Gość Gliwicki 04/2020 Archiwum

Spełnia się marzenie ks. Bergoglia

Japonia uczy cierpliwości w głoszeniu słowa i czekaniu na jego owoce. Nie jest to kraj chrześcijański, a dla 99 procent jego mieszkańców papież i Kościół są pojęciami abstrakcyjnymi.

Chrześcijaństwo kojarzy się Japończykom głównie z prowadzonymi przez Kościół dziełami miłosierdzia oraz przedszkolami, szkołami i uniwersytetami, które cieszą się doskonałą renomą. Jednak w wielu z tych placówek nie ma ani jednego katolickiego ucznia. W 126-milionowym społeczeństwie chrześcijanie stanowią mniej niż 1 proc. populacji, z czego katolicy zaledwie 0,35 proc. – W praktyce oznacza to 500 tys. japońskich katolików i 600 tys. ochrzczonych migrantów, głównie z Peru, Brazylii, Meksyku, Wietnamu i Filipin. Ich obecność zdecydowanie zmienia geografię naszych parafii – mówi arcybiskup stolicy kraju Tarcisio Isao Kikuchi. Wspomina swoistą rewolucję duszpasterską, którą przeżyła ostatnio jedna z wiejskich parafii w okolicach Fukushimy. – Wspólnota liczyła 20 starszych wiernych, a z dnia na dzień dołączyło do niej 40 młodych Filipińczyków. Dla Japończyków było to wielkie wyzwanie, bo oni inaczej wyrażają swą wiarę – mówi abp Kikuchi, który ma za sobą lata misyjnej pracy w Afryce. Docenił to Franciszek, pierwszy raz mianując misjonarza arcybiskupem Tokio. – Normą staje się, że podczas liturgii używamy różnych języków. Migranci są ewangelizacyjną szansą. Japończycy w swej naturze mają tendencję do zamykania się i są nieufni wobec obcych. Stąd przyjęcie cudzoziemców i włączenie ich do naszej wspólnoty jest poważnym wyzwaniem – mówi ks. Ignacio Martinez, który kieruje komisją ds. społecznych w japońskim episkopacie. Wyznaje, że jego latynoski styl działania nieraz szokuje przywykłych do precyzji Japończyków. Parafie w całości utrzymywane są przez wiernych, którzy przeznaczają na to określony procent swych dochodów. Stąd ofiary na tacę są niewielkie. Stosunkowo rzadko zamawiane są też intencje mszalne.

Sami męczennicy

Wizyta Franciszka w Japonii jest w jakiejś mierze realizacją jego młodzieńczych marzeń o pracy misyjnej w tym kraju, którą 470 lat temu zapoczątkował współzałożyciel Towarzystwa Jezusowego św. Franciszek Ksawery (dziś pracuje tu ponad 160 jezuitów zaangażowanych głównie w edukację, prowadzenie rekolekcji i działalność socjalną). Papież kilkakrotnie wyrażał podziw dla heroicznego świadectwa japońskich katolików, którzy zachowali wiarę mimo okrutnych prześladowań w latach 1597–1873. Aż trudno sobie wyobrazić, jak wiara przetrwała, skoro w Japonii w tym czasie nie było ani jednego księdza, nie sprawowano sakramentów, nie było kościołów, a wielu ludzi nigdy nie widziało krzyża. By uświadomić sobie martyrologię japońskiego Kościoła, wystarczy wspomnieć, że ma on porównywalną z Polską liczbę błogosławionych i świętych. Wszyscy to męczennicy, nie ma wśród nich wyznawców.

Z raportów jezuitów wynika, że gdy 50 lat po przybyciu pierwszych misjonarzy rozpoczęły się prześladowania, ochrzczonych było ponad 900 tys. mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. Spotkało się to z niechęcią ze strony dyktatorów przejmujących władzę pod koniec XVI w. W całym kraju poustawiano tabliczki informujące, że szerzenie chrześcijaństwa zostało zabronione, gdyż godzi w porządek społeczny. Wszyscy misjonarze w ciągu 20 dni musieli opuścić Japonię. Potem rozpoczęły się represje. Ówczesny władca Hideyoshi nakazał sporządzić listę najbardziej znanych chrześcijan, obciąć im ucho, nos i oprowadzić po ulicach Kioto, ówczesnej stolicy Japonii. Piechotą musieli oni przejść 800 km do Nagasaki, gdzie przywiązano ich łańcuchami do krzyża, a serca przebito włóczniami. Był 1597 rok. W ten sposób zginęło pierwszych 26 japońskich męczenników. W 1614 r. w Japonii całkowicie zakazano wyznawania chrześcijaństwa. Szogunom, którzy rządzili krajem, nie zależało na śmierci katolików, tylko na tym, by wyrzekli się wiary. Poddawali więc ich okrutnym torturom. Gdy władze zobaczyły, że męczeństwo chrześcijan umacnia wiarę innych ludzi, którzy traktują ciała zabitych jak relikwie, zaczęto je palić, a prochy wysypywano do morza, by wszelki ślad po nich zaginął.

Pielgrzymowanie po japońsku

Śmierć w torturach poniosło w Japonii około 40 tys. katolików, którzy nie chcieli porzucić wiary. Dziś do miejsc ich męczeństwa odbywają się pielgrzymki. – W kościele w Takanawa w listopadzie celebrowana jest Msza, po której ludzie pielgrzymują do miejsca, gdzie spalono ok. 100 katolików, którzy nie chcieli wyrzec się wiary. Są pielgrzymki drogą krzyżową 26 męczenników z Nagasaki czy śladami bł. Justyna Ukona Takayamy – mówi „Gościowi” Dorota Hałasa, od ponad 25 lat mieszkająca w Japonii. Opowiada, że japoński styl pielgrzymowania charakteryzuje to, że jest mniej wspólnej modlitwy. Pątnicy wędrują w milczeniu, pogrążeni w kontemplacji. – W pielgrzymkach uczestniczy niewielu ludzi. W październiku byłam na pielgrzymce w Tokio śladami męczenników z Edo, w której wzięła udział rekordowa liczba 60 osób – mówi Hałasa.

Jedynym miejscem kultu maryjnego jest kościół w Akicie. Co roku obchodzone są tam Dni Maryjne, na które przybywa ok. 400–500 osób z całego kraju. – Nie można jednak powiedzieć, że to serce japońskiego katolicyzmu, bo dla większości katolików jest ono nadal nieznane – mówi Hałasa. Miejscem chętnie odwiedzanym jest natomiast najstarszy kościół w Japonii, zwany Domem Bożym. W seminarium przy tym kościele pracował św. Maksymilian Kolbe, który został tam zatrudniony jako wykładowca filozofii. Miesiąc po objęciu funkcji polski święty zaczął wydawać „Rycerza Niepokalanej” po japońsku i rozdawać go na ulicach. W kościele w Oura znajduje się figura Maryi, zwana „Matką Bożą od odnalezienia chrześcijan”.

Gdy nastąpił czas odwilży i Japonia zaczęła się otwierać na świat, kompanie handlowe wymogły na władzach budowę kościołów dla ich pracowników. Do świątyń katolickich mogli wchodzić jednak jedynie cudzoziemcy. Straże ustawione przy drzwiach nie wpuszczały Japończyków. Pewnego dnia do Oura przybyła grupka ukrytych katolików, przechowująca w sercu proroctwo o zakończeniu prześladowań. Gdy straże poszły na obiad, pątnicy weszli do świątyni. – Gdzie jest Matka Boża? – to było ich pierwsze pytanie skierowane do zaskoczonego kapłana. To był początek historii, która wstrząsnęła światem i w konsekwencji przyczyniła się do odzyskania wolności wyznania. Ujawnienie ukrytych chrześcijan papież Pius IX nazwał „cudem Orientu”, nikt już bowiem nie wierzył w to, że po ponad 250 latach prześladowań w tym kraju mogli przetrwać katolicy. Dla wielu bazylika w Oura w Japonii jest niczym bazylika na Lateranie w Rzymie – matką wszystkich kościołów. Tam na nowo narodził się japoński katolicyzm. Z rodziny, która w ukryciu zachowała wiarę, pochodzi arcybiskup Nagasaki (najbardziej katolickie miasto, 70 tys. wiernych) Joseph Mitsuaki Takami. – Obrazki z wizerunkiem Matki Bożej i tekstem modlitwy „Ojcze nasz”, by jej nie zapomnieć, były u nas przechowywane jak największy skarb – wyznaje. I dodaje: – Zgłębienie świadectwa tych chrześcijan może być odtrutką na postępującą sekularyzację i iskrą rozniecającą nowy zapał misyjny.

Element obcy

W Japonii nie ma obecnie sporów religijnych i prześladowań. Chrześcijaństwo wciąż jest jednak traktowane jako element obcy w społeczeństwie, które uważa się za buddyjskie i szintoistyczne. Wielu jednak Japończyków zapomniało już, jaką religię wyznają. Dotyczy to zwłaszcza stolicy i kiedy umiera np. babcia, to nie wiadomo, w jakiej tradycji religijnej powinien odbyć się pogrzeb. Wciąż zdarzają się chrzty ludzi dorosłych, głównie w dużych miastach, a na wsi liczba katolików maleje. – Przemawia do nich jedynie świadectwo życia, czysty racjonalizm nie dociera, to nie jest ta kultura – mówi o. Paweł Janociński, dominikanin pracujący w Japonii od 40 lat. Wspomina kobietę, która spotkała Jezusa dzięki muzyce sakralnej. Wraz z mężem i dwoma synami przyjęła chrzest, córka nie zdecydowała się na ten krok. Mieszane rodziny to norma. Starzejące się społeczeństwo japońskie stanowi ogromną pustynię duchową, na której przepracowanym ludziom coraz trudniej żyć. Przejawami tego są powszechna aborcja, ogromna liczba samobójstw (30 tys. rocznie) oraz narastające zjawisko tzw. hikikomori, określające młodych ludzi izolujących się od kontaktów z otoczeniem. – Jest też duży problem ludzi starszych skazanych na samotność; rodzina nie wywiązuje się już ze swej roli – mówi o. Janociński.

– Coraz więcej osób przyznaje, że nie ma z kim porozmawiać, w nikim nie ma oparcia. Materializm nas zżera, a ludzkie życie odzierane jest z godności przez napędzanie mechanizmów skuteczności i wydajności – mówi ks. Marco Villa, pomysłodawca centrum Szklanka Wody. Przykładem tego było zamordowanie w Sagamihra 19 osób niepełnosprawnych, bo – jak stwierdził oprawca – były bezużyteczne. Stąd w centrum papieskiej pielgrzymki słowa „Chronić każde życie”.

Pewnym przełomem wśród Japończyków w stosunku do wiary było trzęsienie ziemi i tsunami w Fukushimie w 2015 r. – Rozmiar tragedii zmusił ludzi do innego spojrzenia na życie i jego sens. Do tego czasu liczyły się wyłącznie sukces i pieniądze. Po kataklizmie zawalił się im skrzętnie budowany system bezpieczeństwa uznawany za doskonały – mówi ks. Piotr Solich, salezjanin od 30 lat w Japonii. W chrześcijaństwie pociąga m.in. eschatologia, ponieważ szintoizm, buddyzm i setki nowych sekt nie dają zadowalającej odpowiedzi na podstawowe problemy egzystencjalne. Salezjanin ochrzcił ostatnio 77-letniego mężczyznę, który po śmierci żony, z urną z jej prochami pod pachą, przyszedł pytać, co będzie po śmierci, i tak odnalazł Jezusa. – Trzeba głosić Ewangelię, a nie rozpamiętywać niewystarczające efekty naszej posługi – mówi o. Janociński. – Połączenie wiarygodnego świadectwa życia z pomaganiem tym ludziom to sianie ziaren Ewangelii i pokazywanie, czym jest miłość. Duch Święty dalej to poprowadzi na japoński sposób. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama