Nowy Numer 38/2019 Archiwum

Taka historia

Polityka historyczna to nie konkurencja dla naukowego badania historii. Ale i sama historia jako nauka to za mało, by historię poznał świat.

Imponujący jest rozmach, z jakim Polska Fundacja Narodowa oraz Instytut Nowych Mediów przygotowały międzynarodowy projekt na 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej: w najważniejszych gazetach w Europie i za Atlantykiem ukażą się w tych dniach nie tylko reprinty okładek tych pism sprzed 8 dekad, ale i teksty, które pokażą prawdę historyczną znaną nad Wisłą, ale niemal zupełnie nieznaną na zachód od Odry.

Nieraz spotkałem się z opinią, że nie należy uprawiać żadnej polityki historycznej, tylko po prostu uprawiać historię. W domyśle: ta pierwsza zawsze staje się narzędziem politycznej propagandy i wybielania własnego narodu. Co zrobić jednak w sytuacji, gdy brak własnej polityki historycznej stwarza warunki do oczerniania nas przez innych lub w najlepszym wypadku do zwykłej ignorancji i fałszywej, choć powielanej i przyswajanej wersji historii?

- Jeśli ktoś nie próbuje stworzyć własnej narracji o historii – a akurat nasza narracja nie musi być fałszywa, żeby wyjść na swoje – to wpada w taki wir, w którym znajdujemy się teraz, razem ze wszystkimi sojusznikami Hitlera i jeszcze z polskimi obozami śmierci. To jest efekt zaniechania polityki historycznej przez ostatnie 25 lat – mówił 4 lata temu w rozmowie z GN prof. Wojciech Roszkowski.

Przy takich zaległościach trudno się dziwić przeciętnemu Amerykaninowi (choć np. byłego szefa FBI, który zasłynął niegdyś wypowiedzią o współodpowiedzialności Polski za zbrodnie nazistowskie, trudno uznać za „przeciętnego”), gdy różnica między Polską, Bułgarią czy Węgrami jest dla niego mniej więcej podobna jak dla przeciętnego Polaka różnica między Kongo, Zimbabwe i Kenią. Tyle że tu problem jest głębszy, bo dotyczy jednak wspólnej euroatlantyckiej historii i współczesnych powiązań między Polską a USA, a nie tylko znajomości lub nieznajomości globusa.

Prof. Roszkowski tak tłumaczył powody braku polskiej wersji historii w świadomości ludzi Zachodu: - Kiedy pracowałem w USA, widziałem biblioteki, w których istniał klucz bibliograficzny sięgający XIX wieku. Literatura polska była w podobnym dziale, co literatura rosyjska. Dlatego, że w XIX wieku Polska była traktowana jako część Rosji. Potem mieliśmy opinie o Polsce międzywojennej: albo jako o kraju reakcyjno-burżuazyjnym – w propagandzie sowieckiej – albo jako o państwie sezonowym – w propagandzie niemieckiej. Polska nie miała dobrej prasy zarówno w okresie międzywojennym, jak i w okresie PRL. Po II wojnie wręcz w interesie mocarstw zachodnich było to, żeby rolę Polski umniejszyć, żeby nie czuć żadnych wyrzutów sumienia związanych z tym, że wysiłek zbrojny Polski w obozie alianckim został całkowicie zlekceważony, a Polska znalazła się w orbicie sowieckiej. Należało zatrzeć złe wrażenie po oddaniu Polaków w ręce Stalina. Zachód uspokoił sobie sumienie, kasując całą tę wiedzę. Oczywiście władze PRL nie robiły nic, żeby ten stan wiedzy zmienić. Stąd wiedza o historii Polski na Zachodzie jest skandalicznie słaba – dodawał.

Tyle że ostatnie 30 lat trudno już usprawiedliwić komunistyczną propagandą, która kazała nam wierzyć w sowiecką wersję wydarzeń (sowiecką, ale i współczesną rosyjską, czego dowodem jest ciągłe usprawiedliwianie przez Moskwę paktu Ribbentrop-Mołotow i obwinianie Polski za wybuch II wojny światowej). Trudno nie zapytać, dlaczego przez tyle lat wolnej Polski nie udało się przeprowadzać regularnie podobnych akcji, jak obecnie w światowych mediach. I dlaczego polityka historyczna, którą uprawiają niemal wszystkie państwa – od Rosji, Niemiec i Francji po Wielką Brytanię i przede wszystkim Stany Zjednoczone – w Polsce do niedawna była czymś wstydliwym.

W więcej o tej globalnej akcji przeczytasz tutaj:

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Pierwsze doświadczenia dziennikarskie zdobył w liceum, biorąc udział w konkursie Ośrodka „Karta” i Fundacji Batorego „Historia Bliska” (I wyróżnienie zespołowe za reportaż historyczny). Przez dwa lata pracował w Wielkiej Brytanii, m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders” i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem” oraz współautor zbioru reportaży „W drogę ze św. Pawłem” (Syria, Cypr, Turcja). Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka za tekst "My som stond". Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, psychologią i teologią. Kocha fotografię, jazdę konną i rowerową, turystykę górską, Francję i Bałkany. Jego Obszar specjalizacji to publicystyka, wywiady, reportaże i analizy z dziedziny polityki (krajowej i zagranicznej), spraw społecznych, życia Kościoła i teologii.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

  • Drem00r
    30.08.2019 14:51
    Drem00r
    Polityka historyczna jest ok, o ile przyjęta narracja jest zgodna z prawdą historyczną. Gorzej, jeśli politykę historyczną buduje się w oparciu o półprawdy, manipulacje, mity, a czasem nawet zwykłe kłamstwa. Przykładem niech będzie pomoc Żydom w czasie wojny. Kilka procent pomagało, kilka procent mordowało, a zdecydowana większość miała to zwyczajnie w nosie, a potem cieszyła się, bo można było wprowadzić się do kamienicy po Żydach. W takiej sytuacji próba budowania narracji o bohaterskim narodzie Polaków, którzy masowo ratowali Żydów nie przetrwa w konfrontacji z pierwszym lepszym wywiadem z ocalonym, który w Izraelu opowie, jak to uciekając bardziej bał się Polaków, niż Niemców.

    Tym bardziej, że na świecie historia nie ekscytuje ludzi aż tak bardzo, jak w Polsce i to, czym próbujemy przekonać innych nie robi żadnego wrażenia. Bo czym jest opowiadanie o straszliwych zaborach i o zniknięciu z map na 123 lata, skoro Bułgarów na mapie nie było 500, a Irlandii przeszło 800 lat? Nie robimy tym wrażenia nawet na Czechach, którzy pod zaborami byli 400 lat. Tymczasem my próbujemy budować narrację, że nikt nie wycierpiał tyle co my, co w konfrontacji z faktami robi się śmieszne.
    doceń 5
  • snakeinweb
    30.08.2019 16:02
    Ja jestem pryncypialnie przeciw "polityce historycznej", bo to oksymoron i w praktyce oznacza zawsze fałszowanie prawdy historycznej. W przypadku zniekształcania lub fałszowania przez innych prawd historycznych, owszem można reagować i prostować, lecz nie nazwałbym tego polityką historyczną lecz zwalczaniem manipulacyjnych "polityk historycznych" uprawianych przez innych.

    Sama akcja przypominania dawnych czołówek gazet mi się podoba. Kiedyś, kiedy zaczęto udostępniać w internecie tego rodzaju archiwa dostęp był przeważnie wolny (dziś jest niemal zawsze płatny) miałem hobby przeglądania zagranicznej prasy z przełomowych i nieprzełomowych momentów historii. I nie wiem, czy studiowania takich źródeł koniecznie musi być pozytywne dla dawnej Polski. Np. Polska miała powszechnie złą prasę za swój sojusz z Hitlerem i Węgrami oraz rolę odgrywaną w rozbiorze Czechosłowacji. Polska była traktowana jako awanturnik prący wraz z Hitlerem do wojny. A 1 września 1939 roku komentarze były raczej pozytywne, współczujące, lecz również mieszane. W jakieś czołowej gazecie amerykańskiej czytałem nawet listy niektórych czytelników zachwyconych geniuszem dyplomatycznym Stalina, który poprzez pakt Ribbentrop-Mołotow genialnie odwrócił uwagę Hitlera od siebie "odzyskując" przy tym niewielkim kosztem swoje dawne wschodnie tereny.

    W każdym bądź razie, to bardzo ciekawe studiować dawne źródła i wiedzieć jak myśleli w różnych zakątkach świata ludzie ówcześni. To co myśleli nie musi być historyczną prawdą, ale jest częścią historycznej wiedzy pomagającą lepiej rozumieć ówczesne procesy.
    doceń 6
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji