. Część rabinów przekonuje, że zgodnie z judaizmem dusza łączy się z ciałem dopiero w chwili narodzin, a sam moment połączenia jest precyzyjnie określony: następuje wtedy, gdy główka dziecka wychodzi z kanału rodnego lub gdy ukazuje się połowa jego ciała. W takiej interpretacji płód nie jest jeszcze w pełni człowiekiem, a więc nie może być w pełni chroniony. To zróżnicowanie poglądów pokazuje, że nie tylko stosunek do religii współczesnych Żydów jest problemem, ale również wewnętrzne spięcia w judaizmie.

Eli Schussheim nie bawi się w dywagacje, czy to jest człowiek, czy „jeszcze nie”. Na portalu Breaking Israel News w 2014 r. napisał: „Jako syn ocalałego z Holokaustu poświęciłem swoje życie ratowaniu innych, praktykując przez ponad trzy dekady jako chirurg ogólny w największych szpitalach w Izraelu. Kiedy odkryłem, że tak wielu potencjalnych Izraelczyków zginęło na skutek aborcji, nie mogłem po prostu pozostać obserwatorem. W państwie żydowskim, w którym życie ma wielkie znaczenie, żadna matka nie powinna rezygnować z dziecka z powodu pieniędzy. Tu nie chodzi o opowiadanie się albo za prawem do życia, albo za prawem do wyboru; chodzi o odczuwanie bólu innej osoby, która krzyczy o pomoc, ale nie ma poczucia, że ktoś jej krzyku słucha. Chodzi o umożliwienie komuś wyboru tego, czego naprawdę chce”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders" i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. W „Gościu" od 2006 r. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem", wywiadu rzeki z ks. Markiem Dziewieckim „Psycholog w konfesjonale" oraz współautor zbioru reportaży z Bliskiego Wschodu „W drogę ze św. Pawłem". Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Syrii, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi, Wielkiej Brytanii i innych. Publikował m.in. w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus"), „Cywilizacji", Onet.pl. Jest również założycielem i właścicielem Wydawnictwa Niecałe (wydaje szeroko rozumianą literaturę faktu). Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, życiem Kościoła i teologią, a także fotografią, filmem, turystyką i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Bałkanów, a także związane z życiem Kościoła na świecie i nową ewangelizacją.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji