Nowy numer 28/2020 Archiwum

Miłe złego początki?

Nowy sezon polityczny zaczął się od wzajemnych uprzejmości. Czy da się na tym zbudować coś trwałego?

Trudno będzie w najbliższych miesiącach bronić tezy o zagrożeniu demokracji w Polsce. Zwłaszcza wobec deklaracji prof. Tomasza Grodzkiego z KO, który po wyborze na marszałka Senatu ogłosił zwycięstwo demokracji. W Sejmie pakiet kontrolny ma Zjednoczona Prawica, ale w Senacie opozycja. Otwiera się zatem przestrzeń do dialogu. Jarosław Kaczyński ogłosił nawet podczas inauguracyjnego posiedzenia parlamentu „koniec opozycji totalnej”. Nawet jeśli to myślenie życzeniowe, chwilowo można liczyć na polityczną odwilż. Do maja (termin wyborów prezydenckich) chyba nikomu nie będzie się po prostu opłacało pogłębianie podziałów. Może nawet uda się zbudować szerokie porozumienie wokół kilku najmniej kontrowersyjnych projektów. Ale to będzie cisza przed burzą. Wisi bowiem w powietrzu czołowe starcie dwóch frontów atmosferycznych, dwóch konkurencyjnych wizji przyszłości Polski.

Kto jest „zwierzolubem”?

Już pierwszego dnia, zaraz po wyborze Prezydium Sejmu, można było zaobserwować kilka pojednawczych gestów. Pierwszym był wybór Elżbiety Witek na marszałka, także głosami opozycji. Potem pojawiły się konkretne inicjatywy ponad podziałami. Katarzyna Piekarska (kiedyś SLD, teraz KO) zaproponowała zwołanie kongresu praw zwierząt. – Podeszłam i zapytałam, kto jest „zwierzolubem”. Wtedy pojawił się Jarosław Kaczyński i powiedział: „Pani pewnie w sprawie zwierząt? Dobrze, to ja się chętnie podpiszę”. Nie ukrywam, że byłam zaskoczona – opowiadała dziennikarzom pani poseł. Minę Katarzyny Piekarskiej, gdy prezes PiS szarmancko całował ją w rękę, internauci opisywali jako „bezcenną”.

Tego typu inicjatyw można się teraz spodziewać znacznie więcej. Głównie w „niepolitycznych” sprawach. Walka o czyste powietrze czy bezpieczeństwo na drogach nie będą przecież budzić większych emocji. Także realizacja przedwyborczych zobowiązań premiera Morawieckiego – przynajmniej w części – może liczyć na szerokie poparcie. Trudno sobie wyobrazić, by ktoś kwestionował pakiet kontrolnych badań profilaktycznych dla osób po czterdziestce albo mały ZUS dla przedsiębiorców.

„Obowiązki mam polskie”

Podczas pierwszego posiedzenia nowego Sejmu prezydent Andrzej Duda w płomiennym wystąpieniu apelował „o język parlamentarny w debacie”. Przywoływał słowa Jana Pawła II o „odpowiedzialnym korzystaniu z daru odzyskanej wolności oraz potrzebie współpracy na rzecz dobra wspólnego”. Dzień wcześniej na placu Piłsudskiego próbował skrzyknąć polityków od lewa do prawa, cytując słowa Romana Dmowskiego: „Jestem Polakiem i obowiązki mam polskie”. Odwoływał się przy tym do przykładu „ojców niepodległości”, którzy mimo poważnych różnic ideowych potrafili w chwili próby współpracować dla kraju.

Prezydent paradoksalnie nie jest w łatwej sytuacji, by być patronem takiej wspólnej pracy dla Rzeczpospolitej, bo zawsze można jego słowa interpretować w kontekście już rozpoczętej kampanii. Warto jednak uważnie obserwować zachowanie polityków opozycji w Brukseli i Strasburgu. Czy w nowej sytuacji, po „zwycięstwie demokracji”, przestaną kwestionować podmiotowość i suwerenność Polski pod rządami PiS?

Niektórym trudno będzie wyjść z roli odgrywanej przez ostatnie lata. W tym samym czasie, gdy opozycyjny marszałek Senatu ogłaszał zwycięstwo demokracji, Lech Wałęsa, przemawiając w amerykańskim Kongresie, rozdzierał szaty. Mówił o „podporządkowaniu rządzącym niezależnych instytucji i atakach na swobodną wymianę myśli” oraz o „wykorzystywaniu narzędzi, które znamy z działania dyktatur w różnych częściach świata”.

Posiłki z Brukseli

Tuż po wyborach przewodniczących sejmowych i senackich komisji, które dokonały się w warunkach bardzo daleko idącego kompromisu (przedstawicielka partii Razem pokieruje np. sejmową komisją rodziny), w Parlamencie Europejskim doszło do przegłosowania niebywałej rezolucji z inicjatywy m.in. Roberta Biedronia. Krytyce poddano… obywatelski projekt ustawy, która miałaby rzekomo wprowadzać kary więzienia za prowadzenie edukacji seksualnej w Polsce. Kompromitacja PE to jedno, rola, jaką odegrali w niej nasi deputowani – to drugie. Pytanie, co okaże się w nowej kadencji ważniejsze (korzystniejsze) dla opozycji: kontynuowanie tej strategii czy jej zaprzestanie w imię odpowiedzialności za wizerunek Polski?

Czy pojawią się szanse na konsensus co do głównych kierunków polityki zagranicznej? Potrzebne są jasne deklaracje opozycji w sprawie budowania sojuszu Trójmorza czy wzmocnienia amerykańskiej obecności militarnej nad Wisłą. Punkty u wyborców można przecież zyskać, walcząc wspólnie o równe traktowanie polskich rolników czy pracowników delegowanych. Trzeba tylko odejść od narracji o „pełzającej dyktaturze” i zaprzestać inspirowania ataków na nasz kraj, w dodatku z wykorzystaniem nieprawdziwych informacji. Być może na tym tle pojawią się rozdźwięki wewnątrz opozycji. Już odciął się od takiej strategii PSL, ciekawe, jak zachowa się KO, dla której licytacja z lewicą na „postępowość” może okazać się zabójcza.

Pakiet modernizacyjny i prorodzinny

Przewrotem kopernikańskim w polskiej polityce byłoby z pewnością stworzenie swoistego modernizacyjnego pakietu działań w gospodarce, obliczonych na kilka kadencji. Nikt, komu na sercu leży pomyślność Polski, nie powinien przecież kwestionować konsekwentnego stawiania na dywersyfikację dostaw ropy i gazu, wspierania rodzimej przedsiębiorczości i podnoszenia konkurencyjności polskich produktów. Skoro kończy się czas totalnej opozycji („i totalnej władzy” – dodaje Grzegorz Schetyna), ogłoszenie takiego pakietu byłoby dobrze przyjęte po obu stronach polskiej barykady. Strategia „im gorzej, tym lepiej” nie sprawdzi się, bo wszystkich wyborców, niezależnie od tego, komu kibicują, łączy nadzieja na przyszłość w państwie dobrobytu.

Nie ma też odwrotu od konsekwentnej polityki prorodzinnej. Wokół niej także można budować zgodę ponad podziałami. Program 500+ komplementują wszyscy, na aklamację mogłyby liczyć projekty wspierające młode mamy czy kroki zmierzające do podniesienia jakości opieki senioralnej. Sytuacja w Senacie stwarza wręcz warunki do licytowania się na pomysły w tym kierunku. Nie jest przypadkiem, że pierwsza inicjatywa ustawodawcza (Marka Borowskiego) nie miała charakteru ideologicznego, ale zmierzała do pilnego naprawienia błędu w ustawie emerytalnej.

Konfrontacja i zdrowy rozsądek

Wszystko to prawda, ale nawet zakładając najlepsze intencje wszystkich graczy na politycznej scenie, są oni i tak skazani na konflikt, bo różnią się w zasadniczych sprawach. Rzecz nie w wysokości podatków czy w wieku emerytalnym. Zasadniczy spór w rozpoczynającej się kadencji raczej nie rozegra się o reformę szkolną czy handel niedzielny, ale o kulturę, obyczaj i tożsamość. Widać to było choćby po inauguracyjnym wystąpieniu marszałka seniora Antoniego Macierewicza, określanym jako „konfrontacyjne”. I rzeczywiście, marszałek dokonał przewrotnej prowokacji z użyciem… konstytucji, na którą nieustannie powołują się przeciwnicy obecnych rządów. Przypomniał art. 18, który głosi, że „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”, oraz art. 38, który gwarantuje zasadę ochrony życia. Czy stwierdzenie, że właśnie wokół tych artykułów powinno się budować polską wspólnotę, jest wezwaniem do konfrontacji? Widać jest. Oczywiście nie jest nią rezolucja PE ingerująca w sferę zastrzeżoną dla krajów członkowskich, a dotycząca ochrony małoletnich. Zdaniem Sylwii Spurek (eurodeputowana lewicy) to głos „w obronie zdrowego rozsądku i równości”.

Standardy i zobowiązania

Grzeszy naiwnością ten, kto sądzi, że „obrońcy zdrowego rozsądku” zostawią Polskę w spokoju. Warto wczytać się w treść rezolucji skierowanej przeciw inicjatywie obywatelskiej, o której stwierdza się, że „łamie międzynarodowe standardy oraz zobowiązania Polski w tym zakresie”. I właśnie wokół owych „standardów i zobowiązań” czeka nas w najbliższych latach poważny spór, bez względu na to, kto będzie rządził. Być może stanie się to już w tej kampanii prezydenckiej, jeśli kandydat lewicy (np. Robert Biedroń) uzna za stosowne domagać się szybszego implementowania do Polski rozwiązań powszechnie obowiązujących w większości krajów starej Unii, a dotyczących małżeństwa, rodziny i praw mniejszości seksualnych.

Różnie postrzegamy standardy i zobowiązania. Spór ideowy między obozem lewicowo-liberalnym, mającym nie tylko mandaty polityków, ale też media, aktorów, pisarzy i celebrytów, a ruchem (w dużej mierze obywatelskim) stojącym po stronie tradycyjnych wartości nie jest wydumany. I dlatego w coraz większym stopniu będzie angażował opinię publiczną. W dodatku jest to spór, w którym żadna ze stron nie będzie w stanie odnieść jednoznacznego zwycięstwa. Przyjdzie nam przyzwyczaić się do sytuacji, w której łatwiej o zgodę w kwestii ochrony praw zwierząt niż obrony ludzkiego życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama