GN 03/2020 Archiwum

Godny koniec życia

Nigdy wcześniej przedstawiciele religii monoteistycznych nie podpisali wspólnie tak ważnej deklaracji na temat końca życia, wypowiadając się jednoznacznie przeciwko eutanazji i za promocją terapii paliatywnej.

To historyczny dokument. Potrzeba wspólnych działań, które pozwolą dać odpór szerzącej się w świecie kulturze śmierci i zdemaskują kłamstwa nagromadzone wokół eutanazji – mówił, prezentując deklarację, prezes Papieskiej Akademii Życia. Arcybiskup Vincenzo Paglia wskazał, że współczesny świat coraz częściej zmienia znaczenie słów, np. definiując eutanazję jako „słodką śmierć”, a nie, jak jest w istocie, „zabójstwo”.

Wspólny głos

Prace nad międzyreligijnym dokumentem trwały półtora roku. W najbliższym czasie deklaracja ma zostać podpisana także przez przedstawicieli hinduizmu i buddyzmu. – Godne przeżywanie odchodzenia to dziś najtrudniejsze, a zarazem bardzo ludzkie wyzwanie, które musimy podjąć razem. Nie możemy być wspólnikami śmierci – mówi jeden z sygnatariuszy rabin Avraham Steinberg, współkierujący Izraelską Radą Narodową ds. Bioetyki.

– Deklaracja jasno mówi, że pewne praktyki są złe zarówno z moralnego, jak i religijnego punktu widzenia, dlatego powinny być zakazane. Ważne jest też przypomnienie o zaniedbywanym prawie umierającego pacjenta do opieki duchowej i terapii paliatywnej – podkreśla Marsudi Syuhud, przewodniczący komitetu wykonawczego Nahdlatul Ulama, muzułmańskiej organizacji w Indonezji, zrzeszającej ponad 50 mln członków.

Sygnatariusze deklaracji przyznają, że kwestia końca życia jest bardzo złożona. Ludzie nie umierają już w domu, lecz w szpitalach, podłączeni do aparatury. Ogromny postęp techniki medycznej sprawił, że można przedłużać życie pacjenta, ale często towarzyszy temu cierpienie. Tymczasem stosowanie technik medycznych jest dopuszczalne tylko wtedy, kiedy mogą one pomóc choremu. Dokument nie używa stosowanego w katolickim nauczaniu pojęcia „uporczywa terapia”, ale przyznaje, że są sytuacje, w których, w obliczu bliskiej śmierci, można zaniechać dalszego podtrzymywania pacjenta przy życiu. Zastrzega przy tym, że zawsze pacjentowi należy zapewnić posługę duchową, terapię paliatywną i ludzkie wsparcie.

Deklaracja nie podaje gotowych rozwiązań odnośnie do końca życia, zaleca jednak konsultacje z osobą duchowną. Wskazuje też, że należy uszanować wolę pacjenta, który chce przedłużyć swe życie za pomocą środków medycznych. Współczesna medycyna jest w stanie doskonale sobie radzić z uśmierzaniem bólu, ale trzeba też zadbać o opiekę psychologiczną i duchową nie tylko nad pacjentem, ale i jego rodziną. Należy troszczyć się o chorego, nawet jeśli nie istnieje dla niego skuteczna terapia – czytamy w deklaracji. Należy również zwrócić uwagę na to, aby żaden chory nie miał poczucia, że jest finansowym obciążeniem i dlatego powinien się zdecydować na śmierć.

Deklaracja podkreśla też potrzebę ochrony pracowników medycznych, tak aby wbrew swemu sumieniu nie musieli uczestniczyć w eutanazji czy wspomaganym samobójstwie. W dokumencie jasno napisano, że „kwestie związane z końcem życia należą niewątpliwie do przypadków, w których należy uszanować prawo do sprzeciwu sumienia”.

Śmiertelna pomoc

Warto doprecyzować dwa pojęcia, które pojawiają się w deklaracji: „eutanazja” i „wspomagane samobójstwo”. Różnica między nimi polega na tym, że w pierwszym przypadku lekarz sam wykonuje działania powodujące śmierć, a w drugim czynność prowadząca do śmierci jest wykonywana przez pacjenta, który otrzymuje truciznę od lekarza. Wyróżniamy eutanazję czynną (np. odłączenie chorego od aparatury, podanie trucizny) oraz bierną (zaniechanie karmienia, pojenia, podawania leków itd.). Dramatycznym przykładem tej ostatniej był przypadek 42-letniego Vincenta Lamberta, którego śmierć w lipcu br. wstrząsnęła całym światem. Mężczyzna, sparaliżowany w wyniku wypadku samochodowego, zmarł z głodu i pragnienia, gdyż zaprzestano jego karmienia i dostarczania mu płynów. Jego rodzice walczyli o to, by mógł żyć w specjalistycznym centrum paliatywnym, ale sprzeciwiła się temu żona, która domagała się eutanazji.

Podobnych historii było wiele. Warto odnotować przypadek 17-letniej Holenderki Noe Pothoven, która była w dzieciństwie gwałcona. Żyła w depresji i domagała się prawa do eutanazji, bo – jak mówiła – „nie jest już w stanie znieść cierpienia”. Chociaż odmówiono jej prawa do legalnej eutanazji, to jednak pozwolono umrzeć. Zmarła, ponieważ przestała jeść i pić. W Belgii od siedmiu miesięcy o eutanazję ubiega się cierpiąca na depresję 23-letnia Kelly. Jest ładna, ma rodzinę i narzeczonego. Jednak jest chorobliwie nieśmiała i czuje się brzydka.

Na świecie lawinowo rośnie liczba eutanazji wykonywanych właśnie z powodów psychicznych. W ciągu ostatnich dziesięciu lat w Belgii liczba przeprowadzanych eutanazji wzrosła pięciokrotnie. W gronie zabijanych w tym kraju jest coraz więcej dzieci. 11-latek i 9-latek z Belgii zostali poddani eutanazji, ponieważ odczuwali „cierpienie nie do zniesienia”. Pierwszy chorował na mukowiscydozę, drugi na raka mózgu. Belgia jako pierwsza dopuściła możliwość eutanazji dzieci. Lekarze mogą ją wykonywać, o ile nieletni wyrażą taką wolę. Zostaje także oceniona ich zdolność do podejmowania odpowiedzialnych decyzji, zgodę muszą też wyrazić rodzice. Zwolennicy takiego rozwiązania przekonują, że nie wolno skazywać dzieci na przedłużające się cierpienie. Przeciwnicy odpowiadają, że są one zbyt młode, by podejmować decyzję o śmierci. Teraz tą drogą chce podążyć Holandia, gdzie 84 proc. pediatrów uważa eutanazję dzieci od 12. roku życia za uzasadnioną. Ich zdaniem tak młody człowiek może świadomie zdecydować, że nie chce żyć. Wniosek w tej sprawie trafił do niższej izby parlamentu. W Holandii liczba dokonywanych eutanazji wzrosła w ciągu ostatnich 15 lat z 2 do 8 tys. rocznie! A za każdy „śmiertelny zabieg” przeprowadzony przez lekarza holenderskie firmy ubezpieczeniowe płacą klinice 3 tys. euro.

– Zasadniczym powodem dążenia do zadania sobie śmierci jest brak sensu życia w sytuacji choroby albo – w odniesieniu do decyzji o zabójstwie chorych podejmowanych przez osoby trzecie – brak uznania wartości życia tej osoby w istniejących warunkach. Takie intencje są deklarowane otwarcie, choć coraz częściej mówi się o innym kryterium – finansowo-utylitarnym – mówi „Gościowi” ks. Piotr Kieniewicz, bioetyk. Wskazuje, że opieka nad chorymi kosztuje społeczeństwo zbyt wiele, zarówno w odniesieniu do finansów, jak i zasobów ludzkich. Innymi słowy, zdrowi nie chcą przeznaczać czasu i pieniędzy na opiekę nad chorymi. – Kiedy pisał o tym św. Jan Paweł II w encyklice „Evangelium vitae”, przyjmowaliśmy jego ocenę sytuacji z niedowierzaniem. Po raz kolejny okazało się, że miał rację – podkreśla marianin. Na pytanie, dlaczego chorzy się na to godzą, odpowiada: – Bo zostają sami, porzuceni w sytuacji dla nich trudnej, gdy przestają panować nad swoim życiem i jednocześnie doświadczają porzucenia ze strony najbliższych i całego społeczeństwa.

Eutanazja po włosku

Kultura śmierci stara się opanować kolejne kraje. We wrześniu Włoski Trybunał Konstytucyjny po raz pierwszy w historii otworzył się na wspomagane samobójstwo. Stwierdził, że „dopuszczalne jest udzielenie pomocy w samobójstwie w ściśle określonych przypadkach”. Tym samym sędziowie ustalili warunki, w których pomoc przy popełnieniu samobójstwa nie będzie karalna. Wszystko za sprawą śmierci w 2017 r. znanego włoskiego didżeja Fabo, czyli Fabiano Antonianiego. Był on sparaliżowany i niewidomy w wyniku wypadku samochodowego. 40-letniemu muzykowi pomógł umrzeć włoski działacz partii Radykałowie Marco Cappato, który od lat walczy o zalegalizowanie eutanazji. Wywiózł go do Szwajcarii, gdzie wprawdzie eutanazja na życzenie nie jest dopuszczalna, ale legalne jest wypisanie i podanie przez lekarza środka powodującego zgon. We Włoszech postawiono politykowi prokuratorskie zarzuty za pomoc i nakłanianie do samobójstwa. Sprawa trafiła do Trybunału Konstytucyjnego, a ten zamiast ukarać polityka, orzekł, że w przypadkach takich jak Antonianiego pomoc w samobójstwie jest dozwolona.

Tym samym Włochy stały się piątym krajem Unii Europejskiej, po Holandii, Belgii, Luksemburgu i Niemczech, gdzie lekarz będzie mógł uśmiercić pacjenta, jeśli ten wyrazi taką wolę. – Bóg jest jedynym Panem życia i wchodzenie w Jego kompetencje jest uzurpacją i bałwochwalstwem – mówi ks. Kieniewicz. – Wobec bliźnich jesteśmy zobowiązani do miłości. Mord na chorym lub zgoda na to, by sobie odebrał życie, to nie są znaki miłości.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama