GN 42/2020 Archiwum

Jak księdzu pomóc?

Jaki mu dać prezent? – pytają czasem spanikowani wierni, gdy ich kapłan ma jubileusz. Jest taki uniwersalny podarunek – nie psuje się, nie wychodzi z mody i zawsze przynosi korzyść.

Ksiądz… niech będzie – Jan w młodości był bardzo zaangażowany w duszpasterstwo. Szczególnie wiele zawdzięczała mu młodzież. Ale nie tylko. Dobry kapłan – mówi się o takich. Później jednak coś się załamało – wpadł w sidła alkoholizmu. Pogrążył się w nałogu po uszy. Publiczne zgorszenie, suspensa (kara kościelna zawieszająca w wykonywaniu czynności kapłańskich), odstawka na boczny tor i życie w codziennym odurzeniu. Któregoś dnia grupa świeckich, jego dawnych przyjaciół, postanowiła mu pomóc. Zgodził się pojechać z nimi na rekolekcje. Mieli po niego przyjechać rano i zabrać samochodem. Przyjechali, ale on ledwo stał na nogach. Konsternacja: co robić? Mimo wszystko wzięli go. Gdy po kilku godzinach jazdy dotarli do celu, kłopotliwy pasażer wytoczył się z samochodu i niemal upadł. Jeśli istnieje obraz nędzy i rozpaczy, to on w tamtej chwili taki właśnie widok przedstawiał.

Pozostali podróżni byli rozstrojeni nerwowo, rekolekcjonista też zachwycony nie był. Ale rozpoczął rekolekcje. „Czy zobaczyłeś już Jezusa?” – pytał w pierwszej nauce. Grażynie to pytanie utkwiło w myślach i stało się przyczyną bólu. Była tak rozbita, że postanowiła wrócić do domu. Ale wcześniej poszła do kaplicy. Był tam duży obraz Maryi. – Maryjo, oni wszyscy widzieli już Jezusa, a ja nie. Dlaczego mi Go nie pokażesz? – żaliła się. Nagle usłyszała w sobie delikatny głos: „Przecież już Go widziałaś”. W tym momencie w jakiś duchowy sposób zobaczyła ks. Jana leżącego przy samochodzie, a na nim, jakby na nałożonej kliszy, ujrzała… wyszydzonego Jezusa, leżącego w tej samej pozie w koronie cierniowej i w purpurowym płaszczu.

Otoczeni

„Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody” – mówi Jezus do uczniów. I, chwalić Boga, wielu jest takich, którzy podają im nie tylko szklankę wody, lecz wsparcie najważniejsze – duchowe. Wysłannicy Jezusa byli różni i są różni, ale jedną cechę mają wspólną: pozostają ludźmi. Słabi jak wszyscy, a obarczeni zadaniami jak mało kto. Choć z reguły całym sercem oddani Bogu i pełni dobrej woli – zawsze narażeni na upadki. Każdego z nich trzeba otoczyć opieką, niezależnie od duchowego i fizycznego stanu, w jakim się znajdują. „Jesteście otoczeni” – pod takim hasłem portal internetowy gosc.pl ogłosił październikową akcję modlitewną za kapłanów, którzy o to poprosili. Chętni mogli podać konkretną intencję albo zostawić to jako tajemnicę między sobą a Bogiem. – Będziemy modlić się za was, drodzy kapłani, bardzo konkretnie. Za przyczyną Maryi w modlitwie różańcowej zaniesiemy wasze sprawy i was samych do Pana Boga. Bo jesteście nam potrzebni. Prosimy, dajcie nam taką możliwość” – mówili dziennikarze „Gościa” w nagranym filmie.

Kapłani to zrobili. O modlitwę poprosiło mnóstwo duchownych. W prawie każdym e-mailu pisali, jak bardzo tego potrzebują i jak bardzo są wdzięczni za tę inicjatywę. Uderzała pokora tych ludzi i świadomość, że bez wsparcia nie dadzą rady. „Żebym był kapłanem według Bożego Serca”, „o moje nawrócenie”, „o wzrost wiary”, „o rozpalenie nadziei” – prosili.

Niektórzy napisali coś więcej. „Po ponad 20 latach kapłaństwa stwierdzam, że wielkim nieprzyjacielem kapłaństwa jest samotność. Taka sytuacja rodzi poczucie odrzucenia, braku akceptacji, dystansu i w efekcie pojawiają się pytania o sensowność swojej posługi” – zwierzył się ksiądz Marek. Poprosił o modlitwę, „aby kapłan nie był samotny, aby miał prawdziwych, szczerych przyjaciół wśród parafian. Proszę o modlitwę o silną wiarę, wierność Chrystusowi, mądrość Ducha Świętego, aby moja posługa przybliżała zbawienie, nikogo nie gorszyła, a także bym sam nie utracił zbawienia. Za tę modlitwę z serca bardzo dziękuję i mam nadzieję, że kiedyś będzie nam dane spotkać się w niebie i serdecznie uściskać” – zakończył.

Taki kwiat

Kanada, rok 1981. Louise Ward, jej mąż i trójka dzieci klękają do modlitwy. „W jakich intencjach chcecie się modlić?” – pyta matka. Na to czteroletnia Charoll z zaskakującą stanowczością mówi: „Musimy modlić się za Kościół! Musimy modlić się za Kościół! Musimy modlić się za Kościół!”. Po czym odwraca się i mówi: „A, idę się bawić”.

Louise osłupiała. „Co to jest? Za Kościół, czyli za kogo? Chyba Bóg chce nam coś przez to powiedzieć”. Jej spowiednik i kierownik duchowy podzielił tę intuicję. Po rozmowie zrozumiała, że szczególnej modlitwy w Kościele potrzebują kapłani. Ponieważ lubiła kwiaty, wpadła na pomysł, żeby posłużyć się margaretką. „Niech siedem jej płatków symbolizuje siedem osób, które zobowiązały się do modlitwy za wybranego kapłana przez całe jego życie” – postanowiła. W środku znalazło się imię księdza. Tak powstała pierwsza margaretka, czyli grupa siedmiu osób modlących się za kapłana w kolejne dni tygodnia. Z tego pomysłu rozwinął się Apostolat Margaretka, ruch istniejący w wielu krajach świata.

– Ciekawe, że Louise nie myślała w ogóle o zakładaniu jakiegoś ruchu – mówi ks. Bogusław Nagel, krajowy duszpasterz Apostolatu Margaretka. Zwraca uwagę na zastanawiającą zbieżność: w tej samej parafii żyła Margarette, która w wieku 13 lat została sparaliżowana i potem przez wiele lat ofiarowywała swoje cierpienia za kapłanów. Zmarła w 1978 roku. Trzy lata później powstała pierwsza margaretka. – Ruch ten jest mocno rozwinięty we francuskojęzycznej części Kanady. Gdybym jednak miał powiedzieć, gdzie na świecie apostolat ten jest najpopularniejszy, zastanawiałbym się, czy nie w Polsce – zauważa duszpasterz. Prosi też, żeby zgłaszać nowe margaretki na stronie apostolatmargaretka.pl.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także