Nowy numer 42/2019 Archiwum

Jednorazowość

W wyniku raczej nieszczęśliwych wypadków musiałem wymienić w drzwiach pokojowych potłuczoną szybę. Wymienić szybę? Nie lepiej od razu całe drzwi?

Szyba w drzwiach stłukła się jakiś czas temu, ale jakoś nie było okazji, żeby ją wymienić. Wyciągnąłem drzwi i zabezpieczyłem tak, by sterczące i ostre jak nóż resztki szkła nikogo nie zraniły. W końcu okazja się nadarzyła i… okazało się, że to drzwi jednorazowe.

W firmie (dużej, renomowanej, mającej salony w całej Polsce) powiedzieli, że nie wymieniają szyb w swoich drzwiach. Poza tym już dawno nie mają tej kolekcji, więc mam zapomnieć o takim samym wzorze szkła. Dwóch szklarzy stwierdziło, że nie opłaca im się przyjeżdżać. Nie było wyjścia, trzeba było zrobić to samemu.

Listwy zabezpieczające drzwi zostały wykonane tak, że ich wyjęcie bez zniszczenia okazało się niemal niemożliwe. Stara szyba została do ramy przyklejona tak mocno, że usunięcie resztek szkła było niebezpieczne. Te drzwi od samego początku były projektowane jako jednorazowe.

Otaczają nas przedmioty, urządzenia, których nie da się naprawić. Nie dlatego, że to zbyt skomplikowane, ale dlatego, że ich projektanci tak to sobie wymyślili. Zmywarka, odkurzacz, mikser, ale też silnik, szafa czy proste drzwi. Sztab ludzi myślał nad tym, by po zepsuciu, nawet niewielkiego elementu, trzeba było wymienić całość (a w najlepszym wypadku większy moduł). Kiedyś tak nie było. Ale dzisiaj to standard. Przywykliśmy do stwierdzenia, że nie opłaca się naprawiać, taniej wyrzucić i kupić nowe.

Może i naprawianie, przerabianie, przeszywanie było kiedyś wymuszone biedą. Ale jednorazowość nie jest oznaką bogactwa, tylko ogromnej krótkowzroczności. Produkujemy tony śmieci, zużywamy tony surowców, marnujemy ogromne ilości energii. W imię czego?

Myśląc o zmianach klimatu, o zanieczyszczeniu środowiska, o problemach z wodą, energią i nierównym podziałem zasobów, nie sposób nie wrócić do praprzyczyny tych wszystkich problemów. Jest nim konsumpcjonizm. Przemożna chęć posiadania więcej, niż się potrzebuje. Podobno to ma uszczęśliwiać. Czy uszczęśliwia? Ten konsumpcyjny styl życia jest bodaj najlepszym towarem eksportowym zachodniego świata. Dzisiaj chcemy przekonać np. Chińczyków, Hindusów, Afrykanów, że nie muszą żyć na takim poziomie jak Europejczycy, Amerykanie czy Kanadyjczycy. Próbujemy im powiedzieć, że nadmierny konsumpcjonizm wykończy planetę, że sprowadzi na nas kłopoty. Być może tak będzie. Wiele na to wskazuje. Ale zachodnia (pop)kultura była i wciąż jest tak przekonująca, że nikt w świecie rozwijającym się nie chce słyszeć o samoograniczaniu. A argumenty: „skoro wy mogliście, to i my możemy”, są np. na konferencjach klimatycznych codziennością.

I choć dzisiaj sztaby PR-owców pracują nad tym, by firmy i korporacje kojarzyły się na zielono, niewiele (nic?) się zmienia. No chyba że na gorsze. Jedna z dużych firm odzieżowych chce wprowadzić jednorazowe ubrania. Jednorazowość to plaga naszego świata.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Tomasz Rożek

Kierownik działu „Nauka”

Doktor fizyki, dziennikarz naukowy. Nad doktoratem pracował w instytucie Forschungszentrum w Jülich. Uznany za najlepszego popularyzatora nauki wśród dziennikarzy w 2008 roku (przez PAP i Ministerstwo Nauki). Autor naukowych felietonów radiowych, a także koncepcji i scenariusza programu „Kawiarnia Naukowa” w TVP Kultura oraz jego prowadzący. Założyciel Stowarzyszenia Śląska Kawiarnia Naukowa. Współpracował z dziennikami, tygodnikami i miesięcznikami ogólnopolskimi, jak „Focus”, „Wiedza i Życie”, „National National Geographic”, „Wprost”, „Przekrój”, „Gazeta Wyborcza”, „Życie”, „Dziennik Zachodni”, „Rzeczpospolita”. Od marca 2016 do grudnia 2018 prowadził telewizyjny program „Sonda 2”. Jest autorem książek popularno-naukowych: „Nauka − po prostu. Wywiady z wybitnymi”, „Nauka – to lubię. Od ziarnka piasku do gwiazd”, „Kosmos”, „Człowiek”. Prowadzi również popularno-naukowego vbloga „Nauka. To lubię”. Jego obszar specjalizacji to nauki ścisłe (szczególnie fizyka, w tym fizyka jądrowa), nowoczesne technologie, zmiany klimatyczne.

Kontakt:
tomasz.rozek@gosc.pl
Więcej artykułów Tomasza Rożka

 

Zobacz także

  • Anonim (konto usunięte)
    20.09.2019 09:16
    Myśl "kiedyś było lepiej" to znany sposób obrony przed tym co nowe.
    A sprawa z jednorazowością wielu przedmiotów jest jak najbardziej racjonalna - często konieczność trzymania latami magazynów części zamiennych, szkolenia i opłacania pracowników serwisów jest ekonomicznie nieopłacalna.
    To co nam, laikom wydaje się być bezsensu ma sens ekonomiczny, bo dla przykładu są rzeczy naprawiane w jakimś stopniu, ale dla przykładu w mojej branży wymienia się kompletne podzespoły, a nie ich komponenty. Nikt nie usiłuje przylutowywać na płycie głównej czy kościach pamięci jednego scalaka, bo taka naprawa jest droższa i mniej pewna niż montaż fabryczny na taśmie produkcyjnej.
    I pewnie pomysł na montaż szyby w drzwiach zakładał wymianę drzwi (fabrycznie złożonych), a nie samej szyby. No i oczywistością jest, że nikt nie trzyma takich szyb latami, bo magazynowanie kosztuje.
    doceń 1
  • CSOG
    20.09.2019 11:02
    Temat nie nowy. Wypłynął na szersze wody powszechnej świadomości, za sprawą rozpowszechnienia w mediach (zwłaszcza internetowych) tak zwanego „Spisku żarówkowego”. Z grubsza obejmował on zmowę producencką o świadomym, zamierzonym i celowym ograniczeniu żywotności żarówek w celu zwiększenia ich podaży. Dlatego to nie jednorazowość jest dla mnie clou, a krótkowzroczność. I jeszcze to piękne zdanie klucz: „Kiedyś tak nie było”. Problem jest jednak bardziej złożony niż można go ocenić na pierwszy rzut oka.
    Pamiętam jak na początku lat dziewięćdziesiątych, pomimo że mieliśmy już pralkę automatyczną, do codziennego prania tetrowych pieluch używaliśmy wyciągniętej z piwnicy Frani. Prosta Frania okazała się wielopokoleniowa, pochodziła z wczesnej młodości mojej mamy. Co mówi ta historia? Dawniej mieliśmy jakby większy szacunek do służących nam przedmiotów. Zarówno na etapie produkcji, starając się wytwarzać je jako solidne i trwałe, służące maksymalnie długo. Ten szacunek widoczny był również na etapie korzystania. Ja dostrzegam go w mojej ówczesnej filozofii: po co eksploatować i zużywać elementy drogiego, nowiutkiego cuda techniki w postaci pralniczego automatu, kiedy do codziennej przepierki pieluch można użyć wysłużonej, wciąż sprawnej wirnikówki. Dziś w łazience stoi już trzeci z kolei automat.
    Patrząc na ten przykład warto zadać sobie pytanie. Po wyprodukowaniu jednej pralki Frania (czy SHL), która przy niewielkich i stosunkowo tanich naprawach mogła służyć kilku pokoleniom, gdzie znaleźli by zatrudnienie pracownicy, którzy ją wykonali? I tutaj pojęcie krótkowzroczność odnajduje się w pełnej krasie. Jestem bowiem przekonany, że jako społeczeństwo, jako cywilizacja moglibyśmy mimo wszystko podążać w kierunku bardziej odległym niż chwila obecna. Utratę owego szacunku dla przedmiotów, którymi się posługujemy obserwowałem na przykładzie traktowania telefonów komórkowych. Pierwotnie był to rarytas, rzecz cenna chroniona wymyślnymi etui i pancernymi foliami. Do czasu kiedy świat obiegła informacja o montowaniu w akumulatorach urządzeń ogromnego potentata z logiem jabłka, chipów ograniczających żywotność baterii do lat trzech. Urządzenia spowszedniały, a dzisiejszy stosunek do nich można śmiało zrównać z tym jaki mamy do jednorazowych chusteczek do nosa. Świat stawia na konsumpcję. To ona zwiększa podaż. Ta z kolei kręci gospodarką. I koło się zamyka. Koło w którym biegniemy już tak szybko, że nie jesteśmy w stanie dostrzec, że to za czym gonimy to nie nasze marzenia tylko koniec naszego cywilizacyjnego ogona. Proszę tylko nie doszukiwać się w tej konkluzji wróżenia z fusów o końcu świata. Światu nic nie grozi. Możliwe jednak, że jakaś zmiana czeka obecną cywilizację, która krótkowzrocznie nie szanuje zasobów naturalnych i nonszalancko traktuje własne odchody (czytaj śmieci, odpady i zanieczyszczenia).
    Wierzę, że nasz glob został stworzony jako swojego rodzaju perpetuum mobile. Kształt jego rzeczywistości, jak pokazuje historia nie pozostaje jednak niezmienny.
  • Dremor_
    21.09.2019 09:52
    Dremor_
    Artykuł w tonie teorii spiskowej. Producent drzwi zrobił je "jednorazowe", bo taniej skleic listwy, niż robić socjalne rewizje na śrubki. A Pan wybrał takie właśnie drzwi, bo kusiły ceną. Pewnie, można było zamówić drzwi u stolarza na lata, ale nie w takiej cenie. Ale widać niektórzy by chcieli produkt w przystępnej cenie, a jednocześnie wytrzymały na 100 lat.
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji