Nowy numer 42/2020 Archiwum

Przedostatni

Kończy się proces jednego z ostatnich nieosądzonych dotąd członków plutonu specjalnego, który 16 grudnia 1981 r. zmasakrował górników z kopalni „Wujek”. Czy Romanowi S. zostanie udowodniony współudział w tej zbrodni?

Sąd Apelacyjny 24 czerwca 2008 r. utrzymał w mocy wyrok Sądu Okręgowego w Katowicach, skazujący funkcjonariuszy plutonu specjalnego Pułku Manewrowego KW MO w Katowicach, którzy strzelali do górników w czasie pacyfikacji kopalni „Wujek”. Najwyższy wyrok otrzymał jego dowódca, sierżant Romuald Cieślak – 6 lat więzienia. 13 jego podwładnym wymierzono kary od 3,5 roku do 4 lat więzienia. Przed sądem nie udało się jednak postawić dwóch członków plutonu: Romana S. i Jana P. Obaj wyjechali do RFN. Roman S., który ma obecnie 62 lata, zrzekł się polskiego obywatelstwa i przyjął niemieckie. Zmienił także nazwisko, przyjmując nazwisko teścia. W kraju został jego brat Edmund R., który służył w tej samej jednostce jako dowódca drużyny. Został oskarżony o strzelanie do górników i skazany. Zmarł dzień po tym, jak otrzymał wezwanie, aby stawić się w więzieniu i odbyć karę 3,5 roku pozbawienia wolności.

Romanowi S. długo udawało się uniknąć odpowiedzialności, mimo że był za nim rozesłany list gończy. W 2013 r. niemiecki sąd odmówił jego wydania, dowodząc, że sprawa się przedawniła. Wpadł dopiero w maju br. podczas drogowej kontroli granicznej w Chorwacji, gdzie jechał na wakacje. Został zatrzymany na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania i 6 czerwca trafił do Polski. W Katowicach usłyszał zarzut, który postawił mu prokurator IPN Dariusz Psiuk, o to, że 16 grudnia 1981 r. strzelał na kopalni „Wujek” w stronę górników, „narażając ich na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszczerbku na zdrowiu”. Jego proces zaczął się we wrześniu.

Poza krajem nadal jest Jan P., który w procesie Romana S. miał być przesłuchany jako świadek, ale nie stawił się w sądzie. Był ścigany listem gończym, ale jego sprawę prokuratura w Dortmundzie umorzyła w maju 1995 r. Wtedy Sąd Okręgowy w Katowicach odmówił pionowi ścigania IPN wydania Europejskiego Nakazu Aresztowania, co skutkowało umorzeniem także w Polsce postępowania. Jednak na skutek zażalenia dwóch córek górników z „Wujka” – jednego zastrzelonego, drugiego rannego – postępowanie wznowiono.

Nikt nie strzelał?

19 listopada na kolejną rozprawę Roman S. został doprowadzony z Aresztu Śledczego w Katowicach. Zachowywał się spokojnie, był uśmiechnięty, puszczał oko do kolegów oraz bliskich. Zeznawali jego koledzy z plutonu, z którymi brał udział w pacyfikacji kopalni „Wujek”. Henryk H. i Maciej Sz. występowali teraz jako świadkowie, ale kilka lat temu zostali prawomocnie skazani na 3,5 roku więzienia. Dzisiaj, podobnie jak wtedy, nie przyznają się do winy. Kto więc zabił górników? Tego nie wiedzą. Jak mówią, słychać było wiele strzałów, teren był zadymiony, panował chaos, a oni byli w wielkim stresie. Na bardziej szczegółowe pytania nie odpowiadają. Zasłaniają się niepamięcią i upływem wielu lat. Z ich zeznań wyłaniał się absurdalny obraz wydarzeń. Otóż 16 grudnia 1981 r. zostali poderwani do kolejnej akcji pacyfikacyjnej, wcześniej brali udział w rozbiciu strajków na kopalni „Manifest Lipcowy” w Jastrzębiu oraz na kopalni „Staszic” w Katowicach. Nikt ich rzekomo nie informował, jaki jest cel operacji ani nawet dokąd jadą. Pobrali jednak z magazynu broń oraz amunicję. Na miejscu nikt im nie wyznaczał żadnych zadań. Ktoś ich wprowadził na teren kopalni, szwendali się po różnych miejscach, gdzie byli atakowani przez górników, a później wyszli stamtąd, nie używając broni. Nikt nimi nie dowodził, od nikogo nie otrzymywali rozkazów, nikt niczego od nich nie oczekiwał. Po akcji nikt z nimi na ten temat nie rozmawiał. Także między sobą o tym nie rozmawiali, jakby tego dnia nie wydarzyło się nic szczególnego.

„Dla dobra sprawy”

Jednym z istotnych dowodów zgromadzonych w poprzednim śledztwie są raporty o użyciu broni w czasie pacyfikacji kopalni. Osobiście podpisał je każdy członek plutonu specjalnego, zaznaczając ilość zużytej amunicji. Obaj świadkowie, a także Roman S., nie zaprzeczają, że takie raporty podpisali. Dowodzą jednak, że są one fałszywe. Rzekomo podpisali je, gdyż „uznali, że tak będzie lepiej”. W istocie jednak – twierdzą – nie strzelali, nie było ich w miejscach, skąd miały paść strzały, nie byli zagrożeni bezpośrednim atakiem ze strony górników, a więc nie musieli chronić życia. Henryk H. zeznał, że podpisał się pod nieprawdziwym rzekomo oświadczeniem o użyciu broni „dla dobra sprawy”. Jednocześnie dodał, że uczynił to dobrowolnie, choć na polecenie oskarżonego Romana S. Ten z kolei natychmiast złożył oświadczenie, że nie była to jego inicjatywa, ale rozkaz wydany mu przez dowódcę plutonu specjalnego. Podobnie zeznawał Michał S., określając swoje działania jako „akt solidarności” z tymi, którzy raport podpisali wcześniej.

Słuchając tego, miałem wrażenie, że zmowa milczenia byłych funkcjonariuszy trwa nadal. Zaprezentowana przez nich wersja była kompletnie niewiarygodna. W każdym państwie, zwłaszcza komunistycznym, rozliczanie amunicji w jednostkach wojskowych i policyjnych podlega ścisłej ewidencji. Nie było także potrzeby tworzenia fikcyjnej dokumentacji. Prokuratura Garnizonowa w Gliwicach, prowadząca w 1982 r. śledztwo w sprawie „Wujka”, zajmowała się głównie zacieraniem śladów, a nie wyjaśnianiem czegokolwiek.

„Raport taterników”

Zdaniem prokuratora Psiuka jednym z kluczowych dowodów świadczących o winie Romana S. jest tzw. raport taterników. Napisało go trzech alpinistów (Jacek Jaworski, Ryszard Szafirski i Janusz Hierzyk), szkolących w lutym i marcu 1982 r. w Tatrach tych funkcjonariuszy. Podczas wspinaczek i wieczornych libacji zomowcy zwierzali się im ze swych przeżyć na kopalni „Wujek”. Ze szczegółami opowiadali, w jakich okolicznościach doszło do masakry i kto strzelał. Szkolący ich taternicy na tej podstawie w końcu maja 1982 r. sporządzili tajny raport o przebiegu pacyfikacji dla podziemnej Solidarności. Został on opisany w jednym z podziemnych wydawnictw. Niestety, jego trzy oryginalne wersje zaginęły w stanie wojennym. W 1999 r. Jacek Jaworski odtworzył raport i jego zeznania walnie przyczyniły się do skazania członków plutonu specjalnego. Jaworski zeznawał także w procesie Romana S.

– W swych zeznaniach – mówi prokurator Psiuk – podkreślał, że obaj bracia byli wyjątkowo aktywni w czasie pacyfikacji. Prawdopodobnie stanowili coś w rodzaju osobistej ochrony dowódcy plutonu, chor. Cieślaka.

– Jak na to zareagował oskarżony – zapytałem.

– Mówił, że w czasie akcji w ogóle nie strzelał, jedynie osłaniał tyły plutonu. Zaprzeczał, aby był na szkoleniu alpinistycznym, co jest prawdą – dodaje prok. Psiuk. – Uczestniczył w nim jednak jego brat, a o udziale obu braci w akcji mówili taternikom pozostali członkowie plutonu. Na winę Romana S. wskazuje także materiał dowodowy zgromadzony w trakcie poprzedniego procesu. Są tam m.in. opinie lekarskie, balistyczne, zeznania świadków, chociaż nie mogli wskazać bezpośrednio tych, którzy do nich strzelali, z uwagi na panujące tam warunki.

Zapytałem prokuratora, jakie znaczenie miały jego pytania podczas rozprawy dotyczące szkoleń z anatomii, jakie mieli przechodzić członkowie plutonu specjalnego. – To ważna kwestia – zaznaczył. – Z akt śledztwa wynika, że w programie szkolenia plutonu specjalnego był kurs anatomii. Należy tę informację zestawić z opiniami lekarskimi z poprzedniego śledztwa. Zawarta jest w nich ocena, że górnicy zginęli lub zostali ranni na skutek precyzyjnych strzałów, wymierzonych w organy ważne ze względów anatomicznych.

Dotąd skazana została większość członków plutonu specjalnego, liczącego 25 funkcjonariuszy. Uniewinniony został kierujący akcją na kopalni „Wujek” płk Marian Okrutny, zastępca komendanta wojewódzkiego MO w Katowicach ds. operacyjnych. Dwóch funkcjonariuszy, Andrzej Rau i Dariusz Ślusarek, zmarło przed trzecim procesem karnym. Warto podkreślić, że w toku procesu członków plutonu specjalnego ustalono jedynie, że oskarżeni działali wspólnie oraz że w wyniku działań niektórych z nich, a za wiedzą pozostałych, śmierć ponieśli górnicy. Zmowa milczenia uniemożliwiła jednak wskazanie, kto konkretnie strzelał i zabił lub ranił górników.

Pytam prokuratora Psiuka, jakie będzie znaczenie wyroku w sprawie Romana S., który ma być ogłoszony w 38. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. – To będzie ważne orzeczenie, gdyż w jakimś sensie będzie zamykało dochodzenia w sprawie odpowiedzialności za masakrę na kopalni „Wujek”. Będzie również świadczyło, że o pewnych rzeczach w Polsce się nie zapomina, skoro nawet po 38 latach można było ująć sprawcę i osądzić.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się