Nowy numer 42/2019 Archiwum

Śp. konserwatyzm

Prawdziwych konserwatystów w Europie już nie ma. Prawda czy fałsz?

W tym wstępie niemal każde słowo jest tak ogólne i wieloznaczne, że odpowiedź wydaje się karkołomna. Bo co oznacza dziś słowo „konserwatysta”, do tego „prawdziwy”? A jeśli o Europie mówimy, to czy mamy na myśli równocześnie jej zachodnią, środkową i południową część? Mając świadomość, że w świecie idei jesteśmy skazani na wiele możliwych definicji, że zwłaszcza konserwatyzm w ciągu ostatnich dekad oznaczał co innego w różnych krajach i tradycjach politycznych, możemy wskazać kilka cech, które stanowią o istocie konserwatyzmu. I właśnie bazując na tych cechach, pozwólmy sobie na postawienie tezy, że dziś w Europie, a z całą pewnością w Europie Zachodniej, konserwatyści to gatunek wymarły. Owszem, są liczne środowiska intelektualne, które pozostają wierne myśleniu w kategoriach konserwatywnych. Nie przekłada się to jednak na istnienie znaczącej siły politycznej, która byłaby wybieralna i tym samym miała realny wpływ na kształt prawa i państwa, który można by nazwać konserwatywnym. Rośnie wprawdzie w siłę tzw. nowa prawica, która w wielu krajach europejskich (np. we Francji) może wkrótce objąć władzę. Trudno jednak zakładać, że klasyczni konserwatyści patrzą na to ze spokojem. O ile w ogóle „klasyczni” konserwatyści jeszcze istnieją.

Słowa z gumy

Chyba żadne określenie nie zostało w ostatnich dekadach tak zdewaluowane, jak konserwatyzm. I to podwójnie. Z jednej strony nurty liberalne i lewicowe przekonały społeczeństwa, że „konserwatywny” oznacza coś śmiesznego, zacofanego, hamulcowego i tym samym groźnego dla wolności jednostki. Z drugiej, paradoksalnie, słowo to zostało „unowocześnione”, a w praktyce rozmyte, przez mainstreamowe partie polityczne. Dziś za partie konserwatywne w Europie Zachodniej uznaje się powszechnie zarówno szeroko rozumianą chadecję, czyli chrześcijańską demokrację, jak i np. brytyjskich torysów. Problem w tym, że i jedni, i drudzy w większości spraw są tak przeniknięci poprawnością polityczną narzuconą przez europejską lewicę, że momentami trudno wskazać różnice w poglądach między tymi środowiskami. Najczęściej przejawia się to biernością, ale czasem również prześciganiem się z lewicą w stanowieniu zgubnego dla społeczeństwa prawodawstwa, m.in. w sprawach dotyczących aborcji, eutanazji, związków partnerskich, zmiany definicji małżeństwa. Ostatecznie więc to lewica, a nie konserwatyści, wygrała walkę o język, jakim operuje się dzisiaj w debacie publicznej. Pojemne, płynne i pozytywnie sformułowane hasła lewicowej nowomowy, kryjące w rzeczywistości sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i zwyczajnie szkodliwe postulaty prawne, stały się punktem odniesienia dla wszystkich sił politycznych. A niektóre partie konserwatywne oswoiły się z nimi i zaczęły używać tego samego języka. W skrajnym przypadku wyglądało to tak jak w Holandii, gdzie były premier uznał, że cała Europa powinna brać przykład z holenderskiej chadecji, która przeforsowała legalizację aborcji, miękkich narkotyków i przywilejów małżeńskich dla związków homoseksualnych.

Różnic brak

Z jakiegoś powodu socjaliści nie mają kompleksów, by na forum zarówno Parlamentu Europejskiego, jak i całej UE forsować swoją wizję społeczeństwa, polityki i moralności. I z jakiegoś powodu tzw. konserwatyści w najlepszym wypadku pozostają biernymi obserwatorami, w najgorszym – głosują podobnie jak socjaliści. Wśród konserwatystów są również tacy, którzy robią ciągle dobrą robotę. Ale to nie oni są twarzami pogrążonej w coraz większym kryzysie tożsamościowym rodziny konserwatywnej. Ważnych funkcji w instytucjach unijnych nie mieli szansy objąć tak jednoznaczni w swoim konserwatyzmie Rocco Buttiglione czy później Mario Mauro, za to wybieralni okazywali się „konserwatyści”, których po przesłuchaniu najbardziej zachwalali…socjaliści. Gdy parę lat temu rozmawiałem z Josephem Daulem, ówczesnym liderem grupy chadeków w PE, zapytałem go m.in. o to, czy chadecy zamierzają zareagować na jawne łamanie praw człowieka w jego kraju, Francji, w której przyjęto ustawę nie tylko zmieniającą definicję małżeństwa, ale też oddającą dzieci w ręce par homoseksualnych. A policja brutalnie potraktowała tych Francuzów, którzy wyszli na ulice w obronie zdrowego rozsądku. Daul powiedział mi z rozbrajającą szczerością, że… jeszcze nikt u nich nie zwrócił uwagi na ten problem.

Konserwatyzm bezobjawowy

Podobnie ma się rzecz z brytyjską Partią Konserwatywną. Nawet koalicja, którą do niedawna współtworzyli w Parlamencie Europejskim – Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy – była myląca. Bo choć grupa ta różniła się od unijnego mainstreamu w kwestiach kierunku integracji (Europa Narodów vs. Stany Zjednoczone Europy), to już w sprawach tzw. światopoglądowych, ale też gospodarczych brytyjscy torysi nie różnili się i nie różnią do dziś od liberalnych czy lewicowych kolegów. Współczesny konserwatyzm brytyjski, pomijając stosunek do integracji Europy, ma więcej wspólnego z socjaldemokratami niż z dogmatami Żelaznej Damy – Margaret Thatcher. Już David Cameron sprawnie przejął język dotychczas zarezerwowany dla socjaldemokratów. Nie tylko nie krytykował szczodrości w wydatkach bud­żetowych, ale ją chwalił. Mimo deklaracji wolnorynkowych coraz bardziej zaczął przechodzić na pozycje państwa opiekuńczego. Zaczął też sprawnie posługiwać się „zieloną retoryką”, traktując ekologię jako jeden z priorytetów. Trudno też mówić o konserwatyzmie torysów w sprawach obyczajowych. Cameron nie krył radości, kiedy jego kolega z partii zawierał „ślub” ze swoim partnerem. Były szef konserwatystów głosował również (podobnie jak większość Partii Konserwatywnej) za słynną ustawą „antydyskryminacyjną”, która m.in. narzuciła ośrodkom adopcyjnym, w tym katolickim, równe traktowanie zgłaszających się par hetero- i homoseksualnych. Konserwatyści wreszcie w dużej części poparli ustawę zezwalającą na tworzenie hybryd ludzko-zwierzęcych. Jedyną próbą „konserwatywnej” reakcji była propozycja zmiany tygodnia ciąży, w którym można dokonać aborcji – z 24. na 20. Różnica taka, że w 24. tygodniu zabija się człowieka z coraz lepiej rozwiniętym słuchem, a w 20. – człowieka odczuwającego „tylko” ruchy matki. Ale nawet i ta „konserwatywna rewolucja” przepadła m.in. przez głosy... kilku konserwatystów.

Koniec ideologii?

Kiedyś w rozmowie z GN prof. Paweł Śpiewak rozmycie konserwatyzmu tłumaczył powszechnym zjawiskiem dostosowywania się do tzw. ducha czasu. – Ideologie, także konserwatyzm, powstają zawsze ze względu na innych. W każdej ideologii przewijają się różne wątki, w zależności od kontekstu – mówił. Jego zdaniem współczesny konserwatyzm niekoniecznie definiuje się przez wolny rynek. – Za to obrona państw narodowych, silna więź atlantycka, przywiązanie do wartości tradycyjnych, bliskich Kościołowi, wyznaczają jego zręby – wyliczał. Choć w ostatnim wypadku, biorąc pod uwagę głosowania brytyjskich torysów, ale też nierzadko PiS (np. w sprawach aborcji eugenicznej czy korytarzy humanitarnych dla uchodźców) można mieć wątpliwości, na ile to jeszcze aktualne. Nie mówiąc już o tym, że pewne ruchy neokonserwatywne w ogóle trudno pogodzić z chrześcijaństwem, które jest czymś zdecydowanie przekraczającym jakąkolwiek ideologię czy system polityczny.

To wszystko sprawia, że trudno mówić o jednym rodzaju konserwatyzmu. Wprawdzie zazwyczaj łączymy go ze środowiskami prawicowymi, jednak konia z rzędem temu, kto dziś bez wahania potrafiłby zdefiniować prawicę. Wiele partii prawicowych ma tak odmienne spojrzenie na gospodarkę, historię i rozwój oraz na rolę państwa i miejsce religii, że często nie mogłyby one stworzyć koalicji programowej. Jacques Maritain uważał, że ludzie mogą mieć temperament typowo prawicowy lub typowo lewicowy. Prawicowy temperament oznacza zgodę na zastany porządek natury i uznaje, że świat jest piękny i to piękno trzeba nadal rozwijać. I to jest rzeczywiście najbliższe temu, co rozumiemy również pod pojęciem konserwatyzmu. Marek Jurek pisał przed laty w „Więzi”, że postawa ta oznacza „uznanie, że żyjemy w świecie niezmiennych wartości, które powinny być podstawą wszelkich działań”. Stąd też różne nurty konserwatywne zazwyczaj dążyły do podtrzymania tradycyjnego systemu wartości, nie zgadzając się na gwałtowne przewroty, które burzą porządek natury i ład społeczny. Przy tak zdefiniowanym konserwatyzmie rzeczywiście trudno uznać, że w Europie mamy dziś jakąkolwiek znaczącą siłę polityczną (może poza Węgrami), która byłaby w miarę konsekwentna w swoim konserwatyzmie. Możliwe, że problem rozmycia konserwatyzmu jest potwierdzeniem tezy, jaką już w latach 60. wysunął Daniel Bell w książce „Koniec ideologii”. Sugerował on, że ewentualne podziały dotyczą już tylko wzajemnych rywalizacji różnych obozów, ale nie kwestii zasadniczych. Patrząc na Europę, zwłaszcza jej zachodnią część, można odnieść wrażenie, że sporo w tym racji. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders" i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. W „Gościu" od 2006 r. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem", wywiadu rzeki z ks. Markiem Dziewieckim „Psycholog w konfesjonale" oraz współautor zbioru reportaży z Bliskiego Wschodu „W drogę ze św. Pawłem". Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Syrii, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi, Wielkiej Brytanii i innych. Publikował m.in. w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus"), „Cywilizacji", Onet.pl. Jest również założycielem i właścicielem Wydawnictwa Niecałe (wydaje szeroko rozumianą literaturę faktu). Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, życiem Kościoła i teologią, a także fotografią, filmem, turystyką i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Bałkanów, a także związane z życiem Kościoła na świecie i nową ewangelizacją.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji