Gość Sandomierski 38/2019 Archiwum

Pamięć Września

Państwa sprzymierzone wyszły z blitzkriegu w nowych szatach: Polska okryła się kirem żałobnym, Francja i Anglia – hańbą.

We wrześniu 1939 r. Polska przyjęła na siebie cały impet niemieckiego uderzenia, ponosząc dotkliwą klęskę militarną i polityczną. Nie zapominajmy jednak, że kiedy polscy żołnierze bohatersko bronili ojczyzny przed dywizjami, czołgami i samolotami wroga, zachodnie granice III Rzeszy były odsłonięte. Na linii Zygfryda stała słabo uzbrojona garstka rezerwistów w starszym wieku. Mocarstwa zachodnie nie wykorzystały tej szansy. Mimo codziennie ponawianych przez stronę polską wezwań do rozpoczęcia akcji przewidzianej w umowach sojuszniczych, nie zmusiły Hitlera do wycofania części sił znad Wisły. Jak podkreślał Władysław Pobóg-Malinowski, „przez cały czas kampanii wrześniowej w Polsce nie spadła na Rzeszę ani jedna bomba angielska, ani francuska; samoloty angielskie ukazywały się nad Niemcami po to tylko, by zrzucać ulotki propagandowe”. Państwa sprzymierzone wyszły z blitzkriegu w nowych szatach: Polska okryła się kirem żałobnym, Francja i Anglia – hańbą.

Niestety, dziś rzadko się o tym pisze. Słowo „hańba” używane jest głównie w odniesieniu do sanacyjnych elit, które w obliczu inwazji sowieckiej ewakuowały się (według ignorantów: „uciekły”) z Polski. Ogółem granicę z Rumunią przekroczyło wówczas 25 tysięcy żołnierzy i drugie tyle cywilów. Warto jednak pamiętać, że zanim przywódcy polskiego państwa i wojska znaleźli się na moście nad Czeremoszem, uzyskali od władz rumuńskich prawo przejazdu przez terytorium państwa neutralnego (droit de passage). Kampanię wrześniową traktowali jedynie jako epizod zwycięskiej wojny. Chcieli dostać się do Francji, by stamtąd pokierować militarną i dyplomatyczną kontrofensywą. Francuzi mieli jednak inną koncepcję personalną. Na przedstawiciela Polski wybrali sobie człowieka owładniętego szczerą nienawiścią do piłsudczyków – gen. Władysława Sikorskiego. A ten z zimną krwią wykorzystał pojawiające się wśród uchodźców wezwania do rozliczenia „rządu klęski narodowej”. Nastroje te były oczywiście skutkiem szoku pourazowego, co przejrzyście opisał Pobóg-Malinowski: „W oszołomieniu nie dostrzegano właściwych powodów klęski – przewagi straszliwej Niemców, moskiewskiego noża w plecy i martwej bezczynności sojuszników zachodnich. Wojna wrześniowa była walką nierówną, z góry skazaną na klęskę. Działania ludzkie nigdy nie są wolne od błędów, ale gdyby nawet błędów nie było – katastrofa spadłaby tak samo, może tylko o parę dni później”.

Brak zainteresowania Paryża przyjazdem przedwojennej polskiej elity politycznej, a także naciski niemieckie i sowieckie na rząd rumuński sprawiły, że droit de passage zmieniło się nagle w l’hospitalité, czyli dłuższą gościnę. Prezydent Ignacy Mościcki, premier Felicjan Sławoj Składkowski, ministrowie z Józefem Beckiem na czele, wreszcie naczelny wódz, marszałek Edward Śmigły-Rydz, zostali wywiezieni w głąb Rumunii i internowani. To, że ich dramat do dziś bywa przedstawiany w poetyce groteski, powinien być dla historyków wyrzutem sumienia.

W wymiarze wojskowym o wyniku kampanii wrześniowej przesądziło zniszczenie przez Niemców polskiego systemu łączności. Armia przygotowana do realizowania planowych operacji podzieliła się na odosobnione oddziały, których dowódcy, a nawet poszczególni żołnierze musieli sami podejmować decyzje. Z ich perspektywy każda potyczka była bitwą o wszystko. A ponieważ – jak pisał Kazimierz Wierzyński – „urazić tę miłość [miłość ojczyzny] znaczy tyle, co wyzwolić w Polakach siły większe niż siły życia”, mnożyły się przykłady indywidualnego heroizmu. Rozproszenie armii bez wątpienia przyspieszyło militarną klęskę, ale odsłoniło też wielkość polskiego żołnierza.

W kwietniu 1939 r. Józef Maria Bocheński OP pisał o sensie podjęcia walki, nawet bez szans zwycięstwa: „Jeśli więc prawdą jest, że każdy naród ma prawo i obowiązek bronić swojego bytu, to prawdą jest także, że winien przede wszystkim bronić swojego mitu narodowego, tworzyć go i rozwijać przy każdej sposobności. Wojna, nawet przegrana, nie jest zupełnie przegrana, jeśli była prowadzona po bohatersku, z zacięciem, w rozumieniu wielkości chwili, w podporządkowaniu się Ojczyźnie, jeśli tysiące ludzi wolało zginąć niż zhańbić się poddaniem. Naród, który było na to stać, może być pewny, że nigdy nie zginie”.

Bohaterowie kampanii wrześniowej naprawdę wierzyli, że „tylko wtedy warto żyć, gdy jest coś, za co warto umierać”. Choć nie zdołali pokonać niemieckiej machiny wojennej, to obronili trwający przez pokolenia ideał etyczny, dzięki któremu Polska była i jest w stanie się odradzać.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL