Nowy numer 43/2020 Archiwum

Kiedy mniej znaczy więcej?

Nadmiar bodźców, reklam, hałasu i emocji przed świętami to niestety norma w wielu miejscach. Czy bożonarodzeniowy minimalizm jest możliwy?

Czas przed świętami to – poza przyjemnymi chwilami przygotowań – nieustająca walka z zalewającymi nas z każdej strony gadżetami. Są przedmioty, ozdoby, smaki, promocje i wyjątkowe okazje, których trudno nie zauważyć. Na początku jest to może nawet przyjemne, bo centra handlowe są ładnie udekorowane, a z głośników sączą się okołoświąteczne hity, ale im bliżej Bożego Narodzenia, tym trudniej znieść gonitwę i zagubienie wśród zalewających nas propozycji. Jak się w tym odnaleźć i nie wpaść w wir kupowania „niezbędnie” potrzebnych rzeczy?

Prezenty

Tworzenie corocznej listy „co kto komu i w jakiej cenie” może doprowadzić do lekkiego zniechęcenia. Konsultowanie z całą rodziną zakupów z jednej strony jest dość praktyczne, bo nie wydaje się pieniędzy na rzeczy nietrafione, z drugiej całkowicie odziera podarunki z tajemnicy. Nie ma już niespodzianki, zaskoczenia, poczucia, że ktoś pomyślał o tym, co sprawi mi przyjemność, czego potrzebuję lub o czym marzę. Trochę to smutne. Nawet dzieci pytane przez rodziców, co chciałyby dostać, potrafią wymienić konkretne przedmioty konkretnych marek. Pewnie dzieje się tak na skutek oglądania reklam w telewizji czy przyglądania się temu, co mają koleżanki i koledzy. Czy to nie jest droga na skróty? W efekcie dzieci dostają mnóstwo przedmiotów, których liczba przytłacza i nie pozwala zapamiętać tego jedynego, wyczekiwanego prezentu. Podobnie jest z dorosłymi.

Jak temu zaradzić i sprawić, aby „mniej” wcale nie oznaczało „gorzej”? Dobrym pomysłem jest ustalenie w przypadku prezentów dla dzieci kategorii, z których osoby chcące obdarować nasze pociechy będą mogły coś wybrać. Mogą to być np. prezenty wyzwalające kreatywność (kredki, farby, akcesoria do wyrobu biżuterii, narzędzia czy maszyna do szycia), zabawki edukacyjne (gry, książki, eksperymenty), ubrania.

Kolejnym pomysłem jest pokazanie dzieciom, że nie tylko przedmioty mogą być prezentem. Wspólne wyjście do kina, teatru, na musical, koncert, do kina, do parku zabaw czy na ciekawe warsztaty to bardzo wartościowe podarunki dla obu stron. Pozwalają zachować wspomnienia na długi czas. To o wiele ważniejsze niż kolekcjonowanie kolejnych przedmiotów, które z czasem stają się coraz mniej atrakcyjne.

Takie niematerialne podarunki mogą też uwolnić od zalewającej nas zewsząd fali plastiku. Dotyczy to szczególnie zabawek. Czasem jedna droższa zabawka (na którą składa się kilka osób) może okazać się bardziej wartościowa i zapadająca w pamięć niż kilka takich, które szybko stracą swoją niezwykłość. Warto też sprawić najbliższym prezenty robione przez nas samych. Jeśli masz jakieś talenty i umiejętności, nie wahaj się ich użyć. W tym wyjątkowym czasie dobrze też pokazać dzieciom, że ważne jest nie tylko dostawanie prezentów, ale też ich dawanie.

Ozdoby

Kiedy tylko ze sklepowych półek znikają znicze, ich miejsce natychmiast zajmują ozdoby świąteczne. Trudno się oprzeć temu „bogactwu”. Jednak zachęcam do umiaru także w tej materii. W domu podczas świąt musi pozostać trochę przestrzeni na to, abyśmy mogli spokojnie wypocząć. Wśród migających, a co gorsza grających ozdób będzie nam trudno delektować się cichą nocą. Większość plastikowych ozdób jest tandetna. Znam wiele rodzin, które mają swoje tradycje dotyczące ubierania choinki czy przystrajania domu. Czasem są to zabawki robione co roku przez dzieci, czasem dokupuje się tylko jedną, wyjątkową ozdobę albo wiesza te pamiątkowe z lat poprzednich. Radością są też ozdoby jadalne, które potem można ukradkiem zjadać wprost z choinki. Jeśli chcemy już koniecznie kupić coś nowego, możemy wybrać się na różnego rodzaju jarmarki czy kiermasze, gdzie odnajdziemy naprawdę niezwykłe i unikatowe rzeczy.

Do rozważenia jest wykonanie naturalnych ozdób świątecznych. Mogą to być stroiki, podłaźniczki, słomiane pająki do wnętrza, a także ozdobne kompozycje z gałązek na zewnątrz. Można też oszczędniej oświetlać obejścia. Prześciganie się z sąsiadem na większą liczbę lampek zewnętrznych nikomu nie jest potrzebne.

Marnowanie jedzenia

Tradycja dwunastu dań dziś nabiera trochę innego wymiaru w obliczu tego, ile wyrzucamy jedzenia każdego roku. Warto o tym pamiętać, planując świąteczne menu. Przede wszystkim należy kupić tyle jedzenia, ile wykorzysta się do przygotowania dań. Jeśli co roku zostaje niezjedzony któryś ze specjałów, może to czas, aby z niego zrezygnować lub zrobić go w mniejszej ilości? Wynoszone z domu receptury nie zawsze smakują wszystkim domownikom, czasem warto je zamienić na inne lub całkowicie z nich zrezygnować. Przed przystąpieniem do kulinarnego szaleństwa najlepiej wszystko zaplanować, podzielić się z kimś ich przygotowaniem i zrobić listę zakupów. Pomocna jest też świadomość, że święta trwają tylko trzy dni. Potem zapasy można uzupełnić, bo sklepy są znowu otwarte. Tymczasem obserwując przedświąteczne kosze zakupowe, można odnieść wrażenie, że zapasy są gromadzone przez niektórych na najbliższe dwa tygodnie.

Mniejsza ilość jedzenia to nie tylko oszczędność pieniędzy, ale też naszego zdrowia i energii. Dobrze jest czasami odpuścić pieczenie kolejnego ciasta, za to porządnie się wyspać i wypocząć, wykorzystać ten czas przedświąteczny na rozmowę z bliskimi czy spotkanie z dawno niewidzianymi przyjaciółmi.

Wartość i trwałe wspomnienia pozostawiają nie tylko smaki i zapachy, ale też wspólne przygotowywanie dań. Z czasem małoletni początkujący pomocnicy stają się mistrzami od lepienia uszek czy ucierania piernika. Satysfakcja z przekazywanych umiejętności przynosi prawdziwą radość. Do dziś pamiętam pieczenie i lepienie uszek z mamą czasem do drugiej w nocy. W pamięci zostały mi nawet piosenki sączące się wtedy cicho z radia. Mimo zmęczenia zawsze towarzyszyła nam radość, bliskość i wspólny, tylko nasz czas. Życzę wam go jak najwięcej wśród kochanych osób. W tym przypadku nie trzeba się ograniczać i dążyć do minimalizmu.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Anna Leszczyńska-Rożek

Redaktorka działu „4 strony kobiety"

Absolwentka muzykologii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Współzałożycielka Stowarzyszenia Śląska Kawiarnia Naukowa, w którym koordynowała projekty „Cztery żywioły" (cykl zajęć dla dzieci w gorszej sytuacji materialno-rodzinnej), wystawę fotografii naukowej „Mikro-Makro. Skale wszechświata" i cykliczne spotkania Śląskiej Kawiarni Naukowej w Katowicach. Autorka tekstów w miesięczniku „Mały Gość Niedzielny". Od 2018 r. w „Gościu Niedzielnym" prowadzi dział Cztery Strony Kobiety. Mama bliźniąt i żona Tomasza. Gra na skrzypcach w zespole Dobre Ludzie. Żegluje, eksperymentuje w kuchni, a od czasu do czasu wyrusza do dalekich krajów (m.in. Uganda, Islandia i Indie), by poznawać nowych ludzi, smaki, zapachy i miejsca.

Kontakt:
Więcej artykułów Anny Leszczyńskiej-Rożek

Zobacz także