Nowy numer 47/2019 Archiwum

Rewolucja pastorów

Po modlitwie w kościele św. Mikołaja w centrum Lipska tłum ruszył w stronę placu Karola Marksa. 70 tysięcy ludzi demonstrowało wolę pokojowych przemian. 31 dni później runął mur berliński.

Tłum, który 9 października 1989 r. zebrał się w centrum Lipska, demonstrował ze świecami w rękach, co wyrażało postawę odrzucenia przemocy. Jak tłumaczył później prowadzący modlitwę w kościele św. Mikołaja (Nicolaikirche) proboszcz Christian Führer, ludzie, którzy trzymają świecę i osłaniają jej płomień, nie rzucają kamieniami. Obawiano się jednak, że przemocy użyją władze. Od rana plotkowano o wielkich siłach wojskowych ściągniętych do Lipska, a patrole milicji i bezpieki kontrolowały podróżnych na dworcach. Natomiast w lokalnej gazecie partyjnej ukazał się tekst, którego autor wzywał do obrony socjalizmu, nawet z bronią w ręku. Nie były to tylko puste słowa. Ludzie mieli w pamięci obraz czołgów rozjeżdżających pokojową demonstrację studentów w Pekinie. Obawa przed powtórką „wariantu chińskiego” w Lipsku była powszechna.

Przekujmy miecze na lemiesze

30 lat po tych wydarzeniach na ambonie kościoła św. Mikołaja znów zawisł historyczny plakat, który towarzyszył ekumenicznej modlitwie o pokój w tej świątyni w latach 80. ub. wieku. Odbywała się w każdy poniedziałek od 20 września 1982 r., gromadząc ludzi różnych wyznań i środowisk. Początkowo brało w niej udział ok. 400 osób, ale z czasem ich liczba zaczęła maleć. Był okres, że w kościele nie było ich więcej niż 10. Niektórzy sugerowali, aby modlitwę zakończyć, ale ks. Führer zachęcał do wytrwałości. Mottem przewodnim modlitw i refleksji były słowa z proroctwa Micheasza: „Będzie On rozjemcą między licznymi ludami i wyda wyroki na narody potężne, odległe; i przekują miecze swe na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciwko narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny” (4,3). Graficznym znakiem spotkań była sylwetka robotnika przekuwającego miecz na lemiesz. Nawiązywała do rzeźby Jewgienija Wuczeticza, daru narodu sowieckiego dla ONZ. Ta symbolika jest zrozumiała w kontekście specyfiki enerdowskich środowisk ewangelickich, które z oficjalnych haseł walki o pokój zbudowały parawan dla niezależnych działań. My jesteśmy obrońcami pokoju, a jego burzycielami są zachodni imperialiści, głosiła partyjna propaganda. Jednak we wspólnotach podstawowych spotykających się w ewangelickich parafiach rozmawiano o pokoju w kontekście enerdowskich realiów, m.in. zakazu wyjazdu na Zachód, administracyjnego nadzoru nad Kościołami czy niszczenia środowiska naturalnego.

Opozycji w NRD właściwie nie było. Przeciwnicy systemu albo uciekali do Niemiec Zachodnich, albo byli tam siłą wyrzucani. Społeczeństwo żyło we względnym jak na warunki Europy Wschodniej dobrobycie, a każda próba protestu była w zarodku pacyfikowana przez wszechobecną tajną policję polityczną Stasi. Dlatego spotkania w salkach parafialnych przyciągały nie tylko wierzących, ale wszystkich niezależnie i krytycznie myślących. Od 1986 r. nurt pacyfistycznej refleksji był uzupełniany tematyką ekologiczną. W berlińskim kościele Syjonu (Zionskirche) powstała pierwsza niezależna biblioteka ekologiczna, w której gromadzono wydawnictwa niedostępne w oficjalnym obiegu.

Warto dodać, że Kościół ewangelicki w NRD nie zajmował jednolitej postawy wobec reżimu. Po 1989 r. okazało się, że wielu biskupów współpracowało nie tylko z urzędem wyznań, ale także ze Stasi. Doły były jednak bardziej radykalne. Wielu pastorów angażowało się w różne formy działalności dysydenckiej albo otwierało dla niej podwoje swoich świątyń.

Zaczyna się kryzys

Na czele komunistycznej partii i państwa stał Erich Honecker, przedwojenny komunista wyedukowany w Związku Sowieckim. Negatywnie oceniał Gorbaczowa i podejmowane przez niego reformy. W jego przekonaniu socjalizm miał trwać w niezmienionym kształcie, chociaż otoczenie wokół NRD się zmieniało. 2 maja 1989 r. ministrowie spraw zagranicznych Węgier i Austrii symbolicznie przecięli drut kolczasty na granicy, co przywracało swobodę podróżowania na Zachód. Skorzystali z tego także Niemcy z NRD. Przyjeżdżali nad Balaton, po czym przez Austrię przedostawali się do Niemiec Zachodnich. Część z nich wyjeżdżała do Pragi, gdzie w ogrodach ambasady RFN jesienią koczowały setki enerdowskich turystów, oczekujących na możliwość wyjazdu na Zachód. Niemcy wiedzieli także, jak zmienia się sytuacja w Polsce, gdzie w sierpniu 1989 r. powstał rząd Tadeusza Mazowieckiego. O znaczeniu Solidarności dla niemieckiej pokojowej rewolucji przypomniał w czasie obchodów 9 października br. nadburmistrz Lipska Burkhard Jung. Podkreślił, że Polska w tym procesie odegrała zasadniczą rolę. Jedną z pierwszych decyzji rządu Mazowieckiego była ta o udzieleniu pomocy dla 6 tys. uciekinierów z NRD, którzy latem i jesienią 1989 r. dotarli do Warszawy. Dopiero po długich pertraktacjach Berlin Wschodni zgodził się na przewiezienie uciekinierów z Pragi, a później z Warszawy do RFN.

Po wakacyjnej przerwie, 4 września 1989 r., wznowiono w kościele św. Mikołaja poniedziałkową modlitwę o pokój. Przyszło na nią bardzo wielu ludzi. W tym czasie odbywały się jesienne Targi Lipskie, obsługiwane przez zagranicznych dziennikarzy. Kiedy z kościoła po modlitwie wyszła grupa wiernych, dwie kobiety rozwinęły transparent z napisem: „W imię otwartego kraju wolnych ludzi”. Nagrała to zachodnioniemiecka telewizja. Podobnie jak moment, w którym cywilny funkcjonariusz Stasi wydziera kobietom transparent, a zgromadzeni wokół nich ludzie krzyczą: „Precz ze Stasi”. Wieczorem te zdarzenia oglądali wszyscy mieszkańcy NRD, którzy wiedzę o tym, co dzieje się w ich kraju, czerpali głównie z zachodnich mediów.

Rozstrzygający dzień

7 października, w święto państwowe NRD, kiedy w Berlinie Wschodnim Honecker zapewniał, że mur berliński będzie stał jeszcze sto lat, w Lipsku doszło do manifestacji. 15 tys. protestujących na starówce ludzi zostało brutalnie rozgonionych. Kilkaset osób aresztowano. Spowodowało to wzrost napięcia przed poniedziałkiem 9 października, kiedy znów miały się odbyć modlitwy o pokój. Do miasta sprowadzono ok. 6 tys. funkcjonariuszy wojska i milicji. Przed południem naciskano na ks. Führera, aby odwołał modlitwę, grożąc poważnymi konsekwencjami. Kapłan pozostał nieugięty. – Ludzie mają prawo się modlić, a kościół św. Mikołaja będzie otwarty dla wszystkich – usłyszeli od niego urzędnicy.

Po południu do Lipska przyjechało wielu ludzi z innych miast, m.in. ze Zwickau, Erfurtu, Karl-Marx-Stadtu (dzisiaj Chemnitz). Kierowali się w okolice kościoła św. Mikołaja, gdzie o 17.00 zaczęła się modlitwa. Był zmierzch, kiedy ze świątyni wyszło kilka tysięcy ludzi, niosąc w rękach zapalone świece. Okazało się, że w pobliżu czekają tysiące innych. Jedni drugim podawali świece do zapalenia. Uformowali pochód, który liczył ok. 70 tys. ludzi, i ruszyli w stronę placu Karola Marksa (dzisiaj Augustusplatz) – centralnego punktu w mieście, położonego między operą a sławną filharmonią Gewandhaus. Jej dyrygent, prof. Kurt Masur, razem z sześcioma innymi osobami wydał rano oświadczenie wzywające władze do dialogu. Przestrzegał też przed użyciem siły. Był to ważny moment, gdyż oświadczenie tzw. lipskiej szóstki zostało odczytane w lokalnej rozgłośni radiowej, dając ludziom nadzieję, że władza jednak nie użyje wobec nich przemocy.

Na plac dotarli także wierni z trzech innych świątyń położonych w centrum miasta. Słychać było powtarzany okrzyk: „Bez przemocy! Jesteśmy jednym narodem!”. Kiedy wokół demonstrantów zacisnął się kordon wojska i milicji, w ich stronę skierowano słowa: „Dołączcie do nas”. Napięcie rosło, ale nikt nie wydał rozkazu, aby rozproszyć tłum, jak stało się dwa dni wcześniej. Jeden z członków kierownictwa partyjnego później powie: „Na wszystko byliśmy przygotowani, tylko nie na świece i modlitwy”.

Po lipskiej demonstracji zaczęły się zmiany. Stanowiska stracili Honecker oraz jego poplecznicy. Zapowiedziano reformy gospodarcze i polityczne. Ustępstwa przyszły jednak za późno i były za małe. 23 października na kolejną poniedziałkową demonstrację przybyło do Lipska już 300 tys. osób. W następnych dniach protesty rozlały się po całym kraju. Na ich czele stali m.in. pastorzy Joachim Gauck w Rostocku, Rainer Eppelmann w Berlinie Wschodnim, Heino Falcke w Erfurcie, Marcus Meckel w Magdeburgu. 4 listopada po poniedziałkowych modlitwach w berlińskich kościołach na demonstracje przyszło milion ludzi. Sześć dni później, w nocy z 10 na 11 listopada, padł mur berliński i zaczął się nowy rozdział w historii Europy. Poniedziałkowa modlitwa w kościele św. Mikołaja w Lipsku trwa nadal.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji