Nowy numer 46/2019 Archiwum

PiS będzie trudniej

O przyczynach sukcesu PiS, warunkach, w jakich partia będzie rządzić w nowej kadencji, i perspektywach ugrupowań opozycyjnych mówi politolog dr hab. Sławomir Sowiński.

Bogumił Łoziński: PiS drugi raz z rzędu osiąga samodzielną większość w wyborach parlamentarnych. Co leży u podstaw tego sukcesu?

Dr hab. Sławomir Sowiński: Na początku należy zastrzec, że rozmawiamy przed ostatecznym przeliczeniem wyników procentowych na mandaty, więc nie do końca znamy skalę zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości. Zakładając jednak, że wyniki ogłoszone w sondażu exit poll i podawane w poniedziałek przez Państwową Komisję Wyborczą zbytnio się nie zmienią, należy pogratulować PiS-owi dobrej, sprawnej, przemyślanej, dynamicznej kampanii i reelekcji. Tej partii udała się ważna polityczna sztuka. Przekonała ponad 8 milionów wyborców, że sukces, jakim była transformacja ustrojowa w Polsce, powinien być uzupełniony odważną polityką społeczną; że potrzebujemy solidarności, transferów społecznych i polityki godnościowej. Z drugiej strony ok. 9,5 miliona wyborców zagłosowało na opozycję. Jest to bardzo wysoka cena za politykę dobrej zmiany, cena czasami wysokiego konfliktu politycznego, chaosu instytucjonalnego, brania władzy z marszu. Dla bardzo wielu wyborców jest ona zbyt wysoka i nieakceptowana. To pokazanie żółtej kartki za pomysł rewolucyjnego przejmowania instytucji państwa.

Zwróciłbym jednak uwagę na pewien paradoks. Jest to sukces polityczny, co więcej sukces, jeśli chodzi o poparcie w liczbach bezwzględnych, a jednocześnie sukces trudny, kosztowny i w pierwszym momencie przyjęty z pewną nutą zawodu.

Chodzi o słowa Jarosława Kaczyńskiego, który zaraz po ogłoszeniu wyników sondażowych powiedział: „Zasłużyliśmy na więcej”, mimo że dawały one samodzielną większość?

Tak, o to, ale i o inne obrazy ze sztabu wyborczego PiS. Żadna partia po 1989 roku, mając tak ogromne poparcie, nie przyjęła zwycięstwa z tak wyraźną nutą rozczarowania i negatywnym zaskoczeniem. Bierze się to stąd, że PiS-owi znacznie trudniej będzie rządzić w najbliższych czterech latach niż do tej pory.

Dlaczego?

PiS niezwykle wysoko wywindował poprzeczkę oczekiwań społecznych. Chodzi m.in. o obietnice dotyczące 13. i 14. emerytury czy płacy minimalnej. Wiąże się z tym presja dotycząca dalszych transferów socjalnych. Drugim problemem jest wejście do Sejmu Konfederacji i PSL, co znacznie ogranicza pole manewru politycznego Jarosława Kaczyńskiego. Po prawej stronie PiS-u pojawi się konserwatywna opozycja, która będzie tę partię rozliczać.

Z czego?

Zależy to trochę od składu Konfederacji. Jeśli zdominuje go środowisko Janusza Korwin-Mikkego, będzie można się spodziewać recenzji dotyczących pozycji wolnorynkowych, co ma znaczenie dla PiS-u. Natomiast jeśli do Sejmu dostanie się wyraźna grupa narodowców, pojawią się kwestie światopoglądowe, przede wszystkim ochrona życia, którą PiS w 2015 r. w pewien sposób podnosił, a w obecnej kampanii już nie. Warto też zwrócić uwagę, że świetny wynik osiągnęło Polskie Stronnictwo Ludowe, co oznacza pojawienie się politycznego prawicowego centrum. To z kolei odbiera Kaczyńskiemu instrument, z którego sprytnie korzystał. Chodzi o polaryzowanie się sceny politycznej na prawicę i lewicę, „my” kontra „oni”. Ta dość wygodna sytuacja przechodzi do historii. Teraz PiS będzie miał znacznie trudniejsze pole manewru politycznego.

Czy PSL, ze zmianami poglądów i koalicjantów, jest na tyle wiarygodny, aby odgrywać rolę centroprawicy?

Sukces PSL-u widać wyraźnie w liczbach bezwzględnych. W 2015 r. ludowcy mieli nieco ponad 700 tys. wyborców, teraz wszystko wskazuje na to, że będzie to wynik ponad dwa razy większy. Nową wiarygodność tej partii pisze jego prezes Władysław Kosiniak-Kamysz. Wynika to m.in. z jego biografii politycznej, gdyż nawet będąc w rządzie PO, wspomagał pewne programy socjalne. Ponadto dobrze wypada w mediach, choć najważniejsze jest to, że wykazał się umiejętnością podejmowania trudnych decyzji, co w polityce jest rzadkością. Taką było niezdecydowanie się na koalicję z Platformą Obywatelską, powrót do swoich wyborców i podjęcie walki o ich głosy. Ryzyko się opłaciło, dobry wynik otwiera szansę PSL-u na nowe polityczne życie.

Czy w kolejnej kadencji PiS będzie kontynuował twardy kurs, rewolucyjne zmiany w instytucjach państwa?

Będzie to zależało od tego, kto z poprzedniego obozu znajdzie się w Sejmie. Ilu posłów wprowadzi Zbigniew Ziobro, który jest zwolennikiem dokończenia radykalnych zmian w wymiarze sprawiedliwości, a ilu Jarosław Gowin, który po ogłoszeniu wyników podkreślał, że obóz „dobrej zmiany” musi przemyśleć to, dlaczego nie udało mu się dotrzeć do dużej liczby wyborców, zwłaszcza w wielkich miastach. Ważny jest też wynik Mateusza Morawieckiego na Śląsku – czy uzyska na tyle duże poparcie, że będzie miał silny mandat, aby dalej pełnić funkcję premiera.

Według mnie PiS na razie przyjmie łagodniejszy kurs z powodu przyszłorocznych wyborów prezydenckich. W świetle wyników wyborów parlamentarnych nie jest jasne, kto je wygra, a bez poparcia prezydenta nie da się tak naprawdę radykalnie zmienić państwa. Dlatego w ciągu najbliższych miesięcy PiS będzie musiał wykonać pewne gesty w stronę umiarkowanego elektoratu, na przykład tego, który poparł Władysława Kosiniaka-Kamysza.

Do tej pory wyborcy kierujący się w pierwszym rzędzie moralnym nauczaniem Kościoła wobec braku realnej, silnej alternatywy byli niejako zmuszeni do popierania PiS-u, mimo że w kwestii aborcji, konwencji przemocowej czy in vitro ugrupowanie to opowiada się za zachowaniem obecnego stanu. Czy wybory coś tu zmieniły?

Pojawienie się w Sejmie PSL-u i Konfederacji jest dla katolickich wyborców pozytywne w tym sensie, że nie są skazani na plebiscyt, na wybór „albo jedna strona, albo druga, albo pozostanie w domu”. Jako katolicy mamy różne wrażliwości polityczne. Teraz możemy szukać swoich reprezentantów w różnych partiach. Jeśli część społeczeństwa dostrzegała niebezpieczeństwo sojuszu tronu z ołtarzem, o który w ostatnim czasie przede wszystkim zabiegał tron, to w sytuacji, w której następuje pewna dywersyfikacja elektoratu katolickiego – gdy jedna partia nie ma już monopolu na reprezentowanie katolików, może być to pozytywne dla Kościoła. Kilku konserwatywnych posłów może się też pojawić w klubie Platformy Obywatelskiej, np. Paweł Kowal czy Kazimierz Michał Ujazdowski.

Czy pojawienie się takiej alternatywy dla katolików może wpłynąć na PiS, aby np. przegłosować zakaz aborcji eugenicznej?

Na pewno kwestie te wrócą w nowym Sejmie. Z jednej strony mamy Konfederację, której przynajmniej część posłów będzie wyraźnie artykułować kwestie światopoglądowe, z drugiej – stosunkowo silną lewicę, która także będzie te sprawy podnosić, ale z zupełnie innej perspektywy. Na pewno więc będą toczyły się spory. Natomiast jeśli chodzi o realną szansę na zmiany, jestem dość sceptyczny, bo w latach 2015–2019 PiS miał wyjątkową szansę, aby je przeprowadzić, i tego nie zrobił.

Po klęsce w 2015 r. niektórzy przepowiadali koniec lewicy w Polsce. Jej powrót do Sejmu jest zaskoczeniem?

Z pewnością nie. Jesteśmy normalnym europejskim społeczeństwem, w którym część wyborców ma poglądy lewicowe. Zaskakujące raczej było to, że lewica nie dostała się do Sejmu w 2015 roku.

Pojawiają się opinie, że Platforma Obywatelska będzie słabnąć, ponieważ nie sprawdziła się jako partia, która miała zatrzymać PiS. Jakie perspektywy ma ona w nowym Sejmie?

Wiele zależy od tego, kto z PO znajdzie się w Sejmie i czy ugrupowanie to będzie zdolne do wewnętrznej zmiany, która byłaby rewolucją. Jeżeli partia wyciągnie wnioski z popełnionych błędów, jeśli nowi, konserwatywni posłowie będą mieli coś do powiedzenia, to ja bym Platformy ze sceny politycznej nie usuwał chociażby dlatego, że jest to największy klub parlamentarny opozycji. Kluczowe jest to, co zrobi Grzegorz Schetyna. Czy okopie się w obronie swoich zwolenników i będzie bronił pozycji jak niepodległości, czy też drogą pewnej ewolucji dopuści do rządów w PO nowych, młodszych polityków i zamknie epokę Donalda Tuska.

Wśród kandydatów opozycji do prezydentury wymieniana jest Małgorzata Kidawa-Błońska, Władysław Kosiniak-Kamysz i Robert Biedroń. Andrzej Duda powinien się ich obawiać?

Stawka tych wyborów jest wysoka, a ich wynik w tej chwili niepewny. Dla obecnego prezydenta – jeśli będzie startował – najlepszym scenariuszem byłoby zwycięstwo w pierwszej turze. Jeśli dojdzie do drugiej, głosy opozycji w jakiś sposób się zsumują. Wyniki tegorocznych wyborów parlamentarnych pokazują, że zwycięstwo kandydata PiS-u nie jest oczywiste. Według mnie raczej dojdzie do drugiej tury, a w niej najtrudniejszym przeciwnikiem dla Andrzeja Dudy będzie lider PSL.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji