Nowy numer 2/2021 Archiwum

Maciejowie (cudowni) dwaj

Jeden to kapucyn. Drugi należy do Ludu Pana. Jeden bez drugiego nie mógłby żyć. Taka to terapia eksperymentalna…

Niespokojny duch

Można się z nim skontaktować tylko czasem, gdy akurat działa wi-fi. I gdy ma chwilę. Zwykle nie ma ani jednego, ani drugiego. Mocno zaskoczony lawiną zainteresowania, którą wywołał, mówi wprost: – Nie czuję się z tym zamieszaniem wokół mnie zbyt komfortowo. To mnie peszy. Chciałbym, żeby głośno było o małym Maciusiu i o misji…

Gdy jednak zapytać o początki powołania, o przyczyny wyjazdu do Republiki Środkowoafrykańskiej, zaczyna opowiadać: – Należę do niespokojnych duchów. Chciałem w życiu wykorzystywać każdą minutę. Wiedziałem też, że w Polsce nie brakuje kapłanów i lekarzy. Tymczasem w Afryce jest ogromna potrzeba ewangelizacji, ale i zwykłej pomocy ludziom. Tam jest… orka na ugorze. Czułem, że trzeba tam jechać i głosić Ewangelię.

Brat Maciej rozmawiał o swoim ambitnym planie z przełożonymi. Trochę to jednak trwało, ale w końcu wyrazili zgodę. – W końcu prowincjał zapytał: „Nadal chcesz jechać do Afryki?”. Oczywiście, że chciałem!

Zaczęły się poważne przygotowania. Trzy miesiące języka francuskiego w Paryżu, potem rekonesans – poznawanie życia w Republice Środkowoafrykańskiej, w końcu kurs misyjny. I upragniony wyjazd. Faktycznie, okazało się, że to miejsce, Ngaoundaye, wprost stworzone jest dla „niespokojnego ducha”. Miasto liczy 10 tys. mieszkańców, leży na styku Republiki Środkowoafrykańskiej, Czadu i Kamerunu. I nie jest, bynajmniej, miejscem spokojnym: kilkaset metrów od misji kapucyńskiej mieści się baza rebeliantów. – Rezyduje tam 30 chłopów z bronią długą. To swoista mafia, która wymusza haracze na biednych okolicznych mieszkańcach, w zamian oferując „ochronę” pól… – opowiada br. Maciej. – Takie to nasze realia życia i pracy. Na szczęście na razie nas – kapucynów – nie gnębią i nie zaczepiają.

Zwykłe życie

Tymczasem zwykłe życie braci kapucynów podobno jest tam jednak proste. – Rano modlitwa z wiernymi, jutrznia. Potem Msza św. i szybkie śniadanie. I zaczyna się posługa: odpowiadam za 9 wiosek, przygotowuję do sakramentów, nadzoruję remonty. W wolnych chwilach opiekuję się pacjentami w tutejszym szpitalu. Jestem lekarzem, ratownikiem…

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama