Nowy numer 03/2020 Archiwum

Policzeni Andrzejczykowie

Franciszek zginął za pomoc Żydom. Pamiętajmy o nim i jego bohaterskiej rodzinie.

Straszliwa cena

Mimo próśb Franciszka, by pod żadnym pozorem Żydzi nie opuszczali schronienia, ci jednak wychodzili, a nieraz zdarzało się, że nocą przedostawali się na teren dawnego getta.

Edward Andrzejewski, po latach: „Nie wiem czego tam szukali. W każdym razie wiadome mi jest, że nawet widział ich stróż nocny, który o tym powiedział mojemu ojcu, a ojciec mnie. Nie wykluczam, że mogli ich widzieć także żandarmi”.

Ryzyko było z każdym dniem coraz większe. Rankiem 20 marca 1943 roku do domu Andrzejczyków przyjechali żandarmi. Walili w drzwi, nakazywali otwarcie domu. – Gdzie są Żydzi? Gdzie ich ukrywacie? – wrzeszczeli. Franciszek cały czas zaprzeczał. – Nikogo tu nie ma, my nikogo nie ukrywamy.

Żandarmi obeszli zabudowania, zainteresowali się ziemianką. Jeden stuknął nogą w podłogę. Odpowiedział głuchy odgłos. Niemcy siekierą przebili otwór na wylot. W środku trzech przerażonych mężczyzn wiedziało, że to już koniec… Po ujawnieniu Żydów Franciszek dostał serię ciosów kolbą. Na wpół przytomnego żandarmi dobili strzałem w głowę. Następnie zabili trzech znalezionych Żydów i przystąpili do przeszukiwania domu. Było kwestią niedługiego czasu, gdy wszystkich ukrytych ludzi wygonili z drugiej kryjówki. Powiązali, wywieźli w nieznanym kierunku. Okazało się potem, że na stracenie – do Szulborza.

Co się w tym czasie działo z pozostałymi domownikami? Jadwiga, córka Franciszka, opowiadała po latach: „Ja w tym czasie, gdy rozstrzeliwano ojca, uciekłam wraz z matką na strych. Myśleliśmy, że żandarmi rozstrzelają wszystkich domowników. Po zastrzeleniu ojca i trzech Żydów żandarmi jednak odjechali”. Natomiast Edward, najstarszy syn, gdy z daleka zobaczył żandarmów, uciekł oknem do lasu. Niewątpliwie to ocaliło mu życie. Podobnie syn Henryk – wrócił do domu, gdy Niemcy odjechali...

Na pochówek Franciszka rodzina musiała otrzymać specjalne pozwolenie. Co ciekawe, mimo strachu przed okupantem, ludność miejscowa, wstrząśnięta zbrodnią, oddała hołd gospodarzowi i ocalałym. W uroczystościach pogrzebowych na cmentarzu w Czyżewie wzięły udział tłumy. Niemcy fotografowali ceremonię i żałobników. A niedługo potem na podwórko Andrzejczyków ponownie zajechali żandarmi. Przywieźli ze sobą ujętego podczas rewizji młodego Żyda, który niby miał wskazać miejsce ukrycia dobytku swoich współbraci. Ofiary, co oczywiste, dobytku nie miały. Niemniej Niemcy zrabowali cały żywy inwentarz i część wyposażenia domu Andrzejczyków. Ukradli konia, krowy i inne zwierzęta. Znęcali się nad Edwardem, który tak później opowiadał: „Żandarmi zakuli mi ręce w kajdanki i bili po głowie kolbami karabinów. Grozili rozstrzelaniem. Zrabowali zegarek ręczny, a z mieszkania buty ojca, kurtkę i kożuch. Od tego pobicia nie widzę na prawe oko (...), miałem też ubytki w czaszce. Okrwawionego i ledwie żywego, żandarmi zabrali mnie do aresztu w Czyżewie. Trzymali przez kilka godzin, grożąc ustawicznie rozstrzelaniem jeżeli nie powiem gdzie są żydowskie pieniądze”. Tymczasem Żydzi nie mieli żadnych pieniędzy.

Henryk Andrzejczyk po latach wspominał: „Dziękowaliśmy Bogu za życie. To był naprawdę cud, że nie zabili ani nas dzieci, ani mamusi”… I miał rację.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama