Nowy numer 44/2020 Archiwum

Miłość w czasach nieufności

O klasie skazanego kard. Pella i duszpasterzowaniu pod medialnym obstrzałem opowiada pracujący w Australii o. Damian Mosakowski, paulin.

Marcin Jakimowicz: Kościół w Australii jest dziś pod medialnym obstrzałem?

O. Damian Mosakowski: Tak. Pod mocnym obstrzałem. Szczególnie teraz, kiedy pracę zakończyła komisja śledcza, która przez pięć lat badała, jak różne instytucje (w tym Kościół) odpowiadały na problem pedofilii i molestowania dzieci. Jesteśmy w czasie rozbrojenia, oczyszczenia. Kościół jest dziś pod szkłem powiększającym, pod lupą. Szczegółowo bada się morale ludzi Kościoła.

Odgórne założenie, że kapłan chce zrobić dziecku krzywdę, nie ułatwia pracy?

Na co dzień służąc w parafii, nie czuję, jakbym pracował na wojnie. Nie wyczuwa się tego napięcia w codziennej pracy. Zmienił się system, doszły konkretne szkolenia, ale przecież z punktu widzenia dzieci to jest dobra sytuacja. Co z tego, że państwo patrzy ci na ręce? Jeśli niczego brudnego nie kryjesz, nie masz się czego bać…

Jak wygląda spowiedź dzieci?

W ostatnich latach wiele się zmieniło. Mamy sprawnie działający system katolickich szkół, wiec gdy przychodzą do kościoła całe klasy, młodzież siada w ławkach, a nauczyciele…

…pilnują, by 2 A nie spaliła kościoła…

Tak. (śmiech) A spowiedź odbywa się na środku świątyni, w widocznym miejscu. Konfesjonały są tak przygotowane, by dziecko i kapłan mogli rozmawiać, ale bez możliwości kontaktu. W tej sytuacji spowiedź sam na sam nie powinna mieć miejsca.

A gdy Ojciec chce ruszyć do innej diecezji?

Za każdym razem muszę mieć odpowiednie dokumenty. System ewoluuje. Każda diecezja stworzyła inny model. Kapłan, jadąc na posługę do innej diecezji, musi podpisać deklarację, że nie było wobec niego nigdy żadnych oskarżeń, zgłosić, kiedy przyjedzie, do kiedy będzie. Kapłanom diecezjalnym te pozwolenia podpisują wikariusze generalni, zakonnikom przełożeni prowincji. W pewnym momencie papierkowej roboty było tak dużo, że pracownicy kurii czy proboszczowie właściwie non stop podpisywali pozwolenia na wyjazd. Tak zdarzało się nie tylko w diecezji Wollongong nieopodal Sydney, gdzie pracuję, ale i w całym kraju. Co więcej, by wyjechać do innej diecezji, muszę otrzymać od niej potwierdzenie. Bez tego nie ruszę się z miejsca. Ale jest nadzieja na lepsze – powstaje nowy system, będziemy mieć legitymację od australijskiego rejestru katolickich kapłanów. Życie stanie się łatwiejsze. Państwo również stworzyło system, w którym każdy z nas ma przydzielony numer w biurze ochrony dzieci (Office of the Children’s Guardian). Nie tylko kapłani, ale wszystkie osoby pracujące z dziećmi. Nauczyciele, wolontariusze, prowadzący kluby, chóry. Nie będzie próby chóru dziecięcego, zanim wszystkie formalności nie zostaną dopełnione wcześniej, a proboszcz oraz odpowiednio przygotowana osoba oddelegowana z ramienia parafii nie będą odpowiedzialni przed diecezją i państwem za sprawne działanie tych procedur.

Czy podczas tropienia „złego dotyku” niechcąco nie wylaliśmy dziecka z kąpielą? Polscy nauczyciele narzekają, że nie mogą zostać sam na sam z uczniem. Jasne, że wśród 498 328 nauczycieli nad Wisłą znajdzie się kilku zwyrodnialców, ale czy na wszystkich należy patrzeć z podejrzliwością?

Musimy zmienić myślenie i nie patrzeć na ten problem z punktu widzenia nas, nauczycieli, wychowawców, ale dzieci. I ich ochrony. Nie wyliczajmy, ilu pedofilów jest w środowisku nauczycielskim, a ilu w kapłańskim, nie przerzucajmy się statystykami, tylko zastanówmy się, jak chronić dzieci przed dramatem złamania ich niewinności.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama