Nowy numer 03/2020 Archiwum

Złota odyseja

Relokacja z Anglii do Polski 100 ton złota to okazja do przypomnienia losów złotego depozytu Banku Polskiego SA wywiezionego z Polski we wrześniu 1939 r. Być może w transporcie, który teraz dotarł do kraju, są także sztabki z tamtej „złotej odysei”.

Kiedy zaczęła się wojna, w skarbcach Banku Polskiego było blisko 80 ton złota w różnej postaci: sztab i monet rozmaitego pochodzenia oraz próby. Nie była to cała polska rezerwa tego kruszcu. Blisko 20 ton zdeponowano we Francji, Anglii, Szwajcarii i Stanach Zjednoczonych. Zasoby krajowe Banku Polskiego znajdowały się nie tylko w Warszawie, ale i w oddziałach w Brześciu, Lublinie, Siedlcach i Zamościu.

Ewakuacja na Wschód

Decyzję o ewakuacji złota podjął płk Adam Koc, w przeszłości wiceminister skarbu i prezes Banku Polskiego SA. Był ważną postacią tamtej doby. Należał do legionowej elity, która od 1926 r. rządziła Polską. Stał na czele Obozu Zjednoczenia Narodowego (OZN) – organizacji, która miała stworzyć zaplecze społeczne dla sanacji poszukującej po śmierci Piłsudskiego sposobów legalizacji swej władzy. Złoto miało być przewiezione na Wschód, aby nie wpadło w ręce Niemców. Na kolejnym etapie Kocowi pomagał płk Ignacy Matuszewski, postać wybitna, choć niestety zapomniana. Był szefem wywiadu wojskowego w czasie wojny z bolszewikami w 1920 r., później dyplomatą i ministrem skarbu. Trafnie przeczuwał zagrożenie ze strony III Rzeszy i Związku Sowieckiego. Już w 1938 r. chciał, aby wojsko poczyniło dodatkowy zakup przed wojną, która jego zdaniem była nieuchronna. W niebezpiecznej wyprawie jesienią 1939 r. towarzyszyła mu żona – Helena Konopacka, znana lekkoatletka, która zdobyła dla Polski pierwszy złoty medal na olimpiadzie w Amsterdamie. Wspierał ich w tej akcji mjr Henryk Floyar-Rajchman, także były legionista, później zawodowy wojskowy, a w końcu minister przemysłu i handlu.

4 września 15 ton złota na rozkaz Koca, który był wtedy odpowiedzialny za sprawy finansowe w Sztabie Generalnym, wywieziono do Brześcia autobusami Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. Drugi transport dzień później wyjechał do Łucka. Tam pieczę nad konwojem Koc przekazał Matuszewskiemu. On wspólnie z Rajchmanem opracował trasę, która miała doprowadzić konwój do jednego z rumuńskich portów. Zmierzając w stronę Rumunii, pierwsza z kolumn dotarła do Dubna na Wołyniu. Wkrótce dojechały tam samochody ze złotem transportowanym z innych oddziałów Banku. W Dubnie zdecydowano, aby 3,8 t złota zostawić w kraju i przekazać do dyspozycji rządu. Pozostała część, ponad 70 ton, ruszyła w stronę Śniatyna położonego nieopodal granicy z Rumunią. Pomimo różnych niebezpieczeństw, bombardowania dróg i torów kolejowych transport dotarł 12 września do miasta. W tajemnicy złoto załadowano na wagony kolejowe, które zabezpieczono i których pilnie strzeżono. Od Łucka do Śniatyna kolumnę prowadził Rajchman, później dowodzenie przejął Matuszewski.

Złoty pociąg

W nocy z 13 na 14 września złoto załadowano do 9 wagonów towarowych, pociąg przekroczył granicę i ruszył w kierunku portu w Konstancy nad Morzem Czarnym. Stamtąd zamierzano przetransportować je statkami do Francji. Niemcy wiedzieli, że przez Rumunię przejeżdża pociąg z polskim złotem, dlatego ambasada III Rzeszy w Bukareszcie zażądała jego zatrzymania i wydania złota. Niemiecki ambasador Wilhelm Fabricius argumentował, że złoto jest „materiałem wojennym” i Rumunia – jeśli nie chce się narazić na zarzut złamania neutralności – powinna je natychmiast oddać Berlinowi. Rumunia w okresie międzywojennym była lojalnym sojusznikiem Polski i choć później związała się sojuszem wojskowym z państwami Osi, w tym momencie odmówiła spełnienia niemieckich żądań. Minister spraw zagranicznych Królestwa Rumunii Grigore Gafencu, zwolennik sojuszu z Polską, udał, że nic nie wie o „złotym pociągu”. Obiecał interwencję po rozeznaniu sprawy. Ta zwłoka umożliwiła pociągowi dotarcie do celu, a interwencja dyplomacji brytyjskiej rozwiała wszelkie wątpliwości Rumunów.

W Konstancy złoto zostało przeładowane na mały brytyjski tankowiec „Eocene”, który 15 września wypłynął z ładunkiem mieszczącym się w 1208 niewielkich skrzynkach w stronę Stambułu. Następnie koleją, przez Syrię, konwój trafił do Bejrutu. Dotarł tam 28 września. Stamtąd na pokładzie francuskich okrętów złoto popłynęło do Francji. Blisko 4 tony ukryto w Rumunii do dyspozycji polskiego rządu.

Na Czarny Ląd

Na początku października 1939 r. złoto trafiło do miejscowości Nevers nad Loarą w środkowej Francji. Zdeponowano je w skarbcu tamtejszego oddziału Banku Francji. Było tam bezpieczne zaledwie kilka miesięcy. W maju 1940 r. Niemcy uderzyły na Francję i w błyskawicznej wojnie rozbiły jej armię. Część depozytów udało się polskiemu rządowi wysłać do Wielkiej Brytanii, ale w Nevers pozostały 62 tony złota. Część wyjechała stamtąd pociągiem wiozącym złoto belgijskie oraz luksemburskie i trafiła do portu Lorient w Bretanii. Stamtąd złoto miało popłynąć do francuskich kolonii w Afryce, które wydawały się bezpiecznym miejscem. 16 czerwca 1940 r., kiedy Francuzi przygotowywali się do podpisania kapitulacji, polskie złoto załadowano na francuski krążownik „Victor Schölcher”. Towarzyszył mu już tylko dyrektor warszawskiego oddziału Banku Polskiego Stefan Michalski. Po kilku dniach, w końcu czerwca 1940 r., okręt dopłynął do Casablanki w Maroku, skąd złoto wyekspediowano najpierw do Dakaru, a później 800 km w głąb afrykańskiego lądu. Ostatecznie zostało złożone w budynku administracyjnym przy dworcu kolejowym miasteczka Kayes (wówczas Sahara Francuska, obecnie Republika Mali). Nie było to bezpieczne miejsce. Władzę nad tą częścią Afryki sprawował rząd Vichy, współpracujący z Niemcami, którzy o złocie sprzątniętym im sprzed nosa nie zapomnieli. Na wszelki wypadek władze polskie złożyły pozew przeciwko Bankowi Francji na terenie Stanów Zjednoczonych, gdzie chronione było także francuskie złoto. Chodziło o to, aby zagrozić Francuzom, że w przypadku wydania Niemcom polskiego złota stracą depozyt o wartości 65 mln dolarów w Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku. Rząd marszałka Petaina wyroku amerykańskiego sądu nie uznał, ale złota Niemcom nie wydał. Sytuacja zmieniła się dopiero, gdy kontrolę nad tym terenem w 1943 r. przejął Francuski Komitet Narodowy gen. Charles’a de Gaulle’a. Po kilku miesiącach zwłoki i rozmów Wolni Francuzi zawarli w październiku 1943 r. układ z rządem gen. Sikorskiego, zobowiązując się do zwrotu złota. Wskutek tego w marcu 1944 r. sąd w Nowym Jorku zniósł areszt złota Banku Francji.

W styczniu 1944 r. w Dakarze skrzynie ze złotem znów znalazły się pod polską kontrolą. Załadowane na pokłady kilku amerykańskich okrętów wojennych w listopadzie 1944 r. trafiły do skarbca Rezerwy Federalnej na Manhattanie, do Banku Anglii w Londynie oraz do Banku Kanady w Ottawie. Jeszcze w trakcie wojny część środków Bank Polski SA sprzedał polskiemu rządowi z przeznaczeniem na sfinansowanie celów wojennych. Bank przeznaczył na ten cel złoto o wartości 41,9 mln zł.

Po wojnie rząd na uchodźstwie opublikował raport o zasobach złota. Depozyt Banku Polskiego został oszacowany na 67 ton kruszcu, ulokowanego w bankach w Nowym Jorku, Ottawie, Londynie i Bukareszcie. Cztery tony złota pozostawionego w Dubnie i przewiezionego później do Rumunii spoczywały wciąż w tamtejszym skarbcu bankowym. Ta część depozytu Banku Polskiego SA została przejęta przez władze komunistyczne w 1947 r. i jako jedyna fizycznie wróciła do kraju.

Pytania pozostały

A co stało się ze złotem po wojnie? 11 ton arbitralnie zatrzymała Wielka Brytania jako pokrycie kosztów poniesionych podczas wojny na sfinansowanie polskich potrzeb cywilnych. Jednak żadnych szczegółów rachunku nie przedstawiono, a dokumentacja w tej sprawie jest utajniona do 2024 r. Jak pisze Zygmunt Karpiński, powstaniec wielkopolski i bankowiec, który we wrześniu 1939 r. otrzymał pełnomocnictwo do jednoosobowego dysponowania zapasami złota będącymi w posiadaniu Banku Polskiego, zostało ono po wojnie sprzedane przez komunistyczne władze. Transakcji dokonywano w światowych centrach finansowych lub pod zastaw tego złota brano pożyczki na rynkach międzynarodowych. Zdobyte w ten sposób środki zostały przeznaczone na odbudowę kraju. Część przekazano na spłaty zobowiązań wobec wywłaszczanych w wyniku nacjonalizacji zagranicznych firm. Z dostępnej dokumentacji wynika jednak, że w ten sposób spożytkowano zaledwie część majątku, który udało się ocalić w czasie wojny.

Zapytałem rzecznika NBP Macieja Antesa, czy w złocie właśnie przywiezionym do Polski mogą się znajdować także sztabki wywiezione we wrześniu 1939 r. – Prezes Adam Glapiński tego nie wykluczył – stwierdził rzecznik. – Wymaga to jednak sprawdzenia całej dokumentacji – dodał. Jedno nie ulega wątpliwości. Wyczyn ludzi, którzy we wrześniu 1939 r. uratowali polskie złoto, powinien zostać w narodowej pamięci. Dowodzi tego, że nawet w najtragiczniejszej godzinie dziejowej można wiele uratować.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji