Nowy numer 33/2020 Archiwum

Lodołamacze

Zakup Grenlandii byłby jedną z najlepszych, obok zakupu Alaski, strategicznych inwestycji Stanów Zjednoczonych. Czy Dania ugnie się kiedyś i sprzeda Amerykanom największą wyspę świata?

Zanim doszło do dyplomatycznego kwasu, czyli odwołania przez Donalda Trumpa wizyty w Danii (po tym, jak premier tego kraju powiedziała, że „Grenlandia nie jest na sprzedaż”), prezydent USA wykazał się nieco większym dystansem do siebie: na swoim profilu w mediach społecznościowych opublikował zabawny fotomontaż ukazujący małe domki rozrzucone na fragmencie wyspy i górujący nad nimi szklany, złocisty wieżowiec Trump Tower, z żartobliwym podpisem: „Obiecuję, że tego nie zrobię Grenlandii”.

Lekki humor szybko jednak ustąpił emocjom – jak twierdzą przeciwnicy Trumpa – lub raczej… biznesowemu wyrachowaniu prezydenta USA. Bo nagłe odwołanie wizyty w Danii wyglądało bardziej na sprawną zagrywkę, by zmusić swojego sojusznika do „skruchy” i przynajmniej zasygnalizowania, że temat sprzedaży nie jest tak zupełnie zamknięty.

Żyła złota

Gdy świat obiegła informacja, że prezydent USA chce, by rządzone przez niego mocarstwo kupiło Grenlandię, posypała się lawina drwin i oskarżeń o megalomańskie zapędy lokatora Białego Domu. Wynikały one zapewne z prostego założenia, że to tylko nowy kaprys prezydenta. Rzadko przebijały się bardziej trzeźwe uwagi, że to może kolejny dowód na to, iż ekscentryczny miliarder i głowa jedynego supermocarstwa ma jednak nosa do interesów. W tych kąśliwych uwagach pomijano też fakt, że Trump nie jest pierwszym prezydentem, który o zakupie Grenlandii myśli – już ekipa Abrahama Lincolna brała pod uwagę taki scenariusz, ale wtedy zabrakło chyba determinacji. Później całkiem poważnie Stany Zjednoczone rozważały zakup już po II wojnie światowej. Jeszcze w trakcie wojennej zawieruchy Amerykanie wybudowali na wyspie – za zgodą Danii – bazę wojskową. W okresie zimnej wojny był to jeden z głównych elementów układanki, która polegała na otaczaniu strategicznym ZSRR. Zresztą do dziś ta strategia w odniesieniu do Rosji należy do kluczowych elementów amerykańskiej polityki bezpieczeństwa.

Po drugie – ironizujący komentatorzy jakby nie zauważali, że zakup takiego terytorium, podobnie jak niegdyś Alaski, mógłby okazać się znakomitym interesem z punktu widzenia USA. Nie tylko dlatego, że Grenlandia, terytorium autonomiczne pozostające w zależności od Danii, jest bogata w złoża naturalne: od ropy naftowej po złoto, diamenty czy uran (a topniejący lód otwiera nowe możliwości eksploatacji). Również dlatego, że od dłuższego czasu trwa rywalizacja mocarstw – głównie Rosji, Chin i USA – o kontrolę w obszarze Arktyki, właśnie ze względu na bogate złoża ropy. Zakup Grenlandii byłby ogromnym krokiem w kierunku amerykańskiej dominacji w tym regionie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także