Nowy numer 33/2020 Archiwum

Opowiedzieć Polskę światu

1 września 2019 roku to był niewątpliwie dzień największego sukcesu naszej polityki historycznej.

Obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej nie tylko przypomniały o historii, ale same stały się wydarzeniem o randze historycznej. Trudno było nie czuć powagi chwili, gdy prezydent Frank-Walter Steinmeier mówił: „Stoję dzisiaj przed polskim narodem bosy, jako człowiek, jako Niemiec, obarczony wielkim, historycznym brzemieniem”. Nie sposób ignorować jego słów o „nieprzemijającej odpowiedzialności”. Mowę wiceprezydenta Mike’a Pence’a komentatorzy nazwali wręcz „mesjanistyczną”, zaś Andrzej Duda wygłosił najważniejsze przemówienie swojej prezydentury (co przyznają nawet jego polityczni oponenci). Czas i szczególne miejsce sprawiły, że byliśmy świadkami symbolicznego aktu dopełnienia historycznej sprawiedliwości.

Stało się coś niezwykle istotnego: polski los został opowiedziany światu – z Warszawy, Wielunia, Westerplatte – na sposób uniwersalny, w kontekście fundamentalnych wartości, jakimi są odwaga, honor, wierność i zdrada oraz solidarność. Udało się pokazać, że wydarzenia sprzed 80 lat wciąż są ważne. Mateusz Morawiecki ujął to w celnym stwierdzeniu: „Długi polski rok 1939 zakończył się dopiero 30 lat temu”, a Andrzej Duda spuentował współczesną przestrogą, do czego może prowadzić przymykanie oczu na agresję. Gdy prezydent przemawiał w stolicy, tekst jego wystapienia, a także przemówienia polskiego premiera, opublikowały równocześnie m.in. „The Washington Post”, „Le Soir”, „Sunday Express”, „El Mundo” czy „Die Welt”. 1 września 2019 roku to niewątpliwie dzień największego sukcesu naszej polityki historycznej, wsparty spektakularnymi działaniami marketingowymi. Po raz pierwszy wyciągnęliśmy praktyczne konsekwencje z jakże mądrej zasady: jeśli sam nie opowiesz swojej historii, zrobią to za ciebie inni.

Pamięć jako zobowiązanie

Projekt „Opowiadamy Polskę światu 1939–2019” – podobnie jak warszawskie obchody – jest rzadkim przykładem przedsięwzięcia chwalonego przez wszystkich, bez względu na polityczne poglądy. Zrealizowany pod merytoryczną opieką prof. Wojciecha Roszkowskiego, za pieniądze Polskiej Fundacji Narodowej, przez Instytut Nowych Mediów został – wreszcie – dostrzeżony po obu stronach Atlantyku. Największe, najbardziej wpływowe tytuły prasowe świata w wydaniach weekendowych 30 sierpnia–1 września 2019 r. zamieściły dodatkowe okładki – reprinty swoich wydań sprzed 80 lat oraz zestaw tekstów napisanych przez doborowe grono, nie tylko prezydenta i premiera, ale najlepszych historyków, publicystów i analityków. Co ważne, Polskę opowiadali światu także autorzy z Niemiec, Francji, Włoch czy Anglii: Roger Moorhouse, Marco Patricelli, Jochen Böhler, Barry Sheehy, Dermot Turing, Jack Fairweather, Jean-Paul Oury, Allen Paul, Antony Beevor. Mimo tak zróżnicowanego zespołu opowieść okazała się spójna z jednego prostego powodu: – Nie chodziło nam o to, by przedstawić jakiś oryginalny, polski punkt widzenia, ale by przekazać prawdę historyczną – wyjaśnia prof. Michał Kleiber, redaktor naczelny miesięcznika opinii „Wszystko Co Najważniejsze”, który odpowiada za redakcję całości.

Prawda może być pewnego rodzaju odkryciem, bo też w wielu krajach ostrożnie się nią gospodaruje. W sferze symbolicznej wciąż toczy się walka o to, kto po tamtej wojnie jest zwycięzcą, a kto pokonanym, kiedy faktycznie wojna wybuchła, kto ją wywołał, kiedy ostatecznie się zakończyła. I najważniejsze (a zarazem dla wielu najtrudniejsze): kto i jak podczas tej wojny się zachował. Jeśli nie dopełnimy obowiązku przypominania historycznej prawdy, będziemy zdani na inne opowieści i zostaniemy w nich obsadzeni w najbardziej haniebnych rolach. „Polska będzie już na zawsze strażnikiem pamięci XX wieku. Pamięć to również zobowiązanie” – pisze w swoim tekście premier Mateusz Morawiecki.

Dlaczego Francja nam nie pomogła?

Zdaniem Eryka Mistewicza, prezesa Instytutu Nowych Mediów, to ostatni moment na tego typu działania. Wraz z odchodzeniem pokoleń, które pamiętają wojnę i doświadczyły jej skutków, interpretacja tamtych wydarzeń ulega bowiem wypaczeniu, podlega grze narodowych interesów. Najbardziej klasyczny przykład to coraz częstsze zastępowanie Niemców, jako sprawców zbrodni wojennych, przez nazistów. Podczas niedawnych obchodów rocznicy lądowania w Normandii wszyscy słyszeliśmy oficjalnie podawaną opowieść o aliantach, którzy 75 lat temu uwolnili Niemcy spod nazistowskiej okupacji.

Jakże inaczej w tym kontekście brzmią tezy Jochena Böhlera, twierdzącego, że Niemcy prawie do końca popierali politykę Hitlera. „Niemal do końca wojny Niemcom żyło się bardzo dobrze, głównie dzięki brutalnej okupacji innych państw. W latach 1939–1945 III Rzesza uzyskała równowartość ponad dwóch bilionów euro (według dzisiejszej wartości nabywczej) z grabieży krajów okupowanych” – pisze niemiecki historyk, jeden z autorów polskiego projektu. Inny autor – Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego – przypomina, że to nie żadni mityczni „naziści”, ale emerytowani niemieccy policjanci, przykładni obywatele III Rzeszy, realizując plan eksterminacji Warszawy, mordowali każdego dnia 10 tys. cywilów.

– W tekstach wszędzie używamy słów: Niemcy, niemieckie, niemiecka… Nie było z tym łatwo, w jednym z krajów musieliśmy zacząć od nowa pracę z inną redakcją, w innym dyskusja trwała prawie do uruchomienia maszyn drukarskich – odsłania kulisy projektu Eryk Mistewicz. Warto jednak być upartym, co potwierdza odzew płynący np. z Francji. W „Le Figaro” aż 8 stron poświęcono na opowieść o Polsce. – Na końcu wkładki podany był nasz adres. Otrzymaliśmy sporo mejli, 80 proc. entuzjastycznych! – cieszy się prezes Instytutu Nowych Mediów. Warto dodać, że nie brakło w opublikowanym zestawie tematów trudnych. Jest tam na przykład tekst Jeana-Paula Oury’ego pod znamiennym tytułem: „Dlaczego Francja nie pomogła Polsce?”. No właśnie…

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama