Nowy numer 42/2019 Archiwum

Czemu chrzcimy małe dzieci

Są tacy, którzy każą dorosłym ludziom przyjmować powtórnie chrzest, mówiąc, że chrzest niemowląt jest nieważny. Nie potwierdza tego ani Biblia, ani Tradycja Kościoła.

Egzamin. – Czym chrzcimy? – pyta biskup kleryka.

– Wodą.

– A zupą można?

– Jeśli jest taka, jak u nas w seminarium, to można.

Żart żartem, ale żadna zupa nie jest chyba aż tak cienka, żeby spełniała warunki wody chrzcielnej. Trzeba użyć czystej wody i polewając głowę chrzczonego (lub zanurzając go), wypowiedzieć słowa: „Ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. Nie trzeba natomiast spełniać kryteriów wiekowych. Nigdzie w Biblii nie przeczytamy, że chrzcić należy jedynie dorosłych.

O przymierze chodzi

Kwestia ta od początku nie stanowiła dla chrześcijan problemu. Do dziś katolicy, prawosławni i znaczna większość protestantów chrzczą małe dzieci i uznają chrzest udzielony poza swoją wspólnotą. Także Luter i Kalwin nie kwestionowali chrztu niemowląt, jednak stworzone przez nich doktryny pozwoliły protestantom na własne interpretacje Pisma Świętego. Stąd wielość teorii teologicznych dotyczących chrztu. Konsekwencją tego są istniejące i dziś grupy wyznaniowe, które nie uznają chrztu udzielanego w niemowlęctwie, na przykład adwentyści, baptyści, mormoni czy Świadkowie Jehowy. Ich zdaniem taki chrzest jest niezgodny z Biblią, a przez to nieważny.

Czasem takie teorie głoszą też pojedynczy kaznodzieje poszczególnych wyznań protestanckich. Takiego mówcy słuchał przed laty prezbiteriański student, potem pastor – a ostatecznie katolik – Scott Hahn. „Nauczał, że ci z nas, którzy zostali ochrzczeni jako dzieci, tak naprawdę nigdy nie przyjęli chrztu” – wspominał później. W rezultacie jego koledzy ze studiów postanowili przyjąć „zanurzenie na serio”, on jednak miał wątpliwości. Pogrążył się w lekturze Pisma Świętego, szukając w nim uzasadnienia dla przyjmowania chrztu jedynie w wieku dojrzałym. Zauważył, że kluczem do zrozumienia Biblii jest idea przymierza. „W Starym Testamencie znakiem wejścia w przymierze z Bogiem było obrzezanie, a w Nowym Testamencie Chrystus zamienił je na chrzest” – stwierdził. Nie znalazł jednak nigdzie tekstu sugerującego, że dzieci miałyby być z przymierza wyłączone. Odkrył natomiast, że Jezus mówi coś dokładnie przeciwnego: „Dopuśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie; do takich bowiem należy królestwo niebieskie” (Mt 19,14). Zwrócił też uwagę na przemówienie Piotra, wygłoszone w dniu Pięćdziesiątnicy. „Nawróćcie się – powiedział do nich Piotr – i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego. Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych…” (Dz 2,38-39). „Innymi słowy: Bóg dalej chce, aby dzieci wchodziły z Nim w przymierze. A ponieważ w Nowym Testamencie jedynie chrzest jest znakiem wejścia w Nowe Przymierze, dlaczego dzieci wierzących nie miałyby być chrzczone?” – podsumował Hahn.

Cały dom

– Nigdzie w Nowym Testamencie nie znajdziemy tekstu, który by zabraniał chrztu niemowląt – mówi ks. dr hab. Tomasz Szałanda. Wskazuje też na opisane w Biblii chrzty „całych domów”. Jednym z nich jest historia przytoczona w Dziejach Apostolskich. Święty Paweł w czasie swej podróży misyjnej spotkał Lidię, zamożną kobietę z Tiatyry. Gdy się nawróciła, „została ochrzczona razem ze swym domem” (Dz 16,15). Podobną sytuację opisuje sam Paweł w Liście do Koryntian: „ochrzciłem dom Stefanasa” (1 Kor 1,16). Jeszcze wymowniej oddaje to historia strażnika więzienia w Filippi, który odpowiadał za pojmanych apostołów. Człowiek ten, przejęty dowodem Bożej potęgi, nawrócił się i zapytał Pawła i Sylasa, co ma czynić, aby się zbawić. „Uwierz w Pana Jezusa, a zbawisz siebie i swój dom” – usłyszał. Znaczące: akt wiary strażnika sprowadza zbawienie nie tylko na niego, ale także na jego „dom”. Dalej czytamy, że „przyjął chrzest wraz z całym swym domem” (Dz 16,33). – Jeżeli jest mowa o tym, że chrzest przyjmuje cały dom, to trudno przypuszczać, że w tym domu nie było małych dzieci czy niemowląt. Jeśli cały dom, to cały dom, i dorośli, i młodzież, i dzieci – zauważa ks. Szałanda.

Po co czekać?

Proboszcz podczas niedzielnego kazania mówi o potrzebie uporu w dobrych sprawach. Nazywa to świętą bezczelnością. Po Mszy do zakrystii wchodzi szczupły mężczyzna, członek Opus Dei. – Urodziła mi się córka. Czy mógłby ją ksiądz ochrzcić nie później niż za tydzień? – pyta. Ksiądz na to, że za trzy tygodnie będą chrzty, ale mężczyzna nalega. Chce, żeby jego dziecko jak najszybciej doświadczyło łaski bycia dzieckiem Bożym i zostało członkiem Kościoła. Widząc, że kapłan się waha, sięga po argument z kazania: „Mówił ksiądz, że powinniśmy mieć świętą bezczelność. Jak ksiądz widzi, dobrze słuchałem”. Proboszcz ulega.

Ojciec dziewczynki, pragnąc jak najwcześniejszego jej chrztu, nawiązywał w gruncie rzeczy do głęboko zakorzenionej chrześcijańskiej tradycji, zgodnie z którą chrzest noworodków był powszechną praktyką. Święty Cyprian pisał z synodu biskupów afrykańskich w Kartaginie w 251 roku, że „żadnemu narodzonemu człowiekowi nie należy odmawiać miłosierdzia Bożego i łaski”. Sam synod uznał za właściwe „udzielanie chrztu w drugim lub trzecim dniu po narodzeniu”.

Ze zrozumiałych względów wśród pierwszych chrześcijan dominował chrzest dorosłych, lecz w kolejnych pokoleniach chrześcijan rozwinęła się powszechna praktyka chrztu małych dzieci. Na to są liczne i jednoznaczne dowody. Już w II wieku św. Ireneusz, biskup Lyonu, pisał w dziele „Adversus haereses”: „Chrystus przyszedł przez siebie samego wszystkich zbawić, wszyscy, powiadam, przez Niego odradzają się w Bogu: dzieci i niemowlęta, pacholęta, młodzieńcy i starsi”. Z kontekstu wynika, że za czasów Ireneusza chrzest małych dzieci był już rzeczą zwyczajną. „Tradycja apostolska”, dokument z początku III wieku, instruuje: „Chrzcijcie najpierw dzieci: wszystkie, które mogą mówić we własnym imieniu, niech same to czynią; jeśli natomiast chodzi o te, które nie mogą jeszcze mówić we własnym imieniu, niech mówią za nich rodzice albo ktoś z ich rodziny”.

Orygenes, najsłynniejszy teolog III wieku, pisał: „Kościół od apostołów przejął praktykę udzielania chrztu nawet dzieciom. Wiedzieli bowiem ci, którym powierzone były sekrety Bożych tajemnic, że we wszystkich są przyrodzone zmazy grzechowe, które powinny być zmyte przez wodę i Ducha Świętego”.

Cwaniactwo

Był maj 337 roku. W swoim pałacu w Ancyronie koło Nikomedii umierał Konstantyn Wielki. Cesarz, który zapewnił chrześcijaństwu wolność i angażował się w jego rozwój, dopiero teraz, kilka dni przed śmiercią, przyjmował chrzest. Nie on jeden w tamtych czasach odkładał obmycie wodą chrztu aż do śmierci. Był to efekt swoistego cwaniactwa duchowego, które pojawiło się na pewien czas wśród chrześcijan w IV wieku. Zakładano, że korzystniej będzie, gdy chrzest przyjmowany w ostatnim momencie wraz z grzechem pierworodnym zmyje także wszystkie grzechy popełnione w ciągu życia, i to bez konieczności odbycia za nie pokuty. Wielu katechumenów robiło wtedy podobnie. Z tych samych powodów również rodzice często wstrzymywali się z chrzczeniem swoich dzieci.

Wielu wielkich świętych, takich jak św. Hieronim czy św. Augustyn, mocno angażowało się w zmianę tego błędnego myślenia, nawołując do nieodkładania chrztu i podkreślając, że jest on konieczny do zbawienia i umożliwia życie w łasce Bożej na co dzień. Ich usiłowania przyniosły rezultat – zła tendencja chrzcielna w Kościele została powstrzymana.

Kosztowny sentyment

Rekolekcje oazowe, wiele lat temu, jeszcze za PRL. Jeden z uczestników, Czech, niedawno został ochrzczony. – Ile ja straciłem, że dopiero teraz spotkałem Pana Jezusa – ubolewa co chwila. Inni uczestnicy pocieszają go, że dzięki temu mógł świadomie wybrać Jezusa. Słusznie, to jest pewna wartość, ale dlaczego mniejszą wartością miałoby być życie od pierwszych dni w blasku łaski Bożej? Pozwolić dziecku całe dzieciństwo żyć ze zmazą grzechu pierworodnego tylko dlatego, że jego rodzice ubóstwili pojęcie „osobistego wyboru”? Jaka to logika?

– Jeżeli wiemy, czym jest chrzest, jakie ma konsekwencje, jeśli wiemy, że to jest szczęście, że to jest potrzebne w rzeczywistości duchowej dla nas, to chcemy tego szczęścia także dla najmniejszych – mówi ks. Tomasz Szałanda. Osoby upierające się przy twierdzeniu, że warto czekać z chrztem dzieci po to, aby one mogły go przyjąć w pełni świadomie, zdają się hołdować teologicznemu sentymentalizmowi, który koncentruje się bardziej na dyspozycji człowieka i jego doznaniach aniżeli na darmowości łaski Bożej. Tymczasem Bóg jest pierwszy i to On wychodzi z inicjatywą. Podkreśla to św. Paweł. „Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami” – przypomina Rzymianom (Rz 5,8).

Nie należy przeceniać elementu ludzkiej świadomości. Czy odmówimy chrztu osobie nieprzytomnej albo głęboko upośledzonej? Wiara jest przede wszystkim darem Bożym, a jego podłożem, na którym wyrasta, jest Kościół. Na czym ma wzrastać, jeśli człowieka trzyma się od Kościoła na dystans?

Bóg chce zbawienia wszystkich ludzi, niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdują, a także niezależnie od ich wieku. Kościół zawsze to rozumiał, dlatego od początku chrzcił niemowlęta. Nie trzeba przecież być starym człowiekiem, aby zostać dzieckiem Bożym.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • Rafaello
    05.08.2019 17:32
    Nawet Kościół Katolicki nie chrzci wszystkich "jak leci". W przypadku osoby dorosłej musi wystąpić nie tylko zgoda na chrzest, ale wręcz pragnienie chrztu. W przypadku niemowląt takie pragnienie w imieniu dziecka wyrażają rodzice, i tu tworzy się problem - czy jest to uprawnione?

    W Kościele Katolickim jest ciśnienie na chrzest niemowląt ze względu na różne nauki dotyczące chrztu i grzechu, np. ten że nieochrzczone dzieci trafiają do piekła (nie wiem czy nadal tak się wierzy). W innych wyznaniach kluczowa jest raczej decyzja pójścia za Jezusem, chrzest jest już tylko formalnym wyznaniem tej decyzji. Tak więc, jeśli ma być chrzest, to musi to być osoba świadoma, która wyraża wolę. Osoba nieprzytomna takiej woli nie wyrazi :)

    W Kościele Katolickim jest podejście do grzechu bankowo-biurokratyczne, tzn. że każda osoba ma jakieś osobiste konto ze zgromadzonymi grzechami, i pewne formalne czynności to konto wyczyszczają. U protestantów raczej nie ma takiego podejścia - Bóg odpuszcza grzechy jak chce i kiedy chce. Istotniejsze jest to, co jest w sercu człowieka, osobiste relacje z Bogiem.
  • Anonim (konto usunięte)
    06.08.2019 13:21
    Tak naprawdę gdyby literalnie przyjąć, że chrzest należy przyjąć gdy się rzeczywiście uwierzy, to powinni się chrzcić nieliczni i to raczej u schyłku swego doczesnego życia.
    I łatwo można to wytłumaczyć na przykładzie małżeństwa, gdzie "w ciemno" deklarujemy miłość, wierność i uczciwość małżeńską aż do śmierci, czyli powiedzmy przez 50-70 lat. Deklarujemy to mając lat 20 czy troszkę więcej nie mając tak naprawdę żadnego pojęcia o miłości, wierności czy też tylko o tym jak potoczy się nasze przyszłe życie. I znów literalnie, to na łożu śmierci można z pełną świadomością wyznać, że się kochało, nie zdradziło i było uczciwym przez całe życie.
  • Agap
    06.08.2019 16:01
    Kiedyś podczas chrztu kapłan mówiąc o teorii wolnego wyboru zapytał " to może nie posyłajmy naszych dzieci do szkoły, niech dorosną i same wybiorą" . Wszyscy zaprzeczyli, no i tu nas miał.
    doceń 3

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL