GN 42/2019 Archiwum

Po co komu chadecja?

Idee mają konsekwencje. Bezideowość też.

Przemiany obyczajowe, które obserwujmy w całym zachodnim świecie kojarzone są zwykle z ideologią marksistowską, a ściślej – jej mutacją dokonaną przez Antonio Gramsciego. Rzeczywiście, to, że dla milionów Europejczyków i Amerykanów czymś oczywistym jest istnienie związków jednopłciowych czy legalność aborcji to efekt wielu lat opanowywania przez radykalną lewicę instytucji związanych z kulturą (zwłaszcza kinem), mediami i demokratyczną polityką. Dokładnie tak, jak postulował Gramsci. Jednak ten sukces był możliwy m.in. dlatego, że chrześcijańscy lub po prostu konserwatywni politycy nie chcieli stawić mu skutecznego oporu. Dzisiejszych europejskich chadeków nie da się rozpoznać ani po tym, co mówią, ani po tym, jak głosują. Herman Van Rompuy, Jean-Claude Juncker, Frans Timmermans – kto z państwa bez sprawdzania w internecie umiałby wskazać, który z tych polityków należy do partii chrześcijańsko-demokratycznej?

Niedawno ukazała się w Polsce książka Vladimira Palki „Lwy nadchodzą”. Autor, słowacki polityk, były minister spraw wewnętrznych i wiceszef wywiadu Słowacji opisuje w niej, jak chrześcijańscy politycy po obu stronach Atlantyku odchodzili od chrześcijaństwa w działalności publicznej. Rozmiękczenie ideologiczne konserwatystów i chadecji było nie tyle porażką w wojnie kulturowej, co raczej rezygnacją z walki. Wielu wierzących polityków świadomie uznało, że wiara nie będzie miała wpływu na ich działalność. Wzorem były tu katolik John Fitzgerald Kennedy, który w 1960 r. ogłosił: „wierzę w prezydenta, którego przekonania religijne są jego prywatną sprawą”. Jak wykazał w swojej książce Palko, od tego zaczęła się dechrystianizacja Stanów Zjednoczonych, której skutkiem było m.in. ustanowienie związków jednopłciowych i legalizacja aborcji. W podobny sposób podchodził do religii Aldo Moro. Wieloletni przywódca włoskiej chadecji i premier swojego kraju jest dziś rozważany jako kandydat na ołtarze. Miejmy nadzieję, że jest w niebie, jeden z włoskich biskupów przypisywał jego wstawiennictwu uratowanie życia. Jednak jego działalność polityczna raczej nie będzie argumentem za beatyfikacją. Podczas partyjnego spotkania w 1975 r. Moro powiedział: „Choć partia chrześcijańsko-demokratyczna powołuje się na pryncypia, które były ważne w pewnej fazie rozwoju społeczeństwa, to jednak zakłada rezygnację z niektórych z nich w przypadku, gdy są przeszkodą w kontakcie z masami i we współpracy politycznej”. Lider chadeków był przeciwnikiem frakcji, która opowiadała się twardo przeciw aborcji. Kilka dni po jego śmierci aborcję zalegalizowano. Democristiani głosowali przeciw, ale wywodzący się z tego ugrupowania premier Giulio Andreotti ustawę podpisał. Kolejnym politykiem, który był katolikiem, ale zgadzał się na podobne zmiany w prawie był premier Kanady Pierre Elliot Trudeau (ojciec obecnego, skrajnie lewicowego premiera tego kraju). Listę można by ciągnąć.  

