Nowy numer 42/2019 Archiwum

Gdzie Wschód łączy się z Zachodem przejdź do galerii

– Dlaczego przychodzę do Budsławia? Tu rodzi się nadzieja i wiara w lepszą przyszłość dla mnie i mojego kraju – mówi Maria Leśniewska, katechetka z Mińska.

Budsław leży na północ od Mińska. Z dala od miejskich centrów, osadzony w sielskim krajobrazie rozległych pól i lasów. Niegdyś stanowił część diecezji wileńskiej, dzisiaj jest to archidiecezja mińsko-mohylewska. Od czterystu lat znajduje się tam cudowny obraz Maryi, czczonej jako patronka Białorusi.

Umieszczony w głównym ołtarzu bazyliki Wniebowzięcia NMP wizerunek Madonny wskazującej na Chrystusa zwraca uwagę nieskazitelną harmonią barw i proporcji. Nie ma w nim śladu wpływów wschodnich, widocznych w innych maryjnych wizerunkach, adorowanych na terenach byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Trafił tu prosto z Rzymu. Papież Klemens VIII podarował go w 1598 r. wojewodzie mińskiemu Janowi Pacowi, kiedy ten po nawróceniu z kalwinizmu odbył pielgrzymkę do Rzymu. Później otrzymali go bernardyni, pracujący w tej okolicy od XVI wieku. Obraz oraz informacje o mających tu miejsce objawieniach maryjnych i licznych cudach, które wymodlono w tym miejscu już w XVII w., przyciągały do Budsławia wiernych z całej okolicy. Dziś przychodzą tu pielgrzymki z całego kraju.

Przynależność państwową Budsław zmieniał kilka razy. Najpierw należał do Wielkiego Księstwa Litewskiego, później do Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Po drugim rozbiorze stał się częścią Imperium Rosyjskiego. Do Polski wrócił w 1921 r., jako część województwa wileńskiego. We wrześniu 1939 r. wszedł w skład sowieckiej Białorusi. Zmieniali się także jego mieszkańcy. W latach 1945–1946 z budsławskiego dworca odprawiano do Polski kolejne transporty tzw. repatriantów. Wielu jednak o tym zdarzeniu nie zapomniało. Kiedy w czerwcu 1991 r. Jan Paweł II po raz czwarty odwiedził Polskę, wręczono mu kopię obrazu Matki Boskiej Budsławskiej – znak, że na sowieckiej Białorusi wiara żyje. W 1998 r., już w zmienionej rzeczywistości, kard. Kazimierz Świątek, pierwszy metropolita mińsko-mohylewski, nałożył na obraz korony poświęcone przez papieża Polaka. Od tej chwili Budsław stał się narodowym sanktuarium Białorusi.

Odpust, czyli fest

Aby poznać charyzmat tego miejsca, trzeba tu przybyć w odpust, który przypada 2 lipca, choć ze względów duszpasterskich świętowanie przesunięte jest na pierwszą niedzielę lipca. Wtedy w Budsławiu jest fest, jak nazywają te uroczystości. Do sanktuarium przybywa kilkanaście tysięcy pielgrzymów, wielu wędruje pieszo. W tym roku przyszły 22 grupy, głównie młodych, żywiołowo uczestniczących we wszystkich uroczystościach i celebracjach ludzi. Duchowy wymiar sanktuarium wyraża się także w masowych spowiedziach pielgrzymów. Oblegane są nie tylko konfesjonały w świątyni, ale także te rozstawione nieopodal na łące. Ludzie stoją w długich kolejkach aż do zmroku. – Nie mogą wyspowiadać się u siebie? – zagadnąłem proboszcza ks. Dmitrija Dubowika. – Mogą, ale widocznie są przekonani, że tutaj wyspowiadają się lepiej – odpowiedział z przekonaniem.

– Budsław jest dla Białorusi tym samym co Częstochowa dla Polski – przekonuje metropolita mińsko-mohylewski abp Tadeusz Kondrusiewicz. – Składają się na to zarówno historia (ten obraz jest tutaj od 400 lat), jak i doświadczenie czasów sowieckich, kiedy Kościół przechodził bolesne prześladowania – dodaje.

Motyw powojennych losów sanktuarium powracał także w opowieści pani Teresy z pobliskiej Iławy, która przygarnęła nas na nocleg w czasie festu. To gościnność na wagę złota. Następnego dnia przy śniadaniu gospodyni wspomniała, że od dzieciństwa chodziła z całą rodziną do Budsławia, ale kościół często był zamknięty. Czasem przyjeżdżali księża z okolicznych parafii, by odprawić tu Mszę św. Kiedy ich nie było, pątnicy modlili się pod zamkniętymi drzwiami. – W tej okolicy mieszkają przeważnie katolicy, a więc tych modlących się przed drzwiami było niemało – tłumaczy. – To być może zdecydowało o tym, że władze nie zamknęły kościoła. Nie zamieniły go na magazyn zboża albo stajnię, jak bywało w innych miejscach.

Z opisów historycznych wynika, że wiara ludzi z pewnością ocaliła świątynię w czerwcu 1941 r., kiedy wycofujące się jednostki sowieckie chciały ją wysadzić w powietrze. Ludzie stali wokół kościoła dzień i noc, nie dopuszczając do założenia ładunków wybuchowych. 1 lipca 1941 r. wojska sowieckie opuściły miasteczko, a do świątyni, wcześniej zamkniętej, wszedł tłum ludzi, aby przed obrazem dziękować za jej ocalenie.

Z całego kraju

Masowe pielgrzymowanie do Budsławia zaczęło się już w czasach sowieckich. Jedną z pierwszych grup zorganizował ks. Władysław Zawalniuk, obecnie kanonik i proboszcz sławnego Czerwonego Kościoła w Mińsku, kapłan znany w całej Białorusi. Spotkałem się z nim po feście w Mińsku, gdzie usłyszałem opowieść o początkach jego pielgrzymowania do Budsławia. Zainspirował go wielki ruch pielgrzymkowy, który w tym czasie rozwijał się w Polsce. Postanowił spróbować tego na Białorusi. Pierwszą grupę zorganizował w 1985 r. spośród parafian z Głębokiego na Witebszczyźnie, gdzie wówczas pracował. Dotarli do Budsławia na fest, co bardzo ucieszyło pracującego w tej okolicy ks. Franciszka Glinkiewicza. Później przychodzili tu każdego roku. – Już wtedy praktykowaliśmy nocną procesję ze świecami, która rozpoczynała się o północny z 2 na 3 lipca. Światło zapalało się od paschału, umieszczonego przy cudownym obrazie. Od niego z kolei ludzie odpalali swoje świece, z którymi szli w mrok dookoła kościoła – wspomina ks. Zawalniuk. – Część z posługujących wtedy w Budsławiu księży przyjeżdżała do nas z Łotwy. Mieli tam więcej swobody i byli nieco odważniejsi – wspomina lata 80. XX wieku ks. Zawalniuk. – Gorbaczow ogłosił pierestrojkę także dla katolików, zrobiło się więcej przestrzeni. Grup już wtedy przybywało, głównie z rejonu Mińska i Witebska, a teraz idą one ze wszystkich diecezji – dodaje.

– Szczególnie gorąco witano w Budsławiu tzw. pielgrzymkę na wodzie. Ludzie, którzy w niej idą, przez cztery dni nic nie jedzą, piją tylko wodę. Stąd nazwa pielgrzymki. W ostatniej szło 67 osób i wszyscy, razem ze mną, wytrzymali do końca – mówi wyraźnie ucieszony ks. Zawalniuk, który przyprowadził pątników z Mińska.

Ważnym momentem w dziejach sanktuarium było wpisanie w 2018 r. odpustu i pielgrzymki do Budsławia na Listę niematerialnego dziedzictwa światowego UNESCO, co dokonało się przy wsparciu władz białoruskich. Warto dodać, że budsławski fest jest największym na Białorusi zgromadzeniem publicznym, gdzie mówi się tylko w języku białoruskim. W kraju, gdzie dominującą pozycję ma język rosyjski, to prawdziwy ewenement.

Nie tylko katolicy

Fest gromadzi pielgrzymów nie tylko z Białorusi, ale także z Litwy, Polski, a nawet z Rosji. Obok katolików obrządku łacińskiego przyszli też grekokatolicy. W parku naprzeciwko bazyliki rozbili namiot z wydawnictwami, odprawili też uroczystą wschodnią liturgię o 3.00 nad ranem. Nie dotrwaliśmy jednak do tego czasu. Zmęczeni, wycieńczeni przejmującym zimnem i powracającymi falami deszczu wróciliśmy do Iławy. Wcześniej obserwowaliśmy wielką procesję, która tradycyjnie zaczyna się przed północą. Za kopią obrazu Matki Boskiej Budsławskiej podąża rzesza wiernych ze świecami. W tym roku prowadził ich nuncjusz apostolski abp Gabor Pinter. – Patrząc na to od ołtarza, ma się wrażenie, jakby pod sanktuarium rozlewała się rzeka ognia, spajając i jednocząc nas wszystkich – mówił mi abp Kondrusiewicz.

W pielgrzymce uczestniczą także prawosławni. Ksiądz Aleksandr Szywaliow, reprezentujący białoruski egzarchat patriarchatu moskiewskiego, nie tylko szedł w procesji kapłanów obok archimandryty ks. Sergiusza Gajka, wizytatora apostolskiego dla Kościoła greckokatolickiego na Białorusi, ale także pozdrowił pielgrzymów. Otrzymał za to gromkie brawa. Prawosławni na obrzeżach parku przed bazyliką mają sporo straganów, gdzie sprzedają dewocjonalia i różne drobiazgi, ale także literaturę religijną i ikony. Takich scen w innych katolickich sanktuariach na Wschodzie nigdy nie widziałem.

500-letni krzyż

Do Budsławia przychodzi wielu młodych. Idą w grupach kolorowych, rozśpiewanych, żywiołowo reagując, kiedy trafią wreszcie do celu. Wszystko się zmienia, kiedy wchodzą do kościoła. Milknie gwar, pielgrzymi padają na kolana i tak przemierzają drogę od bramy świątyni do ołtarza. Wielu nagrywa komórkami całą trasę i natychmiast wrzuca zdjęcia i filmiki na portale społecznościowe. Następnie przechodzą do zakrystii, gdzie stoi wielki krzyż. Całują go, czasami się do niego przytulają, pozostając w modlitwie i kontemplacji.

Historia tego krzyża jest ciekawa. Opowiedział mi ją ks. Zawalniuk, który przeszło dekadę temu wpadł na niezwykły pomysł. – Wiedziałem, że z okolic Budsławia do Wilna w XVI w. wywożono dębowe bale na budowę klasztoru bernardyńskiego. Spławiano je okolicznymi rzeczkami do Wilii, skąd płynęły do Wilna. Następnie używano ich do konstrukcji dachu w klasztorze. Byłem w tym miejscu, kiedy bernardyni remontowali dach. Zdjęli stare poszycie i zabierali się do rozbiórki więźby. Zobaczyłem wówczas wspaniałe dębowe belki, przywiedzione przed wiekami z okolic Budsławia. Pomyślałem, że warto je ocalić od zniszczenia. Zbudowaliśmy więc z nich wielki krzyż, który został spławiony rzekami dzięki motorowym łodziom w drugą stronę – z Wilna do Budsławia. Krzyż wniesiono do bazyliki 2 lipca 2007 r. i od razu stał się przedmiotem kultu.

O wrażeniach z Budsławia rozmawiałem w drugi dzień festu m.in. z ambasadorem RP w Mińsku Arturem Michalskim. – Dużo jeżdżę po Białorusi, ale na feście jestem pierwszy raz – powiedział. Największe wrażenie zrobił na mnie ogólnokrajowy wymiar pielgrzymki. Widzę tu biskupów i księży praktycznie z całej Białorusi, zarówno obrządku łacińskiego, jak i wschodniego, a także przedstawicieli prawosławia. Zachwycająca jest tutejsza bazylika, wspaniałe dziedzictwo materialne wielonarodowej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Państwo polskie współpracowało przy restauracji tej świątyni. To niewątpliwie miejsce z wielkim potencjałem łączenia ludzi, zarówno w wymiarze duchowym, kulturalnym, jak i wspólnej pamięci historycznej – dodał.

Patrząc na monumentalną bryłę bazyliki i wielki tłum pielgrzymów spotykających się przy obrazie podarowanym przed wiekami przez papieża, na tereny, gdzie duchowość wschodnia zawsze spotykała się z zachodnią, pomyślałem, że wszystko tutaj jest głęboko zakorzenione w życiu poprzednich pokoleń. W ekstremalnie trudnych warunkach zdołały one przekazać wiarę swym dzieciom i dzięki temu miejsce to nadal żyje. Może dlatego Madonna z Budsławia uśmiecha się dyskretnie, jakby była pewna, że gdy zły czas mija, ludzie do Niej powracają.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji