Nowy numer 31/2020 Archiwum

Jestem wyjątkowa...

– Utrata włosów to trudny moment dla każdej kobiety. Warto jednak, by pamiętała, że prawdziwe piękno tkwi w jej duszy, spojrzeniu i uśmiechu – przekonuje Ula Smok.

Wie to z własnego doświadczenia. Gdy mając 20 lat, zachorowała na przewlekłą białaczkę szpikową, początkowo (przez cały rok) brała chemioterapię doustną. Paradoksalnie wyglądała wtedy lepiej niż przed diagnozą, a że nie wypadły jej włosy, wszyscy uważali, że jest okazem zdrowia. A ona walczyła o życie.

Potrzeba akceptacji

– To, że naprawdę jestem chora, także do mnie w pełni dotarło dopiero wtedy, gdy przed przeszczepem szpiku dostałam już chemię dożylną i musiałam zgolić włosy – wspomina założycielka i prezes Fundacji „Podaruj Życie” – Ośrodka Pomocy Osobom z Chorobami Krwi i Nowotworami.

Emocje, które wtedy przeżywała, wciąż są dla niej bolesne. Niedawno, zwiedzając muzeum na terenie byłego obozu koncentracyjnego w Sztutowie, przeczytała słowa więźniarki. Po latach opowiadała ona, że gdy tam trafiła, szczególnie traumatyczne były dla niej dwa momenty: gdy straciła imię, a dostała numer, i gdy ogolono jej głowę. – Bez względu na to, czy utrata włosów miała miejsce 80 lat temu, czy ponad 20, kiedy ja chorowałam, czy dzieje się teraz, są to zawsze ciężkie chwile. Zależy mi, żeby kobieta wiedziała, że piękno nie opiera się na tym, co zewnętrzne, ale wypływa z wnętrza. Powiem więcej: tracąc włosy, bądźmy z tego dumne, bo to znaczy, że jesteśmy silne i walczymy – przekonuje U. Smok.

Chciałaby też, by kobieta, która przeżywa dramat związany ze wszystkimi konsekwencjami nowotworu, czuła się akceptowana (i atrakcyjna!) zarówno przez najbliższych, jak i przez całe społeczeństwo. – Marzy mi się, by kobieta bez włosów miała społeczną wolność wyboru: czy wyjdzie z domu jako blondynka (z peruką), czy mając tatuaż na głowie, a może tylko szałowy makijaż na twarzy i łysą głowę – dodaje U. Smok.

Właśnie dlatego wymyśliła kampanię „Nadal jestem sobą. Jestem wyjątkowa”, a do udziału w niej zaprosiła zarówno kobiety, które już pokonały chorobę, jak i te, które wciąż się leczą. Tak jak Joasia Leśniewska. To właśnie jej wizerunek zdobiący plakaty i kalendarze będzie dodawał otuchy wszystkim pacjentkom oddziałów onkologicznych.

Zachoruje co czwarta osoba

Okazało się bowiem, że tatuaż z henny i sesję zdjęciową Asia miała wpisane na listę marzeń do zrealizowania na długo przed tym, jak dostała propozycję współpracy w realizacji projektu Fundacji „Podaruj Życie”. Mówi o sobie, że jest typem wojowniczki, dlatego gdy dowiedziała się o chorobie, była wściekła. Przecież w głowie miała tyle pomysłów... Dziś wie, że marzenia same się nie spełniają, tylko człowiek musi je spełniać. A żeby tak się stało, trzeba mieć siłę, czyli wyzdrowieć. Gdy uczestniczyła w sesji zdjęciowej, wydawało się, że to się jej udało. Niestety, niedługo później wyniki badań pokazały, że choroba wróciła i że Joasia, która jeszcze niedawno pocieszała innych pacjentów, znów potrzebuje wsparcia.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama