Nowy Numer 38/2020 Archiwum

W interesie Polaków

O alternatywie, przed jaką stoją Polacy w wyborach parlamentarnych, ustawie 447 i reparacjach od Niemiec oraz kandydowaniu na drugą kadencję mówi prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Andrzej Duda.

Bogumił Łoziński: Liderzy największych partii twierdzą, że obecne wybory parlamentarne będą najważniejsze od 1989 r. Zgadza się Pan z tą tezą?

Andrzej Duda: Każde wybory parlamentarne są ważne. Wszystkie po 1989 r. miały istotne znaczenie i w efekcie wpływ na kształt dzisiejszej Polski.

Jednak zarówno politycy PiS, jak i PO podkreślają, że wyniki głosowania 13 października na długie lata wyznaczą kierunek, w jakim pójdzie Polska: prawicowy, jak obecnie, czy liberalny, jak za poprzedniego obozu władzy.

Przedstawiłbym tę alternatywę inaczej. Albo Polska będzie dobrze rządzona, z uwzględnieniem interesów obywateli, z uczciwym podziałem dóbr, ze sprawiedliwym rozwojem wszystkich części kraju, albo nie będzie.

Domyślam się, że pytanie, które ugrupowanie gwarantuje to „porządne rządzenie”, jest dla Pana retoryczne...

Każdy obywatel sam bez trudu może stwierdzić, kiedy państwo było bardziej sprawiedliwe. Wystarczy sięgnąć pamięcią do czasu przed 2015 r. Szedłem do wyborów prezydenckich pod hasłem „sprawiedliwe państwo”. Chodziło mi o takie państwo, w którym dochody są sprawiedliwie dzielone między obywateli, w którym środki są przekazywane rodzinom wychowującym dzieci, bo one wykonują wielką misję na rzecz trwania i rozwoju polskiego społeczeństwa, w którym obywatele otrzymują też inne świadczenia społeczne w celu wyrównania szans. To wszystko było przez ostatnie cztery lata realizowane i ogromnie się cieszę, że mogłem w tym współuczestniczyć.

W tej kampanii partie opozycyjne prześcigają się w składaniu obietnic socjalnych. Mają szanse przekonać tym Polaków do siebie?

Dlaczego tych obietnic nie zrealizowały, gdy rządziły przez osiem lat? PO i PSL sprawowały władzę od 2007 do 2015 roku i nie wprowadziły rozwiązań, które teraz zapowiadają. To jest kwestia wiarygodności. Dla Polaków istotne znaczenie ma to, kto miał program i w dużej części go zrealizował. Najważniejsze obietnice, właśnie te prospołeczne, spełniliśmy. W kampanii prezydenckiej zobowiązałem się przywrócić wiek emerytalny, który został podniesiony wbrew woli ludzi, obiecywałem, że będzie polityka prorodzinna, że środki będą równo rozdzielane, że będziemy podnosić poziom życia obywateli… To wszystko się dzieje i jest to dla mnie wielka satysfakcja.

Zaskoczyło Pana, że tak istotnym elementem tej kampanii, i wcześniejszej do europarlamentu, są spory światopoglądowe, etyczne?

Nie. Kwestie światopoglądowe wypływają w czasie każdej kampanii.

W tym roku na o wiele większą skalę.

Są politycy, którzy tymi sprawami grają na emocjach i w ten sposób próbują przechylać szalę wyborczą. Tak się dzieje nie tylko u nas. W wielu miejscach na świecie stosuje się tę metodę dla realizacji swoich celów politycznych.

W kampanii w Polsce na tych emocjach grają obie strony.

Akcja rodzi kontrakcję, tak to już jest w polityce.

Jednak nie jest to tylko kwestia emocji. Rozstrzygnięcie tego, co jest moralne, a co nie, jest sporem realnym.

Nigdy nie ukrywałem i nie będę ukrywał, że jestem katolikiem i w związku z tym mój system wartości wyrasta z nauczania Kościoła. I tym systemem wartości się kieruję, także w działalności publicznej. Uważam jednak, że każdy ma prawo do własnych poglądów. W jednym państwie mogą funkcjonować ludzie różnych przekonań i nie wolno obrażać czyichś uczuć, nie wolno traktować innych z pogardą, a przede wszystkim stosować fizycznej agresji. Pamiętajmy jednak, że dotyczy to obu stron. Szanując drugiego człowieka, chciałbym, aby on szanował także moje przekonania, to, w co ja wierzę, to, co jest dla mnie ważne. Nigdy nie zgodzę się, aby moje wartości były naruszane czy poniewierane.

Nie jest niczym nadzwyczajnym, że obok siebie żyją ludzie o różnych poglądach czy preferencjach. W normalnych krajach tak zawsze było. To za komuny nie można było mieć innych poglądów niż oficjalnie obowiązujące, inne były ścigane i karane.

Jak w skrócie określiłby Pan relacje polsko-amerykańskie: wspólne interesy, małżeństwo z rozsądku, protektorat za bezpieczeństwo, strategiczne partnerstwo?

To są relacje partnerskie. Oczywiście musimy mieć świadomość, że mamy do czynienia z największym światowym mocarstwem, który ma olbrzymią siłę ekonomiczną i militarną. My jesteśmy jednym z większych państw europejskich, może nie tak bogatym jak Zachód, ale mamy swoje wielkie ambicje, godność, politykę, interesy, które staramy się realizować. Współpraca ze Stanami Zjednoczonymi wzmacnia nasze bezpieczeństwo. Dziś jest ono coraz większe, bo na terenie Polski są obecne wojska amerykańskie. Chcemy też, aby Stany Zjednoczone były elementem budowania naszego systemu bezpieczeństwa energetycznego, dlatego kupujemy od nich m.in. skroplony gaz.

Problem polega na tym, jaka jest cena tego bezpieczeństwa. Na przykład po rozmowie z Panem wiceprezydent Mike Pence ogłosił, że Polska nie wprowadzi podatku od cyfrowych gigantów. To jest część amerykańskiego rachunku za gwarancje bezpieczeństwa dla Polski?

Nie rozmawiałem z wiceprezydentem Pence’em na temat podatku cyfrowego.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także