Uderzające jest to, jak wielu polityków, po których można by się spodziewać obrony chrześcijańskich wartości całkowicie zawiodło. Nie przegrali, lecz ulegli. Czy fala powrotu konserwatystów do głosu, jaką obserwujemy w ostatnich latach w USA i Europie okaże się cywilizacyjną rekonkwistą? Rod Dreher w książce „Opcja Benedykta” analizował politykę Donalda Trumpa i postawił diagnozę sprowadzającą się do stwierdzenia: dobrze, że jest chociaż tyle, ale to nas nie uratuje. Nawiązuje przy tym do słów psalmu: nie pokładajmy ufności w książętach. W zasadzie tak samo można by ocenić polskie władze. W przypadku wielu rządów nawet taka ocenia byłaby za wysoka. Kilkadziesiąt lat działania chrześcijańskich formalnie polityków pokazuje, że nie tylko idee mają konsekwencje. Bezideowość też.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jakub Jałowiczor

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w radiu „Kampus”. Współpracował m.in. z dziennikiem „Polska”, „Tygodnikiem Solidarność”, „Gazetą Polską”, „Gazetą Polską Codziennie”, „Niedzielą”, portalem Fronda.pl. Publikował też w „Rzeczpospolitej” i „Magazynie Fantastycznym” oraz przeprowadzał wywiady dla portalu wideo „Gazety Polskiej”. Autor książki „Rzecznicy”. Jego obszar specjalizacji to sprawy społeczno-polityczne, bezpieczeństwo, nie stroni od tematyki zagranicznej.
Kontakt:
jakub.jalowiczor@gosc.pl
Więcej artykułów Jakuba Jałowiczora

Zobacz także

  • Gość
    25.06.2019 07:37
    Sól utraciła smak...
    doceń 3
  • Alexy Neudorf
    25.06.2019 07:48
    Jeżeli katolicyzm zostanie dalej na poziomie swego rozwoju z okresu średniowiecza nie ma szansy na uczestnictwo w rechrystianizacji świata bo ten świat nie będzie czekał aż ci wczorajsi się dołączą. Sprawę antykoncepcji kościół przespał totalnie już dziś nikt nie bierze poważnie encykliki HUMANAE VITAE nad którą tak gorliwie pracował kard Wojtyła a która nawet w Polsce katolickiej nie ma praktycznie zastosowania. Wykluczanie ze wspólnoty kościelnej LGBT, związków jednopłciowych też nie ma przyszłości. Traktowanie większości, jaką stanowią kobiety, jak za czasów niewolnictwa będzie temu kościołowi w przyszłości jeszcze więcej szkodzić to samo dotyczy celibatu którego nie można znieść ale którego duża część kleru ignoruje. Nie chrześcijaństwo traci na wiarygodności ale tylko jedynie kierunek katolicki bo inne religie chrześcijańskie są nie tylko bardziej wiarygodne ale też przyciągają młodych a do tych należy przyszłość.
  • Maryja!
    25.06.2019 15:31
    Kościół broni doktryny gdyż jest ponadczasowa. Nic z nauki Chrystusa się nie przedawnia, ponieważ jest oparte na prawdzie Logosu. Oświecenie umysłów autorów Pisma Świętego przez Ducha Świętego wskazuje na budowę wspólnoty Kościoła opartej na jedności w wierze, a nie na dialogu ze światem. Poganstwo jest głośne ponieważ ma pieniądze, a zło budzi poklask ponieważ jest medialne. Media natomiast mogą głosić albo prawdę i dobro albo kłamstwo i zło. Wybór prawdy i Logosu będzie się wiązał z obroną wiecznych słów Chrystusa. Gdyż Kościół przyciąga nie masy tylko wierzących współpracujących z łaską. Kto nie umie z nią współpracować pozostaje z dala od Kościoła.
  • Maryja!
    26.06.2019 12:59
    Można chodzić do Kościoła a jednocześnie nie korzystać z Sakramentów i jest się poza Kościołem. To dotyczy tych którzy mogą ale nie przyjmują. Kościół jest dla wybranych, ponieważ jest wyraźnie napisane że wielu jest powołanych ale niewielu wybranych. Wybór polega na tym że jest to wybór ludzi na ile chcą uczestniczyć w Eucharystii. Nie ma jednak takiego terminu wierzący niepraktykujacy gdyż tylko regularne przyjmowanie Eucharystii i spowiedź wcześniejsza pozwalają się ustrzec grzechu przeciwko Duchowi Świętemu.
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji