Nowy numer 42/2019 Archiwum

Aby poznać się lepiej

Na zamku w Krasiczynie blisko 400 młodych Polaków i Węgrów dyskutowało o tym, co nas łączy i jak wspólnie możemy zmienić Europę.

Węgry to nasz naturalny sojusznik, z którym wiążą nas nie tylko historyczne więzy. Kierunek węgierski w naszej polityce od wielu lat jest konsekwentnie wzmacniany i zaczyna to owocować w polityce, gospodarce i kulturze. Aby jednak nasz sojusz stał się trwałą i znaczącą siłą w Europie, trzeba budować jego zaplecze społeczne. Taką rolę coraz mocniej odgrywa Uniwersytet Letni w Krasiczynie.

Nie tylko historia

II Uniwersytet Letni w Krasiczynie zorganizował Instytut Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka przy pomocy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego. W czterodniowym spotkaniu, wypełnionym dyskusjami, prezentacjami, koncertami oraz zwiedzaniem, uczestniczyli studenci przede wszystkim dwóch budapeszteńskich uniwersytetów, katolickiego i kalwińskiego, oraz uniwersytetu w Szegedzie. Od nas przyjechali m.in. studenci z Uniwersytetu im. kard. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie oraz Uniwersytetu Jagiellońskiego. Patronem spotkań był prof. Wacław Felczak, wybitny znawca Węgier, żołnierz Polskiego Państwa Podziemnego, legendarny kurier tatrzański i więzień polityczny. Po wojnie wykładał on także na Węgrzech, inspirując tam powstanie demokratycznej opozycji. W jego kręgu kształtował się m.in. premier Viktor Orbán.

– Głównym celem szkoły jest stworzenie forum spotkania i katedry do przekazywania wiedzy młodym Polakom i Węgrom, którzy wykazują się wielką aktywnością i prawdopodobnie będą liderami opinii w obu krajach – mówi w rozmowie z GN dr hab. Maciej Szymanowski, dyrektor Instytutu im. Felczaka. – Chodzi także o to, aby młodzi ludzie mogli spotkać się bezpośrednio, a nie tylko poprzez media społecznościowe, przeżyć kilka dni razem, uczestnicząc w dyskusjach, wykładach oraz w koncertach, oglądając filmy. Idea szkoły zawiera się więc w słowach: więcej wiedzy o sobie. To istotne, gdyż najnowsze badania przeprowadzone na Węgrzech wskazują na deficyt takiej wiedzy. Wynika z nich, że o ile sympatia Węgrów do Polaków ciągle utrzymuje się na wysokim poziomie, w młodszych rocznikach jest nawet większa, o tyle brakuje wiedzy na ten temat. Chodzi więc o to, aby młodzi Polacy i Węgrzy nie tylko darzyli się sympatią, ale wiedzieli, skąd się to bierze i jak można to uczucie wykorzystać dzisiaj, dla dobra obu krajów oraz całej Europy Środkowej – podkreśla dyr. Szymanowski. O wyborze miejsca spotkania zadecydowały nie tylko walory krasiczyńskiego zamku, perły polskiego renesansu, ale też bliskość Przemyśla. – Przemyśl jest miejscem znaczącym w relacjach polsko-węgierskich – stwierdził w rozmowie z GN pos. Marek Kuchciński, jeden z ważnych promotorów zbliżenia obu narodów. – Są to związki trwające od wieków. Właściwie można powiedzieć, że w każdym pokoleniu mamy jakieś pozytywne przejawy relacji polsko-węgierskich. Najbardziej wymownym świadkiem tej wspólnej historii są położone wokół dawnej twierdzy Przemyśl cmentarze wojenne z okresu I wojny światowej, gdzie leżą pochowani z wielkim szacunkiem obok Polaków żołnierze węgierscy, austriaccy, rosyjscy, niemieccy, włoscy oraz wielu innych narodów. W okresie, gdy pełniłem urząd marszałka Sejmu, Węgry, obok Litwy i Gruzji, miały szczególne znaczenie w budowaniu dobrych relacji pomiędzy parlamentami, ale także instytucjami państwowymi oraz samorządowymi. Jestem przekonany, że będzie to owocowało w przyszłości – dodaje. – Chciałbym, aby w przyszłym roku udało się zorganizować wielki kongres stowarzyszeń i samorządów zaangażowanych we współpracę polsko-węgierską.

Jaka Europa?

Otwierający szkołę panel dyskusyjny miał szczególne znaczenie ze względu na rangę biorących w nim udział dyskutantów: wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego, wiceprzewodniczącego Zgromadzenia Narodowego Węgier Jánosa Latorcaia oraz byłego marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. Węgierski gość podkreślał, że we współczesnym świecie będzie się liczyć przede wszystkim silna tożsamość narodowa. W tym kontekście mówił o kryzysach migracyjnym i demograficznym, zmieniających powoli rzeczywistość europejską. – Przybywający do Europy muzułmanie mają silną tożsamość narodową, otwarcie praktykują swoją wiarę, twardo bronią wartości rodzinnych, a Europejczycy? – pytał. W rodzinie europejskiej rodzi się coraz mniej dzieci, a rewolucja obyczajowa zaciera nawet samo jej pojęcie. Kontynuując ten wątek, węgierski polityk zwracał uwagę, że przykład takich zachowań idzie z góry. Niewielu europejskich przywódców ma dzieci, a zupełnym wyjątkiem jest sytuacja, że żyją w stałych związkach z jednym partnerem. Polska i Węgry wyróżniają się więc także na tym polu. Nawiązując do swych rozmów z przywódcami Iranu, wicemarszałek węgierskiego parlamentu, który jest jednym z liderów partii chadeckiej, będącej sojusznikiem Fideszu, opowiadał, że dla nich jest rzeczą oczywistą, że muzułmanie w krajach, gdzie są mniejszością, podporządkowują się większości. Ale gdy zaczną dominować, wprowadzają prawo oparte na Koranie, gdyż taka jest natura islamu. – Ja nie będę musiał się zmagać z tym problemem, ale wy lub wasze dzieci z pewnością tak – mówił marszałek Latorcai do uczestników panelu.

Na pytanie młodej Węgierki, dlaczego rząd Orbána nie wprowadził prawa ograniczającego aborcję, chociażby takiego, jakie obowiązuje w Polsce, polityk odpowiedział, że na głębsze zmiany w prawie nie ma przyzwolenia społecznego. Można to zmienić, jedynie prowadząc konsekwentnie politykę prorodzinną oraz zmieniając wrażliwość społeczną na wartość życia poczętego. W tym kontekście mówił także o gwarancjach sumienia dla lekarzy, którzy wprawdzie mogą odmówić udziału w aborcji, ale wtedy są poddawani środowiskowemu ostracyzmowi. Wszystko to wskazuje, jak mówił Latorcai, że prawo do życia jest ciągle niezrealizowanym postulatem, chociaż formalnie w konstytucji Węgier od kilku lat jest zagwarantowane prawo do życia od poczęcia.

Doświadczenie historyczne

W trakcie wielu dyskusji powracały wątki wspólnych doświadczeń historycznych, zarówno z czasów odległych, jak i historii najnowszej. Symbolem wzajemnego braterstwa jest postać gen. Józefa Bema, wodza w czasie narodowego powstania węgierskiego w 1848 r. Jednak najbardziej dramatyczne dla naszych relacji było ubiegłe stulecie. W 1920 r. dostawy broni i amunicji z Węgier pozwoliły nam wygrać Bitwę Warszawską. Po agresji Niemiec na Polskę Węgry, chociaż były sojusznikiem Hitlera, nie tylko odmówiły przepuszczenia wojsk niemieckich przez swoje terytorium, ale przyjęły ponad 100 tys. polskich żołnierzy oraz cywilów, którzy znaleźli tam schronienie i opiekę jesienią 1939 r. Powstanie w 1956 r. w Budapeszcie zaczęło się od wiecu poparcia dla przemian w Polsce, a Solidarność inspirowała węgierską opozycję polityczną w latach 80. ubiegłego stulecia.

W trakcie dyskusji profesor Sándor Őze z Uniwersytetu Katolickiego w Budapeszcie zwrócił uwagę na jeszcze jeden aspekt naszych dziejów. – Nie ma w Europie dwóch innych narodów, które miałyby tak liczną grupę wspólnych błogosławionych i świętych. To oni nadają naszemu długiemu trwaniu w historii wymiar metafizyczny – przekonywał.

O znaczenie poznania tej wspólnej przeszłości zapytałem dr Barbarę Bánk, wiceprzewodniczącą rady Komitetu Pamięci Narodowej, węgierskiego odpowiednika IPN. – Przeszłość musimy badać, aby ustalić i uporządkować fakty, które pozwalają nam przedstawić rzeczywisty jej obraz. Taka wiedza jest potrzebna nie tylko po to, aby poznać przeszłość. Ona także ułatwia lepsze rozeznanie wyzwań stojących przed nami obecnie i w przyszłości. Ma to szczególne znaczenie dla narodów żyjących w przeszłości w systemie komunistycznym. Musimy oczyścić naszą pamięć z sowieckich narracji, aby przywrócić pełny wymiar naszej narodowej historii. Jest to wspólne zadanie Polaków i Węgrów oraz kapitał, na którym możemy budować przyszłość – dodała dr Bánk.

Dla przyszłości

Działania w przestrzeni międzynarodowej nie mogą być zawieszone w społecznej próżni i wynikać jedynie z racji politycznych. Skuteczne są wtedy, gdy mają szerokie zaplecze. Tak nowoczesną politykę rozumie wiele dużych krajów europejskich, a zwłaszcza Niemcy i Francuzi, uzupełniający profesjonalną dyplomację inicjatywami społecznymi, aktywnością organizacji pozarządowych i fundacji, m.in. w relacjach z Polską. Na kierunku środkowoeuropejskim także powstało kilka ważnych inicjatyw, m.in. Fundusz Wyszehradzki czy Forum wspierające relacje z Czechami i Słowakami. Jednak to kierunek węgierski od wielu lat jest konsekwentnie wzmacniany i zaczyna to owocować w polityce, gospodarce i kulturze. W tym kontekście Krasiczyn staje się ważnym punktem w relacjach polsko-węgierskich. Być może w przyszłości będziemy mogli powiedzieć o „pokoleniu krasiczyńskim” polityków, społeczników i kreatorów życia publicznego, którzy swoją środkowoeuropejską inicjację przeszli właśnie tutaj.•

Propozycja wspólnej drogi

prof. Ryszard Terlecki wicemarszałek Sejmu RP Współpraca Polski i Węgier, czy może nawet sojusz, chociaż nie nadajemy mu charakteru wojskowego, jest ważną osią Europy Środkowo-‑Wschodniej, a także wzorem do naśladowania dla innych. Chodzi o model porozumienia się pomimo pewnych różnic. Węgrzy mówią nam, że dla nich taki kraj najbliższy, z którym wiele ich łączy, ale dzielą pewne historyczne zaszłości, to Chorwacja. Dla nas takim narodem, z którym żyliśmy w jednym państwie, ale także mamy pewne problemy, jest Litwa. W innym wymiarze, gdyż nie w kontekście Unii Europejskiej, możemy mówić o podobnych związkach z Ukrainą. Jest naród białoruski, który geograficznie jest blisko, ale politycznie niestety daleko. Czym więc są relacje polsko-węgierskie w szerszym kontekście? Przykładem budowania w oparciu o tradycję, wspólne doświadczenie kultury, religii i historii w skali całej Europy Środkowo-Wschodniej. Węgrzy i Polacy dają propozycję drogi dla całego regionu. Musimy mieć świadomość, że stoimy – jak cała wspólnota europejska – przed zasadniczym wyborem cywilizacyjnym, w którą stronę chcemy dalej podążać. Nasza propozycja sprowadza się do budowania na podstawie wartości chrześcijańskich oraz tradycji, jest jednak także popularna na Zachodzie propozycja demokracji liberalnej, coraz bardziej oddalająca się od tych wartości i stawiająca na daleko idące przemiany w kwestiach obyczajowych i moralnych. Są wreszcie Rosja oraz inne kraje, jak np. Chiny, rządzące się zupełnie innymi prawami, opierające się w swych konstrukcjach politycznych na innych przesłankach cywilizacyjnych. Nam się wydaje, że nasz model – łączenia tradycji z otwartością na niezbędną modernizację – jest optymalny. Powinniśmy go umacniać i rozprzestrzeniać w całym regionie i wszystkich państwach, bez względu na barwy rządzących tam elit politycznych. I to się nam oraz Węgrom udaje.

Doświadczyć bliskości

dr Imre Molnár historyk, dyplomata Takie spotkania jak szkoła letnia w Krasiczynie wypełniają lukę w naszych wzajemnych kontaktach. Ma to znaczenie bardzo praktyczne, gdyż umożliwia poznanie się wielu młodym ludziom, którzy w przyszłości będą decydowali o naszych losach. I u was, i u nas popularne jest powiedzenie: Polak, Węgier – dwa bratanki. Jednak często za tym głębokim poczuciem wzajemnej sympatii nie stoi rzeczywista wiedza o sobie nawzajem. Spotkanie w Krasiczynie pozwala wypełnić tę lukę konkretnymi treściami. Słuchanie wykładów, zwiedzanie miejsc znaczących dla naszej wspólnej historii, a także udział w dyskusjach pozwalają skonkretyzować to poczucie bliskości. Tylko będąc razem, doświadczamy bliskości w wymiarze realnym. W moim przekonaniu może to później służyć wytworzeniu jakiegoś wspólnego poglądu wobec tych zasadniczych zmian, które dokonują się obecnie w Europie i w świecie. Musimy mieć świadomość, że mają one wymiar cywilizacyjny. Zmienia się cały paradygmat kulturowy, czy może nawet duchowy cywilizacji europejskiej, która kształtowała oblicze naszego kontynentu przez stulecia, a dzisiaj ulega coraz bardziej widocznej erozji. Musimy więc zadać sobie pytanie, jaki mamy do tego stosunek. Być może potrzebujemy jakiegoś wspólnego klucza interpretacyjnego do tego, co się właśnie dzieje. Takie spotkania jak to w Krasiczynie pozwalają ukształtować wspólne myślenie o tych wyzwaniach oraz sprzyjają refleksji, jak im przeciwdziałać. Wszystko to z pewnością ułatwi nam lepsze praktykowanie naszej przyjaźni, która wielokrotnie zdawała egzamin w poprzednich wiekach, ale nie powinna opierać się jedynie na wspomnieniach i sentymentach. Świat się zmienia. Polacy i Węgrzy powinni zastanawiać się, co to dla nich oznacza i jakie z tego powinni wyciągać wnioski, które będą korzystne zarówno dla jednych, jak i drugich.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji