Nowy numer 15/2020 Archiwum

Oddział chorób wewnętrznych

Czytam nieustannie o zewnętrznych zagrożeniach, które mają rzekomo zniszczyć Kościół. „Nic z tego, co z zewnątrz wchodzi do człowieka, nie może uczynić go nieczystym”. Sami dla siebie jesteśmy zagrożeniem.

Odpowiedział im: „I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że NIC z tego, co z zewnątrz wchodzi do człowieka, nie może uczynić go nieczystym?”
Mk 7, 18

Czytam nieustannie o zewnętrznych zagrożeniach, które mają rzekomo zniszczyć Kościół. Często „zatroskani” podają je w niezwykle agresywnej formie. Niektórzy zbyt poważnie przejęli się dewizą, że „najlepszą obroną jest atak”.

Nie wierzę w to, że osoba, która ma pokój serca może napisać agresywny, atakujący innych komentarz. Zazwyczaj jest tak, że jeśli ktoś reaguje hejtem, szyderstwem i warczącymi wyrazami, ma problem sam ze sobą, a nie z rzeczywistością, którą kontestuje. To nie psychologiczne teoretyzowanie, ale bolesna prawda, którą przerobiłem wielokrotnie na własnej skórze.

Łatwo znaleźć sobie chłopca do bicia; kogoś, na kim odreagujesz frustrację. Łatwiej oskarżyć innych (uchodźców muzułmańskich, „heretyków” czy roznosicieli wirusa torontoblessingowego), trudniej zapłakać nad sobą i znaleźć źródło swego niepokoju czy zgorzknienia. To, co drażni cię u innych, jest lustrem pokazującym twe własne problemy i zranienia.

Jak mocno zabrzmiały słowa Benedykta XVI, który na pokładzie samolotu lecącego do Portugalii mówił przed dziewięciu laty: „Dzisiaj największe prześladowania Kościoła nie pochodzą z zewnątrz, ale z grzechów, jakie są wewnątrz jego samego”. Nie mówił tego w kontekście zewnętrznych zagrożeń. Mówił o skandalu pedofilii określając go jako „naprawdę przerażający”.

„Historia pokazuje jasno: jeśli chrześcijaństwo nie promieniuje, to nie dlatego, że napotyka w świecie opór, ale dlatego, że zabrakło mu gorliwości i świętości" – słowa Pierre’a Marie Delfieux, założyciela Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich zapamiętam do końca życia.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Zobacz także

  • CSOG
    18.12.2019 20:53
    Chłopcy od bicia, czyli oddział chorób zewnętrznych.
    Nie miałbym żadnego kłopotu żeby już jutro zginąć jak Jezus. Wystarczyłby bilet lotniczy do jednego z krajów w których chrześcijanie są prześladowani aż do śmierci. Kilka godzin lotu, kilka okrzyków na jakie do woli mogę sobie pozwolić podczas uwielbienia w murach mojego kościoła. Zapewne nie przybili by mnie do krzyża. Rozstrzelali, może ścieli. Ktoś, a był to zapewne albo o. Szustak, ks. Pawlukiewicz lub ktoś z biblistów, zwrócił moją uwagę na drobny szczegół, Czy ewangeliści bez powodu wielokrotnie zaznaczali do kogo mówi Jezus? Raz rozpoczynali: przemówił do tłumów, kiedy indziej: rzekł do swoich uczniów, jeszcze innym razem: pytali go faryzeusze a On im odpowiedział. Dlaczego wielokrotnie podkreślano do kogo Jezus adresuje konkretne słowa? Czy do tłumów krzyczał: Jesteście jak groby pobielane? Właśnie. Zdenerwował się. Niejeden raz. Uzdrowionym surowo zakazywał rozpowiadać o tym co im uczynił. Co oznacza surowo? Stanowczo, konkretnie, dobitnie. Kiedy Piotr próbował zaprzeczyć przepowiedni męczeńskiej śmierci, czy owo „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą(…) wypowiedział z czułością? Z szyderstwem z gniewem? Nie były to słowa agresywne i atakujące? Te groby pobielane to hejt? A jeśli czasami tak właśnie reagował, to miał problem ze sobą, a nie z rzeczywistością, którą kontestował? Być może tak. W końcu był stuprocentowym człowiekiem i wyłączając grzech, nic co ludzkie nie było Mu obce.
    To, co drażni mnie u innych, jest lustrem pokazującym moje własne problemy i zranienia. Tak. Jestem człowiekiem, mam problemy i zranienia. Widzę je w lustrze moich relacji z innymi. Staram się mieć ich jak najmniej, dokładam starań aby były jak najmniej toksyczne i zaraźliwe dla otoczenia. Wychodzi różnie, po ludzku ujmując.
    doceń 10
  • CSOG
    19.12.2019 12:23
    Nachalność. Czyli: Mili ludzie czy nowy człowiek?
    Czasami zachowanie Jezusa wydaje mi się dziwne. Po co On łaził rozpowiadając tą swoją naukę? Czy nie mógł osiąść w jednym miejscu w Nazarecie albo w Kafarnaum? I czekać na tłumy ciągnące do uzdrowiciela? Miał swoich zwolenników, uczniów, mogli oni sobie założyć kółko wzajemnej adoracji, różańcowe, albo jakiś lokalny kościółek. Każdy kto byłby zainteresowany mógłby przyjść do nich, dowiedzieć się co i jak. Pomodlili by się wspólnie w zaciszu, zaśpiewali jakiś hymn. Nie dość, że sam chodził zamiast siedzieć w miejscu, to jeszcze stwierdził robotników mało. I po co wysłał tego Pawła do pogan? Jakby nie przewidział, że wielu go nie przyjmie, przegoni, nie zechce posłuchać; wyśmieje wyszydzi.
    Albo, dlaczego wdawał się w dyskusję z faryzeuszami, znał ich serca, przejrzał zamiary. Śmiało mógł powiedzieć: Panom za dyskusję serdecznie dziękuję, wy wiecie swoje, ja swoje; po co mamy się nawzajem irytować? Na piersiach powiesić tabliczkę nie hejtuję, nie lubię i nie chcę być hejtowany. Nie. Pozwalał się pytać, odpowiadał twardo i nie zmieniał zdania. Fakt, kpiną i szyderstwem się nie posługiwał, szyderstwo to lekceważenie i pogarda. Był zbyt wielki, mądry i dobry aby ulec takiej słabości. Jednak ten hejt … Hejt to możliwe, że arcykapłan i uczeni chyba mogliby mu zarzucić. Oskarżał ich, ośmieszał często, a w ich oczach pewnie i poniżał. Lekceważył to, co wydawało im się święte: szabatu nie przestrzegał i co obraźliwe dla nich uznał się jego Panem, rąk przed posiłkiem nie obmywał, mar się dotykał i trędowatych, porządki robił w świątyni. Ile w tym zachowaniu hejtu i herezji mogli odczuć uczeni i kapłani? A co o nich, do nich wygadywał: plemię żmijowe, groby pobielane, obłudnicy. Oj niemiłe to były słowa. Czy wypływały z wewnętrznego niepokoju i zgorzknienia?
    A jak to było w drugą stronę? Jeszcze gorzej. Na samym początku kuzynostwo uznało, że On odchodzi od zmysłów. Jak by to dzisiejsi powiedzieli zgłupiał, zwariował, postradał zmysły. Raz jak mu rozwścieczeni nawrzucali to musiał się salwować ucieczką, żeby go zbyt wcześnie nie ukamienowali, bo nie tak miało być. Jakie tam musiały padać słowa? A za co to, strażnik podczas pseudoprocesu politycznego i samosądu Go spoliczkował? Bo się niegrzecznie odezwał do Arcykapłana. Więc nawet nie ostre słowa, ale nawet rękoczyny. Nawet biczowanie, nawet krzyż.
    A dziś, co niektórzy to chcieliby mieć lepiej od Boga.
    Oczywiście przyjmować szyderstwa i topić je w sobie, nie szydzić.
    P.S. Tak mnie ten temat wciągnął, że aż postanowiłem odświeżyć sobie fragment książki CS Levisa „Chrześcijaństwo po prostu”. Tytuł rozdziału: Mili ludzie czy nowy człowiek.
  • Lucjan_Biel
    19.12.2019 13:45
    Lucjan_Biel
    Ks. prof. Andrzej Kobyliński o odejściach księży i zakonników:
    "Drugi czynnik, to pewien globalny zamęt w Kościele katolickim. To się łączy z pontyfikatem papieża Franciszka, z reformą Kościoła, z procesem decentralizacji i synodalizacji Kościoła. To prowadzi do dezorientacji księży katolickich w Polsce. Księża przestają jasno widzieć, czego mają się trzymać, jakich prawd mają nauczać, co mówić w kazaniach i w konfesjonałach. Ten zamęt ideowy sprawia, że słabnie tożsamość księży katolickich, to prowadzi do kryzysów wewnętrznych".
    Od kilkunastu lat co roku 200 - 300 księży i zakonników porzuca stan kapłański i zakonny.
    Prawdziwy oddział choroby wewnętrznej.
    doceń 5
  • CSOG
    19.12.2019 14:49
    Inside within - znaczy wewnątrz.
    Nie odmawiam słuszności Benedyktowi XVI, „Dzisiaj największe prześladowania Kościoła nie pochodzą z zewnątrz, ale z grzechów, jakie są wewnątrz jego samego”. Mogę jednak przyznając słuszność zapytać o kontekst? Inaczej to zrozumiem czytając w polskiej katolickiej prasie, nieco inaczej dotrze do mnie w Pakistanie, Egipcie, w dzielnicy ultra ortodoksyjnych Żydów w Jerozolimie. Być może kluczem jest wyraz „największe”?
    Byłem już w wieku dobrze, a nawet mocno dojrzałym, kiedy dotarła do mnie pewna olśniewająca myśl. Stałem na chórze uczestnicząc w skupieniu w mszy świętej. Moment aktu pokuty. Moja wina, moja wina … Tak to prawda. Jednak tego dnia po raz pierwszy widziałem świadomie z góry tłum ludzi bijących się w piersi. Dostrzegłem Kościół grzeszników. Nie tylko moja wina. Każdy z nich mówił moja wina. Wielu z nich niedługo potem, podejdzie przyjąć eucharystyczny chleb. Jeszcze do niedawna, kiedy mi kto wyrządził krzywdę, miałem ochotę zapytać: A w niedzielę, w kościółku to jest się dobrym i grzecznym, a tutaj teraz co? Nie, to nie tak! Wszelkie zło pochodzi z wnętrza nas. Każdy jest grzesznikiem i każdy w swoim stopniu i zakresie dokłada się do sumy grzechów tego Kościoła i świata. Czasami, czasami myślimy o tym, że święci to ci co mniej grzeszą. Niedawno usłyszałem od księdza humorek: Mała dziewczynka pyta mamę: Mamo a ksiądz to siusia? –Tak dziecko, ale troszkę mniej. Rozumiesz?
    Wszyscy próbujemy i staramy się siusiać troszkę mniej. I Bogu musi to wystarczyć, bo nic lepszego dla Niego nie mamy.
    Zderzenie z Bożą rzeczywistością przeraża nas. Być może dlatego przed narodzeniem Jezusa tak często słyszymy Nie bój się! Nie bój się Zachariaszu! Nie bój się, Maryjo! Józefie, synu Dawida, nie bój się! Nie bój się Marcinie! Bóg zdaje się wołać: Nie bójcie się mnie! Może o Niego też nie trzeba się bać? Może nie trzeba bać się o Jego Kościół? Bo jeśli Duch Święty zstąpił na Kościół, to moc Najwyższego osłoni ten Kościół.
    O siebie się zatroszczyć słuszna rzecz. O swoją duszę i sumienie. Bo to zanim się siły zła z Kościołem uporają (albo i nie uporają, a raczej na pewno nie) to przyjdzie nam stanąć w prawdzie i zdać sprawę. I nie o ratowanie Kościoła będą nas pytać, lecz o ratowanie własnej duszy.
    doceń 2
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji