Nowy Numer 38/2019 Archiwum

Przebijanie dna

Polski futbol klubowy przeżywa najgłębszy kryzys w historii. W tym roku miejsce w szeregu pokazali nam Łotysze, Słowacy i Duńczycy.

Na przełomie lipca i sierpnia w ligach zachodniej Europy dopiero trwają przygotowania do sezonu, nie mówiąc już o europejskich pucharach, których faza grupowa zaczyna się dopiero w połowie września. Tymczasem polskie drużyny już 1 sierpnia niemal w komplecie, w kompromitującym stylu, zakończyły pucharowe granie. Cracovia w 1. rundzie eliminacji Ligi Europy odpadła z FC DAC 1904 Dunajská Streda, Lechia w 2. rundzie z Brondby Kopenhaga, a mistrz Piast Gliwice najpierw w eliminacjach Ligi Mistrzów z BATE Borysów, a później w kwalifikacjach LE z FC Ryga. Do kolejnej rundy awansowała tylko Legia Warszawa, czyniąc to jednak w żenującym stylu. Najpierw remisując jeden mecz z wicemistrzem Gibraltaru, potem ledwie przechodząc fińskie Kuopion Palloseura. Najgorsze, że nie jest to wypadek przy pracy, w poprzednich latach nasze kluby przegrywały dwumecze z rywalami m.in. z Mołdawii, Luksemburga czy Azerbejdżanu. Trzeci rok z rzędu Polaków najpewniej zabraknie nawet w fazie grupowej Ligi Europy. Równie niechlubną passę notują tylko europejscy słabeusze pokroju Litwy, Finlandii czy Gruzji. Nie ma obecnie na kontynencie tak zamożnej i efektownie opakowanej piłkarskiej ligi jak polska, która zarazem prezentowałaby tak niski poziom. Gdzie tkwią przyczyny szokująco głębokiego regresu polskich drużyn, które po opuszczeniu krajowego podwórka zdają się zapominać, jak gra się w piłkę?

Nieprzygotowani

Polskie drużyny mają wielki problem z przystosowaniem się do obecnego, niskiego miejsca w hierarchii europejskiego futbolu. Wiąże się ono z koniecznością gry w pucharach już w lipcu. Dla drużyn z krajów znajdujących się niegdyś na peryferiach futbolu (dziś przewyższających nas w rankingach) to najważniejszy moment sezonu: szansa na skok w notowaniach UEFA, zarobienie premii za przechodzenie kolejnych rund i wypromowanie zawodników do sprzedaży za dobre pieniądze. Tymczasem Polacy w rundach kwalifikacyjnych prezentują lekceważące podejście, rażą jednostajnym tempem gry i chęcią przejścia dalej jak najmniejszym nakładem sił. Po strzeleniu gola na Łotwie z FC Ryga piłkarze Piasta nawet nie udawali, że chcą czegoś innego niż dotrwania do końca, grając w „chodzonego”, za co zostali boleśnie skarceni. Prezes Cracovii Janusz Filipiak zapowiadał w maju odważnie: „Będę rozliczał piłkarzy za awans do fazy grupowej Ligi Europy”. Tymczasem drugi raz za jego rządów krakowianie przynoszą wstyd na arenie międzynarodowej: w 2016 r. przegrali z macedońską Shkendiją Tetovo, a tym razem ze Słowakami, którym wcześniej czołowych zawodników zdążyły podkupić… polskie kluby (Piast i Lech).

Drugim problemem jest przystępowanie do pucharowej rywalizacji z niekompletną kadrą. Oczywiście trzeba realnie patrzeć na pozycję polskiej Ekstraklasy, żaden piłkarz grający nad Wisłą nie przepuści dobrej oferty z zachodniego klubu. Jednak po to kluby zatrudniają dyrektorów sportowych, skautów i tworzą „komitety transferowe” (to patent Lecha Poznań), żeby zaraz wprowadzić nowego gracza o podobnej klasie. Niestety, polskie drużyny od lat sobie z tym nie radzą. Nawet Wisła Kraków z czasów Telefoniki, wówczas górująca finansowo nad resztą ligi, akurat w sezonie, gdy miała realne szanse na awans do Ligi Mistrzów (trafiła na Anderlecht Bruksela), wyprzedała swoje asy i nie załatała luk w kadrze. Nie inaczej było w tym roku. Gdy z Piasta Gliwice odszedł Aleksander Sedlar (w zeszłym sezonie nagrodzony tytułem najlepszego obrońcy Ekstraklasy), obrona mistrza Polski kompletnie się posypała. Niemal wszystkie pięć goli straconych z FC Ryga to wynik fatalnych błędów defensywy, w tym efektowny samobój, wpakowany w pierwszym meczu przez zastępującego Sedlara Urosa Koruna. Z Cracovii zaś odszedł po sezonie hiszpański napastnik Airam Cabrera, strzelec 16 goli, a przy tym główny kreator ofensywnych poczynań zespołu. Sprowadzony na jego miejsce napastnik Rubio, o wątpliwej klasie CV (tylko 6 goli w trzeciej lidze hiszpańskiej), zawiódł w dwumeczu ze Słowakami.

Toporni

Wyżej wymienione problemy towarzyszą polskim drużynom w pucharach od lat. Jednak jeszcze do niedawna mecze z drużynami z Austrii, Szwajcarii czy krajów Beneluksu zapowiadały wyrównane boje. Drużyny z Kaukazu pokonywaliśmy 9 bramkami. Te czasy minęły bezpowrotnie, a co gorsza, porażek nie można zrzucać na karb pecha lub nieskuteczności. Polskie zespoły po prostu grają coraz gorszą piłkę. Nie potrafią narzucić swojego stylu gry nawet teoretycznie słabszym rywalom. Brakuje piłkarzy potrafiących kreować ofensywną piłkę. Ataki polskich drużyn opierają się na prymitywnych wstrzeleniach piłki ze skrzydła w pole karne, czasem przechodzących w tzw. centrostrzał. Piłkarski portal nazywa to zagranie żartobliwie „towarem eksportowym polskiej Ekstraklasy”. Nikt już tak nie gra na Zachodzie. Dyrektor sportowy Dunajskiej Stredy przed meczem z Cracovią w wywiadzie dla TVP Sport nie owijał w bawełnę: „Macie wielu starszych piłkarzy i nieco archaiczny styl gry. Długie piłki, fizyczna gra. Może brzmi to arogancko, ale brakuje tu zachodniego myślenia”.

Słaby styl prezentuje też Legia Warszawa. Stołeczny klub jeszcze trzy sezony temu grał w Lidze Mistrzów. Nadal może się pochwalić dwa razy wyższym budżetem niż kolejny najbogatszy klub ligi i utrzymuje teoretycznie najsilniejszą kadrę w Polsce. Na boisku tego nie widać, drużyna przypomina przypadkową zbieraninę piłkarzy, dodatkowo drażni swoich kibiców komentarzami. Trener Aleksandar Vuković złe wyniki w pucharach zwala na sztuczną murawę na boiskach rywali, a napastnik Carlitos po remisie z wicemistrzem Gibraltaru powiedział, że „jest dumny z wykonanej pracy”.

Brak stylu gry zaczyna być problemem najwyższej wagi, bo dotyczy także reprezentacji Polski. Kadra Jerzego Brzęczka prowadzi w grupie z kompletem punktów, jest to jednak rezultat sumy błysków naszych gwiazd, jakość gry pozostaje bardzo niska. Reprezentacja naszego kraju do lat 20 była w tym roku gospodarzem mistrzostw świata. Przygotowaliśmy piękne stadiony, kadrę na każdym meczu dopingował komplet widzów. Szybko jednak nasza drużyna odpadła w bardzo słabym stylu, a niechlubnym znakiem rozpoznawczym były chaotyczna gra i kompletna niemoc w ataku.

Na szczęście nadal jeszcze są polskie drużyny potrafiące grać dojrzały taktycznie futbol. Nasza reprezentacja do lat 21 na młodzieżowych mistrzostwach Europy w czerwcu br. trafiła do grupy śmierci z Belgią, Hiszpanią i Włochami (wcześniej pokonała w barażu Portugalię). Mimo to dobrze ustawiony przez Czesława Michniewicza zespół, grający nieustającym pressingiem, zneutralizował różnicę poziomów, pokonał Belgię i gospodarzy z Włoch. Był o krok od awansu do półfinału (co oznaczało zakwalifikowanie się na igrzyska w Tokio), przegrał jednak z Hiszpanią, na którą nie było mocnych w całym turnieju.

Na krajowym podwórku dobrym przykładem jest Raków Częstochowa. Jego trener Marek Papszun (jeszcze do niedawna pracę trenera w niższych ligach łączył z byciem nauczycielem WF-u i historii) ustawił drużynę w rzadkim na polskich boiskach systemie taktycznym 3–5–2. Do tego, jak zdradził drugi trener w wywiadzie dla „Sportu”, przygotował aż 140 schematów rozegrania rzutów rożnych. W efekcie, mając do dyspozycji mało znanych zawodników, występując na przestarzałym stadionie, w zeszłym sezonie w cuglach wygrał pierwszą ligę, a w Pucharze Polski dotarł do półfinału, eliminując po drodze Legię i Lecha.

Będzie jeszcze gorzej

Problemy polskich drużyn w pucharach pogłębią się. Przyczyną jest ranking UEFA. Tworzony jest on na podstawie punktów zdobywanych przez kluby z danej ligi przez kolejne pięć sezonów. Decyduje o ilości miejsc dla danej ligi w pucharach i rozstawieniach w kwalifikacjach. Jeszcze kilka lat temu byliśmy na 16. miejscu, jedna lokata wyżej daje dodatkowe miejsce w eliminacjach Ligi Mistrzów. Dziś jesteśmy na 27. pozycji – za Białorusią, Kazachstanem i Azerbejdżanem. Będzie jeszcze gorzej – w przyszłym sezonie odpadają punkty zdobyte w ostatnim dla nas udanym sezonie 2015/2016 (Legia i Lech grały w fazie grupowej LE).

Obsuwanie się Ekstraklasy w rankingu UEFA wywoła szereg niekorzystnych sprzężeń zwrotnych. Znikną ostatnie szanse na rozstawienia w dwumeczach eliminacyjnych. To dzięki temu znajdująca się w tragicznej formie Legia doczołgała się do trzeciej rundy. Brak rozstawień to trudniejsi rywale, co oznacza jeszcze wcześniejsze odpadanie z pucharów. Jeszcze szybciej będą uciekać z naszej ligi wyróżniający się piłkarze, których do pozostania zachęcić mogą tylko prestiżowe starcia pucharowe. Brak awansu do LM czy LE to kolejne cięcia w budżetach najbogatszych polskich klubów – Legii i Lecha.

Kibicom polskiej piłki pozostaje tylko czekać do końca sierpnia, gdy na boiska zachodnich lig wybiegną polskie gwiazdy, jak Piątek czy Lewandowski, i pocieszać się prowadzeniem naszej kadry w grupie eliminacyjnej mistrzostw Europy.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL