Nowy numer 42/2019 Archiwum

Świadectwa niemieckich zbrodni

Powstanie warszawskie ma wymiar symboliczny także dlatego, że niemieccy naziści w jednym miejscu w ciągu dwóch miesięcy dopuścili się niemalże wszystkich rodzajów zbrodni, jakich dokonywali przez pięć lat okupacji w całej Polsce.

Na portalu Zapisy Terroru (www.zapisyterroru.pl) znajduje się niemal tysiąc świadectw niemieckich zbrodni dokonanych na Polakach w czasie sierpniowego zrywu. Do zapoznania się z nimi zaprasza Instytut Pileckiego, który prowadzi portal. Jego celem nie jest rozdrapywanie ran. Chodzi o pamięć i prawdę. Jan Paweł II stwierdził, że „naród, który traci pamięć, traci tożsamość”. Musimy pamiętać o tych zbrodniach, aby wiedzieć, kim jesteśmy, jakie wartości przyświecały Polakom, którzy cierpieli i oddawali życie za ojczyznę. Chodzi też o prawdę. Na współczesne próby rewizji historii, rozmywania odpowiedzialności za zbrodnie, odpowiedzią jest pokazanie prawdy. Przytaczamy fragmenty wybranych relacji.

Masowe mordy

Szacuje się, że w trakcie dwóch miesięcy powstania życie straciło około ćwierć miliona cywilów. W zdecydowanej większości osoby te były ofiarami zaplanowanego ludobójstwa ze strony Niemców.

Stefania Popielnicka zaraz po wybuchu powstania ukryła się w domu przy ul. Bagatela, skąd miała możliwość obserwowania tego, co działo się na terenie pobliskiego ogródka jordanowskiego. Oto fragment jej relacji: „Wyjrzałam na ogródek przez okno łazienki. Wtedy to widziałam moment rozstrzeliwania kobiet. Było ich około 30. Leżały szeregiem na ziemi i żołnierze niemieccy (nie wiem, jakiej broni) podchodzili do nich i do leżących twarzą do ziemi oddawali strzał w tył głowy z krótkiej broni. (…) Kobiety, które rozstrzeliwano na moich oczach, leżały na ziemi w ubraniu, jednak ci, którzy stale obserwowali egzekucje, mówili, że w innych wypadkach rozstrzeliwano zarówno kobiety, jak i mężczyzn nago. Mówiono mi, że rozstrzeliwane były również dzieci. Jak mi mówiono, Niemcy po egzekucji oblewali ciała jakimś płynem z beczki, która stała w pobliżu miejsca egzekucji, i palili następnie zwłoki”.

Weronika Łosińska po aresztowaniu została skierowana do robót porządkowych w gmachu koszar przy al. Szucha vis à vis Litewskiej. Z okna na drugim piętrze zobaczyła miejsce kaźni Polaków, które znajdowało się na terenie dawnego Głównego Inspektoratu Sił Zbrojnych. Tak opisuje to, co ujrzała: „Pośrodku, w miejscu, gdzie na planie znajduje się krzyżyk, zobaczyłam stos trupów nagich mężczyzn i kobiet, zawalający całą tę salę tak, iż tylko z boku było przejście. Stos sięgał do pół piętra, trupy były ułożone do prawej ściany (w kierunku ściany oznaczonej nr. 3 na planie mi okazanym). Obok sali na placu SS-mani w letnich drelichowych ubraniach kręcili się i uprzątali jakieś deski i kloce. Wtedy kobieta, która tam w alei Szucha stale pracowała, wyjaśniła nam, iż poprzedniego dnia widziała, jak Niemcy prowadzili Polaków już rozebranych czwórkami na plac w obrębie gmachu nr 2 i tam kazali im się położyć plackiem na ziemi. Następnie przyprowadzeni kolejno wchodzili na stos i tu byli rozstrzeliwani. Dzięki tak prowadzonej egzekucji, stos był taki wysoki. Mówiła nam również, iż Niemcy co drugi dzień palą taki stos po polaniu jakimś płynem”.

Stanisław Laskowski był świadkiem egzekucji 5 sierpnia na Woli. „Początkowo Niemcy brali grupy po 25 osób do likwidacji, następnie z nieustalonych bliżej przyczyn po 50 osób, a ostatnia grupa, w której ja byłem, bez określonej liczby. W akcji tej Niemcy pozbawili życia około 500 osób”. Uniknął śmierci, gdyż udało mu się wskoczyć do domu obok.

Żywe tarcze

Powszechną praktyką było wykorzystywanie przez jednostki niemieckie polskich cywilów, głównie kobiety i dzieci, w charakterze żywych tarcz, które miały osłaniać natarcia piechoty lub czołgów. Najwięcej takich przypadków było w pierwszych dniach powstania, szczególnie w czasie pacyfikacji Woli.

Jednym z wielu przykładów może być atak czołgów niemieckich na powstańcze barykady na ul. Wolskiej 3 sierpnia. Przed kolumną pędzono gromadę mężczyzn i kobiet mających służyć jako osłona pojazdów i siła robocza do rozbierania barykad. Atak został zatrzymany, a część zakładników udało się powstańcom odbić.

Marcin Jackowski był świadkiem takiego wydarzenia, gdy został uwięziony w siedzibie gestapo przy al. Szucha. Tak wspomina to, co zobaczył: „W pierwszych dniach (4–7 sierpnia) widziałem, że sprowadzono w al. Szucha dużo kobiet i dzieci z miasta, później przyjechało sześć czołgów i kazano tym kobietom i dzieciom wsiąść na nie (…) część kobiet ustawiono przed czołgami. Według mego oszacowania było tam ogółem około tysiąca kobiet i dzieci. Widziałem następnie, że czołgi te – z kobietami i dziećmi na czołgach i przed nimi – wyruszyły w kierunku placu Trzech Krzyży. Następnego dnia widziałem jeden z tych czołgów (…) stał na ulicy koło hydrantu, był obryzgany krwią i obmywano go. Nie miałem żadnych wątpliwości, że był to jeden z tych, które poprzedniego dnia wyruszyły na miasto pod osłoną kobiet i dzieci”.

Wykorzystywanie przez Niemców żywych tarcz nie przyniosło spodziewanych rezultatów, powstańcze oddziały stawiały zaciekły opór, choć powodował on nieuniknione straty wśród zakładników. W tej sytuacji Niemcy około 12 sierpnia przestali żywych tarcz używać.

Gwałty

Zjawiskiem powszechnym były w czasie powstania gwałty na polskich kobietach i dziewczynkach. Krzywdzone były nie tylko osoby cywilne, lecz również powstańcze sanitariuszki i pacjentki szpitali. Najwięcej gwałtów dopuszczali się żołnierze kolaboranckich oddziałów składających się z obywateli ZSRR, szczególnie brygady RONA (Rosyjska Wyzwoleńcza Armia Ludowa), a wśród jednostek niemieckich batalion pułku SS „Dirlewanger”, którego większość żołnierzy stanowili niemieccy kryminaliści.

Mieszkance z ul. Bagatela (prosiła o anonimowość) cudem udało się uniknąć gwałtu. Naziści kazali jej opuścić dom 6 sierpnia i skierowali do ogródka przy kasynie w al. Szucha. Kilka dni później dwóch Ukraińców oświadczyło, że komendant wzywa jedną z więźniarek. Po kilkunastu minutach przyszedł też po nią. „Odprowadził mnie do domu kasyna, gdzie wprowadził do rozbitej łazienki. Był on pijany, mówił po polsku i tam zdarł ze mnie ubranie i bieliznę i zamierzał mnie zgwałcić. Zaczęłam się bronić i prosić go, by mnie lepiej zabił. Wreszcie widocznie potrafiłam go wzruszyć powoływaniem się na jego matkę, tak że odepchnął mnie i kazał mi iść”. Kobieta, która została zabrana wcześniej, wróciła nad ranem w fatalnym stanie. „Z jej słów, bardzo zresztą powściągliwych, i z jej wyglądu zrozumiałam, że padła ofiarą wielokrotnego gwałtu” – opisywała.

Stefania Pol pracowała w szpitalu powstańczym w Naszym Domu przy alei Zjednoczenia. Opatrując rannych, stykała się z ofiarami gwałtów popełnianych przez „kozaków”. „Przyniesiono do szpitala kobietę lat około 30, nieznanego mi nazwiska, której mąż złożył zeznanie tej treści, iż będąc w czwartym czy piątym miesiącu ciąży została wielokrotnie zgwałcona na oczach jego i dwojga dzieci, skutkiem czego musiała być poddana natychmiastowej operacji. Wiem z powszechnie krążących wówczas wieści oraz z opowiadań osób będących świadkami gwałtów lub nawet ich ofiarami, że wypadków podobnych było w tym okresie bardzo dużo, że dziewczęta i młode kobiety były stale na nie narażone, a nawet sam szpital nawiedzali coraz częściej kozacy, przeważnie nocą, najczęściej pijani” – relacjonowała.

Mord u jezuitów

Oprawcy kierowali swą nienawiść do Polaków również z powodu naszej katolickiej wiary. Ich ofiarami byli także księża. Przykładem może tu być mord dokonany 2 sierpnia w Kolegium Jezuitów przy ul. Rakowieckiej 61. Żołnierze SS zabili wówczas blisko 40 osób, w tym 8 kapłanów i 8 braci Towarzystwa Jezusowego oraz ponad 20 osób świeckich.

Świadectwo o tym bestialstwie złożył jezuita o. Aleksander Kisiel. Do kolegium wkroczyła grupa około 20 Niemców z oskarżeniem, że z okien domu padły strzały w kierunku pozycji niemieckiej. Napastnicy rozkazali wejść wszystkim 50 osobom do małego pokoiku obok kotłowni. Oto fragment świadectwa ks. Kisiela, co działo się dalej: „SS-mani zamknęli drzwi i po kilku minutach otworzyli je gwałtownie, wrzucając dwa granaty na środek pokoju. Wszyscy upadli na ziemię, utworzył się zwał z leżących ludzi, kilkuwarstwowy, ponieważ pokój był nieduży. Rozległy się jęki. Stojący przy drzwiach SS-man otworzył ogień z broni automatycznej (rozpylacza). Strzelał w leżących ludzi, celując specjalnie tam, gdzie się rozlegały jęki. Zrobiło się cicho w pokoju, SS-man oddalił się od drzwi. Wtedy dwóch domowników – Jan Gurba i Bronisław Dynak – wyszło z pokoju w celu ucieczki. Wpadli do przeciwległego pokoju, gdzie zastrzelił ich stojący opodal SS-man. W pokoju, gdzie odbyła się egzekucja, rozpoczął się ruch i słychać było jęki, które zwabiły SS-mana. Otworzył on ponownie ogień z rozpylacza, rozpoczynając od pierwszych szeregów, tj. od kobiet. Strzelał tak długo, aż znowu wszystko ucichło. Zginął wtedy leżący przede mną brat furtian Czesław Święcicki, leżący obok mnie 10-letni chłopiec Zbigniew Mikołajczyk. Sam otrzymałem postrzał w obie ręce”.

Warto przypomnieć, że wśród powstańców było ok. 150 kapelanów, z których jedna trzecia zginęła.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL