Nowy numer 42/2019 Archiwum

Pobiegli z „Gościem”

Coraz więcej ludzi biega, więc i my wybiegliśmy im naprzeciw, organizując Górski Bieg Frassatiego w Międzybrodziu Bialskim.

Od rana upał. Niektórzy próbują się chłodzić, brodząc w spokojnych wodach Jeziora Międzybrodzkiego z widokiem na górę, której nazwa brzmi dziś szczególnie okrutnie: Żar. Inni szukają schronienia pod wielkim namiotem, w którego cieniu można przeczekać ostatnie minuty do startu. Część rozpoczęła dzień Mszą św. w tutejszym kościele św. Marii Magdaleny. – W bieganiu nie chodzi tylko o tężyznę fizyczną – mówił do nich w kazaniu ks. Krzysztof Nawrot, opiekun Towarzystwa Ciemnych Typów inspirowanego działalnością bł. Piera Giorgia Frassatiego. – Patron dzisiejszego biegu uczy nas, że jesteśmy silni fizycznie, żeby służyć. Jesteśmy sprawni po to, żeby pomóc drugiemu człowiekowi.

Patron mnie pociągnął

W Górskim Biegu Frassatiego, organizowanym przez Fundację Gość Niedzielny oraz Instytut Gość Media, bierze udział blisko 350 uczestników z różnych części Polski. – Coraz więcej ludzi biega, więc postanowiliśmy wybiec im naprzeciw, a przy okazji przybliżyć postać bł. Piera Giorgia Frassatiego – wyjaśnia ideę biegu jego główny koordynator Wojciech Teister, nasz redakcyjny kolega z portalu Gosc.pl, a prywatnie także zapalony biegacz. – To postać, która doskonale wpisuje się we współczesny model życia. Uczy, jak żyjąc dla drugiego człowieka, rozwijać też siebie. Angażował się społecznie w pomoc najbiedniejszym mieszkańcom Turynu. Aktywny, kochający sport, mówił, że trzeba „żyć, a nie wegetować”.

– Patron mnie pociągnął – uśmiecha się Aleksandra Słowicka, która wraz ze szwagrem Michałem Ratyńskim przyjechała na bieg specjalnie z Warszawy. – Należę do duszpasterstwa akademickiego „Student +”, którego patronem jest właśnie Pier Giorgio Frassati. Muszę jednak przyznać, że nad udziałem w imprezie zastanawiałam się trzy miesiące. Za to Michałowi podjęcie decyzji zajęło pięć minut.

Bieg stał się dla nich okazją do większego wypadu rodzinnego. Aleksandra wzięła ze sobą rodziców, by mogli podziwiać góry, a Michał – żonę Katarzynę i dwie córeczki: czteroipółletnią Emilię i półroczną Adriannę. – Jesteśmy przekonani, że Ola i Michał dobiegną do mety i gorąco im kibicujemy – deklaruje Katarzyna, choć trasa do najprostszych nie należy. Ma prawie 22 kilometry, kilkukrotnie wznosi się i opada, a suma tych przewyższeń wynosi 1120 metrów. Ostatnie cztery kilometry trasy to trudny, stromy zbieg. Jeśli dodać do tego ponadtrzydziestostopniowy upał, robi się z tego duże wyzwanie.

– Zrezygnowałam ze względu na upał, pobiegnie za mnie mąż – mówi Anna Szołtysek-Grzesikiewicz z Gliwic. – Ja w tym czasie będę zajmowała się córkami Heleną i Różą, które bardzo cieszą się na swoje, dziecięce zawody. Starsza córka dzieli z nami pasję do biegania. A poza tym są góry i jezioro, więc będzie plażowanie.

– Rozsądek podpowiada, żeby siedzieć w domu i szukać cienia – dodaje Mariusz Grzesikiewicz. – Ale trzeba, żeby mieszczuch sprawdził się w górskich warunkach. To dopiero mój drugi górski bieg, choć biegam od pięciu lat, startuję w różnych półmaratonach i maratonach. Ta trasa jest wymagająca, ale zdecydowaliśmy się także ze względu na „Gościa Niedzielnego”, którego jesteśmy stałymi czytelnikami. Poza tym miejsce jest tak urokliwe, że nie mogło nas tu nie być.

Biegnijcie w pokoju

Ze sceny, z której po południu porwie publiczność zespół Carrantuohill, Wojtek Teister udziela biegaczom ostatnich instrukcji: – Zwracajcie uwagę na siebie nawzajem. Jeśli widzisz, że komuś robi się słabo, zatrzymaj się, spytaj, czy nie potrzebuje pomocy. Ważniejsze jest to, żebyśmy wszyscy cali i zdrowi dotarli do mety, niż urwanie 30 sekund z twojego wyniku.

Błogosławieństwa przed startem udziela ks. Adam Pawlaszczyk, redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”: – Święty Paweł napisał: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości”. Myślę, że tych wieńców będzie tu dziś wiele. Biegnijcie w pokoju Chrystusa!

Materiały wideo z Biegu Frassatiego dostępne na kanale Gościa Niedzielnego

 

Tłum gromadzi się na starcie, trwa końcowe odliczanie. Piotr Sudoł, na co dzień kierownik działu reklamy i promocji GN, podnosi w górę pistolet. Pada strzał i – ruszyli! Najszybsi prędko znikają za zakrętem, inni startują nieco bardziej niespiesznie, są i tacy, którzy filmują własny start telefonami komórkowymi. Ale wkrótce i oni dołączają do grupy. – Przekrój zawodników jest bardzo szeroki – podkreśla Wojciech Teister. – Od medalistów mistrzostw Polski po zupełnych amatorów, debiutujących w biegach górskich. To jest piękne, że startują razem. Nie ma też takiego dystansu, jak np. w piłce nożnej, gdzie od zawodników dzieli nas płot i ochroniarze. Wzrasta popularność tego sportu: w ramach Ligi Biegów Górskich startuje w ciągu roku blisko 50 tys. unikalnych uczestników i mamy ponad 100 tys. tzw. osobostartów. Dla wielu z nas bieganie po górach jest bardziej atrakcyjne od tego w mieście, bo możemy spędzić czas wśród pięknej przyrody i w czystym powietrzu, a nie wśród spalin.

– A czy bieganie nie staje się pomału religią naszych czasów, częścią szerzącego się kultu ciała i samorozwoju? – dociekam.

– Takie niebezpieczeństwo jest w każdej pasji – odpowiada Wojtek. – Ale to nie jest problem biegania, tylko zachwiania proporcji. Dopóki bieganie nie wpływa destrukcyjnie na naszą codzienność, na relacje rodzinne i pracę, wszystko jest w porządku. Bieganie jest zdrowe, pod warunkiem, że jest mądrze wprowadzane w życie. To tak jak z lekarstwem – wszystko zależy od tego, jaką weźmiemy dawkę. Ważne jest też to, by do biegania dobrze się przygotować. Istotna jest regeneracja, rozciąganie, a nie tylko trzaskanie kolejnych kilometrów. Na pewno nie można startować w takim biegu jak ten, nie mając żadnego doświadczenia. Warto też przed startem zrobić badania kontrolne.

Wszyscy są zwycięzcami

Okazji do przebadania się nie brakowało także na naszym pikniku nad Jeziorem Międzybrodzkim, bo jednym z jego gości była Fundacja Udaru Mózgu. – Od kilku lat promujemy profilaktykę chorób sercowo-naczyniowych – opowiada Agata Wróblewska. – Mierzymy ciśnienie aparatem wykrywającym migotanie przedsionków, zachęcamy do badania poziomu cholesterolu i cukru. Ich niewłaściwy poziom często nie powoduje żadnego bólu i daje o sobie znać dopiero w postaci udaru, kiedy jest już za późno. Tymczasem choroby sercowo-naczyniowe w 80 proc. wywoływane są przez czynniki modyfikowalne: używki, niezdrowe jedzenie, brak aktywności fizycznej. Wystarczy 20 minut takiej aktywności dziennie, by znacznie zmniejszyć ryzyko zachorowania – przekonuje przedstawicielka Fundacji. Słucham z zaciekawieniem i postanawiam też zrobić coś dla zdrowia. Zaczynam od zmierzenia ciśnienia: 133 na 81, tętno 75, więc chyba nie jest tak źle.

Zobacz galerię z biegu na stronie Gosc.pl

Dotknij zdjęcia, by przejść do galerii

Tymczasem w oczekiwaniu na biegaczy rodziny korzystają z atrakcji pikniku. Maluchy skaczą na dmuchańcach, nieco starsi na boisku powyżej sceny uczestniczą w Dziecięcych Biegach Frassatiego. Tu wszyscy są zwycięzcami. Na scenie iluzjonista Tomasz Kabis pokazuje swoje sztuczki: wyjmuje z talii kartę wybraną przez publiczność, uwalnia się z kajdanek i wreszcie jest czas na jego popisowy numer z programu „Mam talent!” z cudownie rozmnażającymi się butelkami. – Iluzja to nie jest magia, od której lepiej trzymać się z daleka. To tylko zwykłe sztuczki na odwrócenie uwagi – tłumaczy iluzjonista, ucząc dzieci, jak samemu przy pomocy różdżki „wyczarować” kwiatek.

Ale oto Sylwester Strzałkowski z Radia eM podaje wiadomość, że pierwszy zawodnik jest już blisko. Wszyscy w napięciu gromadzą się w okolicach mety. Jest! Biegnie! Dwudziestoletni Marcin Kubica z Bielska-Białej pokonał dystans w 1 godzinę 40 minut 21 sekund, o kilka minut wyprzedzając kolejnych zawodników: Tomasza Kawika z Brennej i Błażeja Knutelskiego z Grywałdu. Zwycięzca skończył niedawno technikum budowlane, ale obecnie zajmuje się wyłącznie bieganiem. Przed dwoma tygodniami zajął trzecie miejsce w mistrzostwach Polski w skyrunningu, czyli biegach wysokogórskich, jako najmłodszy zawodnik w stawce. – Tam, za górą, mieszkam i nigdy jeszcze nie czułem takiego gorąca jak dzisiaj. Do Magurki ta trasa jest ciężka, bo właściwie całość przemieszczeń robi się na tym odcinku, a długi zbieg w dół na końcu też daje ostro popalić – mówił zmęczony, ale szczęśliwy Marcin tuż po przybyciu na metę. Publiczność nagrodziła go gromkimi brawami, podobnie jak innych uczestników biegu, bo tak naprawdę wszyscy zasłużyli na podziw.

Sponsor główny   Sponsor główny

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego

 

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji